Posłowie nie odrzucili w piątek weta prezydenta w sprawie ustawy o rynku kryptoaktywów, Czym w ogóle są kryptowaluty?

To pytanie w ostatnich miesiącach słyszałem wiele razy. Moim studentom jestem w stanie wytłumaczyć to w ciągu kilku zajęć na uczelni. Ale najkrócej i w ogromnym uproszczeniu – to jest cyfrowy pieniądz Internetu, który funkcjonuje na rynku od 2009 r. Jest zapisany w swego rodzaju księdze wieczystej, rejestrze, który znajduje się na tysiącach komputerów i którego nie da się oszukać. Można to porównać do zapisów, jakie mamy na rachunkach bankowych. I dzięki temu, że jest to pewien zapis, możemy go zmieniać tak, że dana liczba kryptowalut będzie przypisana do innego adresu i w ten sposób transferujemy kryptowaluty nawet na drugi koniec świata.

Czytaj więcej

Donald Tusk o „złowrogich korzeniach” kryptoafery. „Karol Nawrocki wie tyle co ja”

Czy jest ryzyko, że kryptowaluty zastąpią walutę?

Nie, to zupełnie coś innego. To jest specyficzne aktywo. To system niezależny od pieniądza narodowego. Nie można myśleć o krypto jak o pieniądzach, bo żeby posługiwać się nimi, to trzeba je kupić na rynku. Wybrańcy, którzy mają duże, bardzo mocne maszyny lub dużo kapitału, mają szansę je też generować. Nie powinniśmy myśleć o kryptowalutach jako o pieniądzach. To nie jest pieniądz, choć faktycznie to coś, czym można płacić, można przetransferować wartość z jednego adresu na drugi, czyli od jednej osoby do drugiej. To jest system niezależny od pieniądza narodowego i to jest jeden z największych plusów. Warto pamiętać o drobnym szczególe: kryptowaluty to rodzaj kryptoaktywów, które służą niemal wyłącznie do transferu wartości. Pozostałe kryptoaktywa mogą przenosić dodatkowo różne uprawnienia – trochę tak jak cyfrowe akcje czy obligacje.

Na jakiej zasadzie działają giełdy kryptowalut?

Po pierwsze, mamy dwa główne rodzaje. Są giełdy „krypto” (kryptoaktywów, w tym kryptowalut) scentralizowane, które są prowadzone najczęściej przez jakieś firmy, a drugi rodzaj giełd to są zdecentralizowane giełdy, które działają autonomicznie. Ktoś je musi zbudować, ale od momentu zbudowania nikt nie obsługuje klientów-użytkowników operacyjnie. Działają tu mechanizmy, które są zaimplementowane, zaprogramowane i umieszczone w zdecentralizowanym komputerze (tak jak wspomniany wcześniej rejestr), i dzięki specjalnym programom – inteligentnym kontraktom, działają niejako samoczynnie. My mówimy dzisiaj najczęściej o tych giełdach scentralizowanych. Większość z nich to giełdy powiernicze. To znaczy, że tak jak powierzamy środki bankowi, wpłacamy fizyczną gotówkę do banku, mamy ją na rachunku i możemy tymi samymi środkami obracać, tylko ich forma jest inna (zapis na rachunku). Tutaj tak samo, możemy mieć jakieś kryptowaluty na swoim adresie (odpowiedniku rachunku). Dostęp do adresu mamy z kolei dzięki specjalnym danym – kluczom prywatnym, zapisanym w portfelu kryptowalutowym (np. specjalnym programie komputerowym, na telefonie albo specjalnym urządzeniu). Kryptowaluty możemy kupić na giełdzie scentralizowanej za złotówki, ale nie dostajemy ich „do ręki”, do własnego portfela krypto, tylko są one zapisane na rachunkach technicznych giełdy. Prawdziwe kryptowaluty jednak powinny być przez giełdę przechowywane na jej adresach. To, co giełda może z nimi zrobić (czy może je komuś pożyczyć, albo w coś inwestować) – zależy od regulaminu użytkownika, ale także od regulacji, którym giełda podlega.

