Do ataku doszło pół dnia po innym zamachu w centrum Kopenhagi, na kawiarnię, w której odbywało się seminarium dotyczące wolności słowa. Brał w niej udział szwedzki autor karykatur Mahometa. Zginęła jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne.
Policja duńska na razie nie jest pewna, czy oba wydarzenia są ze sobą powiązane. Ale bardzo przypominają krwawe zamachy ze stycznia w Paryżu, tam też najpierw zamachowcy zaatkowali cel związany z karykaturami Mahometa, a potem z mniejszością żydowską (koszerny supermarket). Z obu miejsc zamachowcom udało się zbiec.
Trwa wielka akcja policji, nie tylko duńskiej, ale i z sąsiednich Niemiec. O ciężko rannym pod synagogą na razie nic nie wiadomo. Dwaj ranni to policjanci.
Atak na kawiarnię, do którego doszło w sobotę po południu, wyglądał jak próba skopiowania ataku na paryską redakcję „Charlie Hebdo". I zastraszenia zwolenników karykatur Mahometa.
W kopenhaskiej kawiarni Krudttonden odbywała się w sobotę o sztuce, bluźnierstwie i swobodzie wypowiedzi. Uczestniczyli w niej Lars Vilks, szwedzki autor karykatur Mahometa, oraz Francois Zimeray, ambasador Francji, kraju, który w styczniu doświadczył najkrwawszego zamachu wymierzonego w swobodę słowa.
Tak jak w paryskiej redakcji „Charlie Hebdo" i tu padły strzały, które oddał zamaskowany mężczyzna (początkowo mówiono, że dwóch, do jeszcze bardziej przypominałoby tamten zamach). W ścianach kawiarni odnaleziono potem ponad 30 dziur po kulach. Zginął jeden z uczestników spotkania, czterdziestolatek. Trzech policjantów zostało rannych.
W stolicy Francji ofiar śmiertelnych było 12. Zamachowcy udało się uciec samochodem, który potem porzucił. To też przypominało wydarzenia z Paryża, podobnie zachowywali się terroryści związani z jemeńską Al-Kaidą bracia Kouachi, zanim po dwóch dniach policja nie namierzyła ich w zakładach drukarskich pod Paryżem, gdzie ostatecznie zostali zastrzeleni.
Szefowa rządu Danii Helle Thorning-Schmidt ogłosiła, że wszystko wskazuje na to, że doszło do ataku motywowanego politycznie, czyli zamachu terrorystycznego.
Brytyjska BBC otrzymała nagranie audio, z którego wynika, że strzały w kawiarni rozległy się, gdy jeden z uczestników debaty mówił o granicach swobody wypowiedzi. Policja odpowiedziała ogniem.
Głównym uczestnikom, rysownikowi Larsowi Vilksowi i ambasadorowi Francoisowi Zimerayowi nic się nie stało.