Rz: Dlaczego kilka tygodni po powtórnym zwycięstwie Fideszu w wyborach parlamentarnych popularność partii Viktora Orbána zaczęła wyraźnie spadać?

Gábor Török: Zacznijmy od tego, że bilans poprzedniej kadencji rządu wcale nie był dla Fideszu zły. W końcu partia rządząca wygrała w ciągu roku trzy kolejne wybory, a konkurentów zostawiła daleko w polu z różnicą nawet 20 punktów procentowych. Poważne kłopoty, z którymi dziś musi się zmierzyć Fidesz i które negatywnie wpływają na jego wizerunek, tak naprawdę zaczęły się dopiero dwa miesiące temu.

Co ma pan na myśli, mówiąc o kłopotach?

Sygnałów pogarszającej się atmosfery politycznej jest kilka, ja jednak zwracam uwagę na trzy sprawy. Po pierwsze, amerykańska decyzja o zakazie wjazdu dla kilku wyższych rangą urzędników, która wniosła do sporów politycznych kwestie polityki zagranicznej przywoływane wcześniej w kontekście South Stream albo rozbudowy elektrowni atomowej w Paksu z rosyjską pomocą. Po drugie, wypłynęły głębokie podziały wewnątrz koalicji rządowej, których przykładem był konflikt Viktora Orbána z Lajosem Simicską [jeden z najbogatszych Węgrów, prywatnie znajomy premiera wspierający Fidesz – przyp. red.]. Prawdopodobnie ich skutkiem było też ujawnienie skandali korupcyjnych w kierownictwie partii. Wreszcie mamy też do czynienia z syndromem drugiej kadencji.

Uważa pan, że wyczerpują się  już pomysły na przełomowe zmiany w państwie, co Fidesz obiecywał od czasu wygranej w 2010 r.?

Po części tak, ale chodzi mi raczej o przekonanie rządzących, że wygranie wyborów po raz drugi z wielką przewagą zapewni im spokojne trwanie u władzy. Dokładnie tak samo myśleli socjaliści po zwycięstwie w 2006 r., a tymczasem cztery lata później ponieśli – i to na własne życzenie – sromotną klęskę. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi było już widać pewne niezadowolenie społeczne, jednak konkretną formę przybrało ono dopiero później.

W postaci coraz częstszych protestów ulicznych?

Tak, nie ma już prawie tygodnia bez demonstracji.   W większości nie są to wystąpienia tłumne, jednak np. październikowy protest przeciwko podatkowi internetowemu był naprawdę masowy. Później była kolejna demonstracja, która wyprowadziła na ulice dziesiątki tysięcy ludzi. Tych protestów nie organizuje dotychczasowa opozycja, ale pojawili się zupełnie nowi aktorzy – młodzi aktywiści niezwiązani z żadną partią polityczną. Co istotne – protesty aktywizowały młodych ludzi, którzy wcześniej kompletnie nie angażowali się w politykę.

Czy z tych ruchów może się wyłonić jakaś nowa siła polityczna?

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Tego jeszcze nie wiemy. Na razie ich siłą jest protest, ale nie można wykluczyć, że ujrzymy jakieś nowe ugrupowanie. Na pewno na ruch niezadowolenia wpływu nie ma dotychczasowa opozycja. Widać to także w sondażach: spadek popularności Fideszu wcale nie powoduje wzrostu popularności ani podzielonej i skłóconej opozycyjnej lewicy, ani Jobbiku.

Jakie są przyczyny słabości lewicy?

Po pierwsze, brak politycznej pracy u podstaw. Orbán, będąc w opozycji, ciężko pracował na zjednoczenie i umocnienie prawicy, wśród lewicowców zaś nie widzę u nas nikogo, kto byłby zdolny do takiego wysiłku dla przyszłego sukcesu i kto miałby taką charyzmę.

Jednak dzisiejszy Fidesz też nie jest tą samą partią, która wywoływała entuzjazm w 2010 r.

Tak, widać to w otoczeniu Viktora Orbána, w którym dominują dziś ludzie młodsi od generacji założycieli partii o dziesięć, 15 lat. To już nie są politycy walczący o zmiany i działający w zwartej, solidarnej grupie. To raczej polityczni inwestorzy, którzy z uczestnictwa w rządzeniu chcą mieć coś dla siebie – stąd tyle afer korupcyjnych. Zresztą ich ujawnianie jest najpewniej wynikiem przecieków, które też świadczą o konfliktach na szczytach władzy.

Na ile na pogorszenie ocen rządu wpływa trudna sytuacja społeczna?

Nie sądzę, by trzeba było podawać w wątpliwość polepszające się ostatnio wskaźniki ekonomiczne i sygnały poprawy w gospodarce, jednak większość obywateli tego nie odczuwa. Mamy bardzo złą sytuację pod względem skali ubóstwa i rozwarstwienia majątkowego. Co gorsza, tendencje są nadal negatywne. Na tym tle przykłady korupcji wśród polityków okazują się szczególnie irytujące. Nagłośnione przez media sprawy, takie jak nieuzasadniony dochodami zakup luksusowej willi przez ministra spraw zagranicznych albo drogiego mieszkania dla dziewięcioletniego syna szefa Kancelarii Premiera, rodzą wśród zwykłych ludzi wrażenie, że cała klasa polityczna jest skorumpowana.

Fidesz ma przed sobą cztery lata rządzenia bez wyborów. Czy zdoła odrobić straty?

Nie chcę wdawać się we wróżby. Na razie widać jedynie, że partia rządząca gwałtownie traci, a politycy Fideszu usiłują zaciągnąć hamulec ręczny i ratować sytuację. Gdybym miał obstawiać u bukmachera zwycięstwo Fideszu w 2018 r., to nie odważyłbym się zaryzykować większej sumy.

—rozmawiał Jarosław Giziński