„Zawładnięto państwem" – ogłosił mołdawski parlament, który dzień wcześniej został rozwiązany. Ale deputowani odmówili rozejścia się i zamknęli się w swojej siedzibie.

Czytaj także: Mołdawia: prezydent usunięty, parlament rozwiązany

W piątek Sąd Konstytucyjny po raz szósty zawiesił pełnomocnictwa prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona. Powodem była jego odmowa rozwiązania parlamentu, który w ciągu trzech miesięcy, jakie minęły od marcowych wyborów, nie był w stanie wyłonić rządu. Sędziowie znów oskarżyli prezydenta o „permanentną odmowę wykonywania swoich obowiązków".

Uważający się za prounijnego premier Pavel Filip przejął obowiązki szefa państwa i natychmiast podpisał dekret o rozwiązaniu parlamentu. Jednak tuż przed tym deputowani sformowali rząd z prorosyjskiej partii socjalistycznej (której liderem jest prezydent) oraz prounijnego bloku Acum. Ich premierem została Maia Sandu (z Acum).

Zaskoczony Sąd Konstytucyjny ostrzegł, że nowy rząd został ogłoszony po terminie i dlatego jest niekonstytucyjny. Premier Filip wyznaczył nowe wybory na 6 września.

Zwolennicy Partii Demokratycznej Pavla Filipa (na której czele stoi miliarder Vladimir Plahotniuc, uważany za szarą eminencję Mołdawii) ustawili warty przed siedzibami ministerstw, próbując nie dopuścić do ich przejęcia przez rząd pani Sandu. Jednocześnie rozpoczęli manifestację przed parlamentem, a potem jego blokadę.

Prezydent Dodon wezwał na pomoc społeczność międzynarodową. „Nowo sformowany rząd (pani Sandu – przyp. red.) otrzymał wsparcie przytłaczającej większości obywateli i naszych zagranicznych partnerów z Zachodu i Wschodu. W tej sytuacji nie mamy innego wyjścia, jak zwrócić się do społeczności międzynarodowej z wezwaniem, by stała się pośrednikiem".

Nowy koalicyjny rząd rzeczywiście uzyskał wsparcie Unii Europejskiej. „UE gotowa jest współpracować z rządem posiadającym demokratyczną legitymizację" – napisała w oświadczeniu wysoka przedstawiciel Unii Federica Mogherini. Prorosyjscy politolodzy z Kiszyniowa wskazują, że formowanie rządu Mai Sandu poprzedziła wizyta w Mołdawii rosyjskiego wicepremiera i jednocześnie przedstawiciela ds. stosunków z tym krajem Dmitrija Kozaka.

Ale do Kiszyniowa przyjechał w tym samym czasie również komisarz Unii ds. polityki sąsiedztwa Johannes Hahn oraz dyrektor ds. Europy Wschodniej amerykańskiego Departamentu Stanu Brad Freden. – Nie przyjechałem tu, by pilnie formować rząd – zastrzegał Amerykanin. Jednak po wyjeździe gości miejscowi komentatorzy doszli do wniosku, że wszystkie siły zewnętrzne wpływające na sytuację w Mołdawii porozumiały się co do utworzenia rządu koalicyjnego.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Ale na ulicach dominują zwolennicy Partii Demokratycznej. Minister spraw wewnętrznych rządu Filipa oświadczył, że popiera gabinet Sandu, i wezwał do spokoju. Ale pozostał bez władzy wykonawczej, bo dowódca policji opowiedział się po stronie Filipa.

Prezydent Dodon natomiast zagroził mobilizacją swoich zwolenników. – Przy pojawieniu się na ulicach politycznych konkurentów nie można wykluczyć prowokacji i starć. A to da (miliarderowi i szefowi Partii Demokratycznej) Plahotniukowi podstawy do wprowadzenia stany wyjątkowego – sądzi kiszyniowski politolog Aleksiej Tulbure.