– Przybyłem tu, aby zwrócić uwagę na egzystencjalne zagrożenie dla Izraela – wyjaśnił Beniamin Netanjahu we wtorkowym przemówieniu w Kongresie. Było ono niemal w całości poświęcone niebezpieczeństwu, jakie niesie ze sobą negocjowane właśnie w Szwajcarii porozumienie USA i kilku innych państw z Iranem.

Premier państwa żydowskiego udowadniał, że porozumienie takie umożliwi Iranowi zdobycie broni jądrowej, co grozi nieobliczalnymi konsekwencjami nie tylko dla Izraela, ale i całego świata.

Ideologia Iranu jest zakorzeniona w wojującym islamie – mówił gość Kongresu, udowadniając, że Teheran podobnie jak Państwo Islamskie zamierza stworzyć islamskie mocarstwo na Bliskim Wschodzie zagrażające także Ameryce.

Netanjahu występował w Kongresie po raz trzeci w swej karierze. To rekord, którym mógłby się pochwalić jedynie Winston Churchill.

Trwające 40 minut przemówienie 39 razy przerywano oklaskami. To więcej niż poprzednie w 2011 roku, kiedy Netanjahu przytaczał argumenty na rzecz prawa Izraela do prastarych ziem żydowskich.

Biały Dom nie przyjął oficjalnie do wiadomości wizyty premiera Izraela w Waszyngtonie. Netanjahu przybył tam na zaproszenie Johna Boehnera, republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów. Ponad 50 deputowanych Partii Demokratycznej zbojkotowało przemówienie premiera zaprzyjaźnionego państwa.

Zaproszenie nie zostało także uzgodnione z administracją prezydenta Obamy.

Waszyngton urażony

Barack Obama nie znalazł czasu dla Netanjahu. Nie odbyła się nawet rozmowa telefoniczna. Wiceprezydent Joe Biden nie zrezygnował z wcześniej zapowiedzianej podróży zagranicznej. Tym bardziej John Kerry, sekretarz stanu, z pobytu w Szwajcarii na kolejnej rundzie negocjacji z Iranem.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Na stole leży tam pakiet przewidujący znaczne ograniczenia irańskiego programu atomowego na dziesięć lat w zamian za stopniowe zniesienie sankcji. Zdaniem prezydenta Obamy szanse na zawarcie porozumienia w czasie obecnej rundy rozmów – do końca marca – są niewielkie.

– To złe porozumienie. Jego alternatywą wcale nie jest wojna, ale lepsze porozumienie – udowadniał Netanjahu. Nie krył, że dąży do zablokowania przez Kongres negocjacji z Iranem.

Taka postawa prowadzi do poważnych napięć pomiędzy USA i Izraelem. Iran nie jest ich jedyną przyczyną.

Biały Dom od dawna nie kryje rozczarowania postawą Netanjahu w sprawie dialogu izraelsko-palestyńskiego. John Kerry odbył w ostatnich miesiącach wiele podróży do Izraela, starając się doprowadzić do porozumienia pokojowego. Jedną z najważniejszych przeszkód okazała się polityka rządu Netanjahu dotycząca osadnictwa żydowskiego na ziemiach okupowanych.

Tylko w ubiegłym roku powstało tam 3100 nowych obiektów mieszkalnych, 40 proc. więcej niż rok wcześniej.

Kampania wyborcza

Beniamin Netanjahu zdawał sobie sprawę, jakie kontrowersje wywoła jego przemówienie w Kongresie. Mimo to zaproszenie przyjął. I to w sytuacji, gdy za dwa tygodnie odbędą się w Izraelu przedterminowe wybory do Knesetu, a wystąpienie premiera po drugiej stronie Atlantyku wpisuje się doskonale w jego kampanię wyborczą. Obama podkreśla, że nie zamierza w niej uczestniczyć.

Nie podziela poglądu Netanjahu, że Iran uzyska dostęp do broni nuklearnej, zawierając porozumienie z USA. W końcu niczego jeszcze nie rozstrzygnięto.

Premier Izraela widzi rzecz inaczej – udowadnia, że po zniesieniu sankcji Iran wzbogaci się o 50 mld dol. i nic już nie zdoła zapobiec uzyskaniu przez niego upragnionej broni.

– Iran będzie w stanie uniknąć międzynarodowej kontroli swego programu po zawarciu porozumienia – przekonuje „Rz" Icchak Klein z Kohelet Policy Forum w Jerozolimie. Jego zdaniem porozumienie to zachęci inne państwa regionu do starań o uzyskanie broni jądrowej.

To właśnie mówił w Kongresie Netanjahu. Przekonywał, że umowa z Iranem otwiera drogę do wyprodukowania przez państwo ajatollahów broni jądrowej. Jeżeli nie teraz, to z całą pewnością po dziesięciu latach, kiedy przestanie obowiązywać.

Administracja Obamy zapewnia, że nie zgodzi się na porozumienie, które będzie nie do przyjęcia z punktu widzenia bezpieczeństwa regionu. Netanjahu w takie zapewnienia nie wierzy.

Mniejsze zło

Zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej. Wie doskonale, że obywatele państwa żydowskiego w sprawach bezpieczeństwa ufają właśnie jemu oraz kierowanemu przez niego Likudowi.

Amerykański magazyn „The Atlantic" komentował jeszcze przed przemówieniem Netanjahu jego stosunek do Iranu, pisząc, że przyjmując zaproszenie Boehnera, wybrał mniejsze zło. Nie zdecydował się wprawdzie na zaatakowanie Iranu, za to zrujnował relacje z Obamą.