Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką rolę odgrywa Pakistan w procesie pokojowym?
  • Jakie są aktualne postępy w negocjacjach między USA a Iranem?
  • Jakie rozbieżności występują w kwestii irańskiego programu nuklearnego?
  • Jakie zależności polityczne wpływają na sytuację w regionie?
  • Kto i jakie mechanizmy nacisku ekonomicznego obecnie stosuje?
  • Jakie są oczekiwania i stanowisko Unii Europejskiej wobec przyszłych negocjacji?

Korespondencja z Antalii
Mediatorzy z Pakistanu, premier Shehbaz Sharif i dowódca armii Asim Munir, mają ręce pełne roboty. Szef pakistańskiego rządu co chwilę prowadzi jakieś rozmowy, od czwartku wieczór w tureckiej Antalii, gdzie trwa forum dyplomatyczne (ADF) z udziałem wielu ważnych polityków i dyplomatów.

Czytaj więcej

Nadzieje i groźby. Wiele dzieje się wokół pokoju na Bliskim Wschodzie

Mały symbol tego zapracowania obserwowałem w piątek po południu w centrum, gdzie odbywa się ADF. Gdy Shehbaz Sharif przechodził z jednego spotkania na drugie, ominął ochronę, by chwycić ciasteczko. Ubrany w kremowy garnitur polityk z Pakistanu wzbudza tu wielkie zainteresowanie, nie reaguje jednak na zaczepki licznych dziennikarzy. 

Atmosfera w Islamabadzie taka jak tuż przed pierwszym spotkaniem USA z Iranem

Na ekskluzywne informacje od dużej delegacji Pakistanu (oprócz premiera, paru ministrów, w tym szefa MSZ) nie mogą też liczyć pakistańscy dziennikarze. Anas Malik z kanału Asia One towarzyszy premierowi. Jak podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, zaangażowanie w mediację ze strony zarówno rządu, jak i wpływowej armii odbywa się w harmonii, co kiedyś nie było w tym kraju normą. Marszałek polny Asim Munir odwiedził w środę i czwartek Iran, w zależności od rozmówcy zmieniał ubrania, raz w mundurze, raz w garniturze i krawacie, raz w garniturze i bez krawata (tak się noszą Irańczycy). Wbrew spekulacjom Asim Munir nie poleciał po odwiedzeniu Teheranu do Waszyngtonu. Może nie jest to już potrzebne?

Czytaj więcej

Donald Trump: Koniec wojny z Iranem bliski. Nie będzie nuklearnego holokaustu

W każdym razie Islamabad, gdzie w zeszłym weekendzie odbyły się pierwsze historyczne negocjacje między USA i Islamską Republiką Iranu na wysokim szczeblu, przygotowuje się do drugiej tury: pustoszeją ulice, pojawiają się tysiące mundurowych. – Jest tam taka atmosfera, jak była tuż przed pierwszą turą – mówi Anas Malik.

Co oznacza „zwycięstwo w wojnie” przeciw Iranowi

Irańczycy wysłali wyraźny sygnał gotowości do rozmów, zdecydowali się na usunięcie głównego powodu światowych problemów gospodarczych i gróźb Donalda Trumpa o zniszczeniu cywilizacji irańskiej. Zapowiedzieli odblokowanie cieśniny Ormuz, za którą na Zatoce Perskiej utknęło prawie tysiąc tankowców.

Amerykański prezydent odpowiedział na swoim portalu słowami „Dziękuję wam”. Jednocześnie sam nie zdjął blokady, którą wobec statków zawijających do irańskich portów prowadzą amerykańskie okręty. To ma się stać dopiero po podpisaniu porozumienia. 

Czytaj więcej

Iran ogłosił otwarcie cieśniny Ormuz. Cena ropy ostro w dół

– Czyli teraz, przynajmniej chwilowo, to Amerykanie mają w ręku to narzędzie nacisku, jakim jest kontrolowanie cieśniny Ormuz. Chwilowo, bo lada moment naprawdę może dojść do jeszcze bardziej historycznego spotkania w Islamabadzie – mówi mi anonimowo dyplomata z jednego z państw Bliskiego Wschodu.

