Mimo dzielnej postawy kurdyjskich peszmergów leżąca na granicy z Turcją miejscowość jest już bliska upadku. Obrońcy dysponujący tylko bronią ręczną z coraz większym trudem odpierają ataki znacznie lepiej uzbrojonych dżihadystów z Państwa Islamskiego.

Kurdom chwilowo pomogły ataki przeprowadzane w nocy z wtorku na środę przez amerykańskie lotnictwo. Islamiści zostali zmuszeni do wycofania się z samego centrum, jednaki zdołali umieścić swoją flagę na wzgórzu górującym nad Kobane.

Zobacz więcej zdjęć

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka podczas walk w mieście zginęło dotychczas ponad 400 osób, jednak po jego ewentualnym upadku mogą rozpocząć się masowe mordy, podobnie jak w innych zajętych przez IS miejscowościach, które próbowały stawiać opór islamistom.

W obawie o swoje życie z miasta i okolic do Turcji uciekło ok. 180 tys. ludzi. Codziennie dołączają do nich kolejni uchodźcy.

Przedstawiciele organizacji kurdyjskich w Turcji i Europie protestują, demonstrując frustrację z powodu bezradności świata wobec barbarzyństwa dokonującego się tuż przy granicy z Turcją, a więc także NATO.

Kurdowie twierdzą, że inwazję na Kobane Państwo Islamskie prowadzi dosłownie na oczach całego bezczynnego świata, sytuację bowiem dobrze widzą ze wzniesień po drugiej stronie granicy rozlokowane tam oddziały tureckie.

W Brukseli grupa Kurdów wdarła się do budynku Parlamentu Europejskiego, domagając się nacisków politycznych i pomocy dla ofiar. Do ostrych starć doszło też w kilku zamieszkanych przez Kurdów miastach w Turcji. W wyniku interwencji policji zginęło tam 14 osób.

Dla Kurdów (ale także dla części zachodnich komentatorów) niezrozumiałe jest odmienne traktowanie przez USA i ich sojuszników sytuacji w Iraku i Syrii. W Iraku trwa intensywne zwalczanie sił IS, a tymczasem Amerykanie uznali, że w Syrii ich celem „nie jest obrona miast, lecz osłabianie infrastruktury wykorzystywanej przez IS". Takie rozróżnienie jest fikcją zarówno dla dżihadystów nieuznających żadnej granicy, jak dla ofiar ich agresji.

—jagi