„Izrael nie będzie już bombardował Libanu. USA im tego ZABRANIAJĄ. Dość tego!!!” – pisze na swoim portalu Donald Trump. Skąd to przekonanie o mocy sprawczej? Z przyczyn – przede wszystkim koniunkturalnych – pozycja w polityce Republikanów i samego prezydenta mocno się „sypie”.

Amerykanie mają w coraz większym stopniu dość jego awanturnictwa i niestabilności. Zadęcie MAGA coraz częściej ustępuje formule TACO (Trump Always Chickens Out, Trump zawsze tchórzy), więc Donald J. Trump zrobi wszystko, by wycofać się z niepotrzebnej, nieudanej i niosącej ze sobą fatalne skutki wojny w Zatoce Perskiej.

Czytaj więcej

Donald Trump ogłasza zawieszenie broni między Izraelem i Libanem

Konflikt w Libanie jest jej naturalnym przedłużeniem, choćby Trump zaklinał się, że jest inaczej. Tak należy rozumieć inny fragment jego wpisu na Truth Social, nawiązujący do negocjacji z Teheranem. „Ta umowa w żaden sposób nie jest uzależniona od Libanu, ale Stany Zjednoczone będą niezależnie współpracować z Libanem i w odpowiedni sposób rozwiązywać problemy związane z Hezbollahem”. Niestety dla amerykańskiego prezydenta i jego „wysiłków pokojowych”, libański konflikt nie zaczął się wczoraj i nie jest kolejną wojną, którą Trump skutecznie „zakończy”. A samo wygłaszanie takich sądów jest dowodem infantylizmu, buty i oderwania od faktów.

Jak wysiłki Trumpa komentuje Hezbollah

Interesujące jest, jak zawieszenie broni komentują sami zainteresowani, a więc prawdziwa strona konfliktu z Izraelem, czyli Hezbollah. Sprzyjająca „Partii Boga” libańska telewizja Al Mayadeen cytuje oficjalny komunikat Islamskiego Ruchu Oporu w Libanie – bo tak każą się dziś nazywać struktury zbrojne Hezbollahu. W przedstawionym w piątek komunikacie czytamy, że po 45 dniach prowadzenia bitwy pod nazwą „Al‑Asf al‑Makul” Ruch odniósł zwycięstwo.

Zniszczony w izraelskim ataku budynek w południowej części Bejrutu

Zniszczony w izraelskim ataku budynek w południowej części Bejrutu

Foto: REUTERS/Marko Djurica

W oświadczeniu przekazano, że na polu walki stoczono heroiczne zmagania, „rzadko spotykane pod względem siły, odwagi, poświęcenia, zawierzenia Bogu Wszechmogącemu oraz ufności w Jego zwycięstwo”. Oświadczenie zakończono zapewnieniem, że „ręka bojowników pozostaje na spuście – są czujni wobec zdrady i podstępu wroga”. Oraz że odnawiają oni swoją przysięgę wobec sekretarza generalnego ruchu oporu, szejka Naima Kasema, a także wobec szlachetnego, dumnego i ofiarnego narodu i pozostaną wierni aż do ostatniego tchu.

„Nasza flaga nie upadnie” – kończą autorzy oświadczenia. Wśród licznych komentarzy ciekawie brzmią słowa posła Hezbollahu w libańskim parlamencie, Husseina al‑Hadż Hasana wygłoszone w związanej z Hezbollahem telewizji Al-Manar, który potwierdził, że „obowiązujące obecnie zawieszenie broni zostało wprowadzone pod wyraźną presją Iranu”.

Poseł zaznaczył, że kontakty prowadzone między Arabią Saudyjską a Islamską Republiką Iranu przyczyniły się do osiągnięcia tego porozumienia w Libanie. Podkreślił, że „wróg jest podstępny i należy zachować czujność, wskazując, iż wielokrotnie naruszał obecne zawieszenie broni”. Dodał: „Obserwujemy i monitorujemy, czy wróg będzie przestrzegał rozejmu, powstrzyma się od ataków na wioski i nie powróci do zamachów”.

Czytaj więcej

Bliski Wschód: Ostatnie przygotowania do pokoju

Wyjaśnił też, że wyznaczono konkretne cele, do których należą: wycofanie się Izraela, powrót jeńców i wysiedlonych, odbudowa oraz zaprzestanie agresji. Zwrócił uwagę, że zawieszenie broni weszło w życie w momencie, gdy wróg nie osiągnął ogłoszonych przez siebie celów, ponieważ Bint Dżubajl, al‑Chijam (baza Hezbollahu) i inne miejscowości nie znalazły się pod kontrolą jego sił.