Polska na razie nie ma ustawy o kryptoaktywach, głównie dzięki prezydentowi i głosom posłów PiS, czy na tym rynku panuje więc wolna amerykanka i każdy może założyć giełdę kryptowalut?

O ile wiem, wolnej amerykanki jako takiej już nie ma. Przez brak ustawy o rynku kryptoaktywów, chwilowo nie będziemy mieć jeszcze zaimplementowanego w Polsce unijnego rozporządzenia o kryptoaktywach, tzw. MiCA (Markets in Crypto-Assets). Wprawdzie powinno ono działać bezpośrednio, ale w praktyce wymaga dostosowania polskiego prawa – w szczególności wskazania polskiego nadzorcy, co właśnie miała zrobić ustawa. Ale tego nie mamy, w związku z tym nie można pozyskać polskiego zezwolenia na prowadzenie biznesu związanego właśnie z kryptoaktywami.

W lipcu zacznie w pełni obowiązywać rozporządzenie MiCA. Jak wtedy zmieni się sytuacja na rynku kryptoaktywów?

Po 1 lipca będzie sytuacja niejasna. Znajomi prawnicy wskazują jednak, że firmy, które będą miały zezwolenie w innym kraju, będą mogły w Polsce funkcjonować, korzystając z tzw. paszportowania. Natomiast żadna firma nie będzie mogła na razie pozyskać tej polskiej licencji. Proszę jednak pamiętać, że w Polsce od kilku lat obowiązuje już Ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, czyli tzw. ustawa AML, która definiuje waluty wirtualne. I tam również są określone warunki funkcjonowania firm, które się nimi zajmują. Mamy też ustawy podatkowe, które określają obowiązki podatkowe względem osób, które posiadają czy sprzedają te wirtualne waluty. Ustawa AML wprowadziła rejestr firm, które mogą się nimi zajmować.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: Wszczynamy postępowanie karne ws. giełdy Zondacrypto

A czy w Polsce oprócz Zonda Crypto działają jeszcze jakieś inne giełdy?

W Polsce działa kilka giełd krypto, ale o ile wiem, nie ma giełd zarejestrowanych i z siedzibą w Polsce. Zonda jest zarejestrowana w Estonii. Oprócz niej, wśród jeszcze działających giełd polskie korzenie ma także Kanga.exchange. Wpłaty i wypłaty w złotówkach obsługuje jednak więcej giełd.

Czytaj więcej

Wiadomo, na co fundacja Ziobry chce wydać pieniądze od kancelarii prezesa Zondacrypto

W takim razie, dokąd płyną polskie pieniądze wydawane na kryptowaluty?

To wymagałoby badania ankietowego z pytaniem, gdzie Polacy głównie kupują kryptowaluty lub danych ze wspomnianych giełd. Niemniej faktem jest to, że parę milionów Polaków te kryptowaluty posiada. Tak można wywnioskować z badania, które niedawno analizowałem, przeprowadzonego przez firmę Ari10. Ono będzie zaprezentowane w kwietniu, ale przebadali po tysiąc osób z 11 krajów, w tym z Polski. Z analizy wyszło, że nawet kilka milionów dorosłych Polaków może mieć kryptowaluty.

To jest zaskakujące.

Tak, to jest zaskakujące, bo odnosząc udział respondentów przyznających się do posiadania (inwestowania) w kryptoaktywa do liczby mieszkańców Europy, to jest naprawdę wielka liczba osób, które gdzieś pozyskiwały kryptowaluty. A jednocześnie nie jestem wcale pewien, co do wiedzy i świadomości tych osób dotyczącej ryzyka.

Jakie są ryzyka w inwestowaniu w kryptowaluty?

