Rzeczpospolita: Nie ma dziś na świecie bardziej niebezpiecznej drogi dla imigrantów niż ta z Libii do Włoch przez Morze Śródziemne. Tak twierdzą eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych. Frontex nie może tej tragedii powstrzymać?
Fabrice Leggeri: Sytuacja jest tak trudna dlatego, że do Libii przyjeżdżają emigranci z całej Afryki, z Azji, niemal z całego świata. Wiedzą, że stąd mogą stosunkowo łatwo przedostać się do Europy. Od dwóch lat w Libii nie ma rządu, państwo upadło. Nikt nie przeciwdziała kryminalnym grupom przemytników. To ogromne wyzwanie.
Jak odbywa się przeprawa do Europy?
Na małych, dziesięciometrowych, drewnianych stateczkach rybackich, na których upycha się po 100 osób. Ale nawet to nie jest pewne. W Libii zaczyna brakować łodzi rybackich, więc coraz częściej imigranci próbują sforsować morze na zwykłych pontonach. Płyną bez kamizelek ratunkowych, jedzenia, z minimalną ilością wody. Chodzi o ograniczenie ciężaru. Taka przeprawa trwa cztery–pięć dni, nieraz przez wzburzone morze, przy bardzo trudnych warunkach pogodowych.
Ile za taką przeprawę domagają się przemytnicy?