Z kolei uczestniczący również w forum w Antalii ważny dyplomata z jednego z krajów unijnych mówi mi, również zastrzegając anonimowość, że panują rozbieżności co do określenia „zwycięstwo” w tej wojnie. Zapewne ogłoszą je po przeprowadzeniu drugiej tury negocjacji w Islamabadzie obie strony. – Ale czy stanowisko amerykańskie będzie mogło być uznane także za zaspokajające interes Europy? W UE chcemy, żeby Iran na zawsze przerwał program nuklearny, a program rakietowy znacznie ograniczył. Nie można dopuścić, by powtórzyło się piekło, które Iran stworzył sąsiadom, przeprowadzając ataki rakietowe. Europa też powinna być przy stole rozmów, powinna być wysłuchana, bo chodzi nie tylko o interesy Stanów Zjednoczonych. Mamy nadzieję, że mimo braku nas przy stole, ustalenia w Islamabadzie będą miały pozytywny wpływ na sytuację w regionie, istotnym dla Europy – dodał.

Co dalej z irańskim programem nuklearnym i wojną w Libanie

W czasie negocjacji w Islamabadzie w ubiegły weekend delegacja amerykańska z wiceprezydentem J. D. Vance'em na czele miała się domagać wstrzymania przez Iran programu nuklearnego, w tym całkowitej rezygnacji ze wzbogacania uranu, na okres co najmniej 20 lat. Irańczycy, którzy prawo do takiego wzbogacania wpisali do swojego 10-punktowego planu długofalowego pokoju, godzili się na przerwę tylko na kilka lat. Prezydent Trump ogłosił później, że ta 20-letnia propozycja jego negocjatorów mu się nie podoba, jako zbyt krótka. 

Irańczycy wpisali do swojego planu także warunek zakończenia wszystkich działań zbrojnych w regionie, w tym izraelskich ataków na ich sojuszniczy Hezbollah w Libanie. Ten kraj miało również obejmować ogłoszone 7 kwietnia wstrzymanie ognia między Stanami Zjednoczonymi i Iranem. Tak ogłosili Pakistańczycy.

Stało się to z opóźnieniem, rozejm obowiązuje od nocy z czwartku na piątek. Donald Trump wymusił to w czwartek na Izraelu, likwidując jedną z przeszkód do negocjacji z Irańczykami (libańskie okienko jest otwarte na 10 dni, nie jest natomiast jasne, czy obowiązuje wcześniejsza data 22 kwietnia, którą wyznaczył Irańczykom amerykański prezydent, odkładając wyniszczający atak na ich kraj).

Netanjahu pod presją Trumpa

Izrael i Liban mają w najbliższym czasie rozpocząć rozmowy pokojowe na najwyższym szczeblu. Najważniejszy izraelski warunek, czyli rozbrojenie Hezbollahu, będzie trudny do zrealizowania, ale to sprawa na później, zapewne po drugiej turze negocjacji w Islamabadzie.

Czytaj więcej

Trump zawarł rozejm w Libanie. Ale czy z właściwymi stronami?

– Sądzę, że premier Beniamin Netanjahu nie jest zadowolony z rozwoju wydarzeń. Jest w kleszczach. Z jednej strony pragnie kontynuować wojnę, by trzymać Izraelczyków jako zakładników jego osobistych politycznych interesów związanych z sądowymi procesami korupcyjnymi, które ma. Z drugiej musi słuchać Trumpa, jest od niego zależny – powiedział „Rzeczpospolitej” w rozmowie telefonicznej Josi Melman, izraelski publicysta od spraw bezpieczeństwa, związany z antyrządowym dziennikiem „Haarec”.

On jest zadowolony z izraelsko-libańskiego porozumienia ogłoszonego przez Trumpa. – To pierwszy krok. I związany z wydarzeniami wokół Iranu. Jeżeli USA i Iran będą chciały, to rozejm będzie dłuższy i czasu na rozmowy będzie więcej. A wydaje się, że USA i Iran osiągną porozumienie – dodał.

Melman podkreślił, że Liban i Iran to nie jest pierwszy przypadek presji ze strony Donalda Trumpa, której uległ Netanjahu. Tak było już choćby w sprawie porozumienia pokojowego dotyczącego Strefy Gazy.