Podstawowym ryzykiem jest specyfika rynku kryptowalut. Ktoś, kto zaczyna szukać informacji o kryptowalutach, spotka się z ogromną ich liczbą i to może budzić konsternację, ale może też prowadzić do błędnych decyzji, gdy w mediach społecznościowych jakaś waluta jest szczególnie zachwalana. Łatwo wpaść tutaj w pułapkę. Dalej: wahania kursów kryptowalut. Nawet w przypadku dużych systemów kryptowalut kursy wahają się mocno, bardziej niż na tradycyjnych rynkach finansowych, więc jak ktoś nie lubi ryzyka na rynku akcji, to absolutnie tym bardziej nie powinien inwestować w kryptowaluty. Kolejne ryzyko to brak ochrony inwestorów przed zakupem. Na rynku tradycyjnym musimy dzisiaj wypełnić ankiety, które potwierdzą nasze doświadczenie inwestycyjne i znajomość produktów oraz pomogą dobrać rodzaj inwestycji do indywidualnego profilu, w wyniku czego mogą nam zostać odmówione np. zbyt ryzykowne produkty inwestycyjne. W przypadku środków powierzanych bankom – mamy fundusz gwarancyjny, który zabezpiecza te środki.

W przypadku kryptowalut nie ma żadnego zabezpieczenia, wchodzimy w ten świat całkowicie samodzielnie, ale na własne ryzyko. Możemy kupować i możemy zyskać, ale też stracić wszystko, bo nie zawsze jesteśmy w stanie prawidłowo prognozować, w jakim kierunku pójdzie cena danego kryptoaktywa. Więc jest to niestety pewien minus.

A co dezinformacją?

To kolejne ryzyko. Łatwo w tym świecie funkcjonować oszustom. Niektórzy przygotowują projekty, które mają pięknie wyglądać, generują tokeny i je sprzedają. Generowanie nowych tokenów jest tanie, a do tego wystarczy 15 minut pracy nad kodem. I w ten sposób mogą oszuści zbierać uznane kryptowaluty, które mają już cenę rynkową. Wydają token, o którym oni wiedzą, że będzie bezwartościowy. Ale duża liczba niedoświadczonych inwestorów daje się nabrać. To tzw. „Rug pull” (z ang. „wyrwanie dywanu”), czyli oszustwo w świecie kryptowalut i NFT, w którym oszuści sztucznie pompują wartość nowej waluty, przyciągają inwestorów, a następnie nagle znikają z ich funduszami.

Oszuści na rynku kryptowalut mogą tak zniknąć bez śladu?

Cechą tego świata jest wysoki poziom prywatności. Oszuści wiedzą, jak zachować się anonimowo, żeby nie dało się do nich dotrzeć organom ścigania. Poza tym istnieje wielu oszustów, którzy działają też poza światem krypto, a tylko obiecują inwestycje, bazując na niewiedzy swoich ofiar i obietnicach niewyobrażalnych zysków. Niestety rodzajów oszustw jest dużo. Prokuratorzy i organy ścigania, którzy się zajmują tymi sprawami, mają – jak sądzę – pełne ręce roboty.

Są też różne ataki. Ale jeżeli mówimy o Bitcoinie czy Ethereum, to kryptografia oraz duża liczba uczestników tych systemów zabezpiecza je tak, że w zasadzie tych systemów nie można zhakować nawet komputerami kwantowymi. Łatwiejsze są jednak ataki na słabsze ogniwa tego świata – użytkowników niż na systemy.

Czy policja już umie ścigać osoby, które oszukują?

To pytanie bardziej do policji. Na pewno jest to wyzwanie. Ale z drugiej strony są też firmy, które się specjalizują w śledzeniu środków, badaniu transakcji, deanonimizowaniu adresów. Z natury w systemach opartych na blockchainie, ludzie są identyfikowani nie po adresie e-mail, ani po nazwisku, ale po adresie sieci blockchain. W tym systemie jesteśmy widziani jako adresy. Znamy niektóre adresy na przykład dużych giełd czy dużych posiadaczy. Techniki śledczych pozwalają zawęzić krąg albo uprawdopodobnić, czyj mógłby być to adres, ale tylko w specyficznych sytuacjach dają 100 proc. pewności. To jest wyzwanie dla organów ścigania i nadzorców tych rynków.