Czy Donald Trump rozumie naturę konfliktu na Bliskim Wschodzie?

Tych kilka cytatów dowodzi naiwności amerykańskiego prezydenta i stopnia skomplikowania tematu. Z oświadczenia Hezbollahu jasno wynika, że struktury militarne Partii Boga są lojalne wobec władz Hezbollahu, a nie administracji państwa libańskiego. Przerwę w wymianie ognia uznają za chwilową i uzależniają ją od definitywnego wycofania się Izraela z południowego Libanu oraz odbudowy zniszczonej infrastruktury, nie tylko dlatego, iżby mógł wrócić tam milion wysiedlonych mieszkańców, ale także po to, by mógł tam wrócić Hezbollah.

Konflikt zbrojny na pograniczu libańsko-izraelskim

Konflikt zbrojny na pograniczu libańsko-izraelskim

Foto: PAP

Wypada podkreślić to, co jest oczywiste dla każdego eksperta od tego regionu, a o czym al‑Hadż Hasan powiedział wprost: zawieszenie broni jest wymuszone wyraźną presją Iranu. Zaś sam Hezbollah jest w większym stopniu lojalny wobec Teheranu niż własnego rządu, który ze względu na polityczną moc Partii Boga i jej powszechne poparcie w kręgach cywilnej ludności Libanu nigdy nie zdecyduje się na próbę konfrontacji z jej potężnymi strukturami. W Tel Awiwie świetnie to wiedzą, stąd działania wobec Hezbollahu mają na celu anihilację potężnej milicji, a nie szukanie sojusznika po stronie rządu w Bejrucie.

Czy konflikt w Libanie ma perspektywę końca? 

Podsumowując, warunkiem realnego pokoju jest wycofanie się Izraela z okupowanych terenów państwa libańskiego, na co Netanjahu – przynajmniej na razie – się nie zgodzi. Zapowiedział to zresztą kilka dni temu, oznajmiając wprost, że „izraelskie siły pozostaną na południu Libanu dla obrony przed bezpośrednim zagrożeniem rakietami i dronami Hezbollahu”. Zamiast szansy na pokój mamy więc na linii Liban – Izrael klincz, który tylko odsuwa w czasie kolejną konfrontację.

Z oświadczenia Hezbollahu jasno wynika, że struktury militarne Partii Boga są lojalne wobec władz Hezbollahu, a nie administracji państwa libańskiego. Przerwę w wymianie ognia uznają za chwilową i uzależniają ją od definitywnego wycofania się Izraela z południowego Libanu oraz odbudowy zniszczonej infrastruktury, nie tylko dlatego, iżby mógł wrócić tam milion wysiedlonych mieszkańców, ale także po to, by mógł tam wrócić Hezbollah.

To zresztą stan ciągły w relacjach między Bejrutem i Tel Awiwem. Niezmienny od niemal pół wieku. Odejściu od konfrontacji chwilowo – podkreślam chwilowo – może pomóc sukces negocjacji Waszyngtonu z Teheranem. Wynegocjowany pokój może pomóc utrzymać zawieszenie broni. Ale tylko do czasu, bo izraelski militaryzm naprzeciw uzbrojonego po zęby Hezbollahu (możliwość rozbrojenia go jest szkodliwym mitem) zawsze będzie groził kolejną krwawą konfrontacją.

Poziom frustracji i fatalizmu w relacjach między krajami widać również w komentarzach prasy po drugiej stronie granicy. Izraelska gazeta „Maariw” przyznaje, że rezultaty „walk” na południu Libanu stały się „coraz bardziej gorzkie” oraz że wojna, którą Izrael rozpoczął pod nazwą „Ryk Lwa”, zaczyna dziś przypominać raczej „miauczenie kotów”.

Czytaj więcej

Erdogan: Nie wolno pozwolić Izraelowi na sabotowanie zawieszenia broni

„Haarec” komentuje: „Izrael powinien umożliwić postęp procesu dyplomatycznego, a nie działać na rzecz jego podważania poprzez kroki militarne o znanych konsekwencjach. Oznacza to zawieszenie broni w Libanie, współpracę z wysiłkami Stanów Zjednoczonych oraz powstrzymanie się od wciągania całego regionu w wieczną ciemność”. Z kolei „Jedi’ot Acharonot” zamieszcza taką czołówkę: „Dziękujemy Trumpowi za wyciągnięcie nas z pułapki kłamstw Netanjahu”. Zważywszy, że obaj panowie mają się za przyjaciół, słowa te aż krzyczą ironią.