O czym powinni jeszcze wiedzieć początkujący w świecie kryptowalut?

Wśród ryzyk mamy jeszcze łatwiejsze manipulacje rynkowe niż na tradycyjnych rynkach finansowych. Nawet jeżeli korzystamy z kryptowaluty, której system jest bezpieczny i nikt nas nie atakuje, to wciąż możemy kupić coś, czego wartość spadnie za chwilę, bo łatwiej manipulować tymi rynkami. Nie mamy też żadnych narzędzi do uniemożliwiania takich działań. Niektóre działania, które można byłoby postrzegać na tradycyjnym rynku jako manipulację, dzisiaj na rynkach krypto są wręcz znaną techniką. Kolejne ryzyko jest takie, że nikt nam środków nie zwróci, bo te środki nie są zabezpieczone. Jeśli dana firma nie ma zezwolenia MiCA, ani nie jest na liście nawet tej z ustawy o AML, to jej klienci mają znikomą ochronę prawną. W banku mamy gwarancje do 100 tys. euro, nasze pieniądze są tam zabezpieczone, jeżeli bank upadnie. A jeśli firma środki w kryptowalutach zdefrauduje, pożyczy bez możliwości odzyskania albo zgubi klucze prywatne do nich, to klienci mają znikome szanse na odzyskanie środków. Podobnie jest, gdy sami zgubimy klucze prywatne do portfela krypto– nie ma wtedy technicznej możliwości, żeby te środki odzyskać. Cały czas rozwijane są mechanizmy i procedury, które mają pomóc chronić użytkowników, przeciwdziałać oszustwom, atakom, manipulacjom czy takie, które pomogą odzyskiwać utracone środki, ścigać przestępców. Wciąż jednak ryzyka te występują.

Czytaj więcej

Giełda Zondacrypto, tajemnicze przelewy i pytania o weto. A klienci wciąż czekają

Nie jest to zabawa dla rozstrzepanych osób.

To prawda. Niestety, mimo że mówimy, żeby nigdzie haseł nie zapisywać, no to tutaj praktycznie trzeba mieć gdzieś jakieś backupy zapisane, zachowane chociażby w sejfie, żeby ich nie zgubić.

W ogóle nie powinniśmy myśleć o kryptowalutach jako o „zabawie”. Zwłaszcza osoby młode, które postrzegają ten świat jako grę, mogą nie być świadome tego, że wchodzą w świat wysoce ryzykownych finansów i że poza zagrożeniami, o których wcześniej wspominałem, które na nich czyhają, podlegają obowiązkom podatkowym, które nie są w przypadku kryptoaktywów w pełni intuicyjne. Zobowiązania podatkowe mogą się pojawić, zarówno jeśli sprzedają kryptoaktywa, jak i gdy kupują coś za kryptowaluty (także za tzw. stablecoiny).

Wspomniał Pan, że ta metoda umożliwia swobodne przesłanie pieniędzy z jednego końca świata na drugi. Jak to się ma do legalności biznesu, prania brudnych pieniędzy, finansowania przestępstw?

Oczywiście, tam, gdzie jest wolna Amerykanka, gdzie nie sięgają jeszcze regulacje, tam szybko trafia świat przestępczy. Różne raporty firm analitycznych wskazywały na to, że rzeczywiście duża część przelewów była związana z działalnością nie do końca legalną albo trudno było zidentyfikować, z czym były związane. To trudny obszar dla organów ścigania.

Mimo swojej specyfiki i zagrożeń, jest to świat ciekawy, intrygujący, który potrafi dostarczać realnych korzyści – i to niekoniecznie jako inwestycja. Trzeba go tylko dobrze poznać i zrozumieć. Szybkość i taniość, transparentność transferów wartości na drugi koniec świata, bez względu na wysokość kwot oraz całodobowa dostępność, to atrakcyjny i realny potencjał ekonomiczny kryptowalut. A potencjał samej technologii blockchain, która stoi za nimi jest wielokrotnie większy. Ale to temat na inną rozmowę.