Dziennik „Guardian" polecił instytutowi ICM przeprowadzić sondaż nie tylko przez internet, ale także telefonicznie, bo do tej pory sądzono, że zwolennicy Brexitu (opuszczenia Unii Europejskiej) są bardziej aktywni w sieci i fałszują wyniki ankiety.
Tyle że tym razem przy obu metodologiach rezultat okazał się dokładnie taki sam: 52 proc. poparło zerwanie z Brukselą, a 48 proc. było przeciw. W ten sposób w ciągu zaledwie dwóch tygodni liczba zwolenników wyjścia kraju ze Wspólnoty skoczyła aż o 7 pkt proc. I tendencję tę potwierdzają ankiety przeprowadzone przez inne wielkie brytyjskie media.
Co się stało?
– Brytyjskie społeczeństwo podzieliło się na równe części. Jedna jest przerażona skutkami dla gospodarki porzucenia Unii, druga uważa, że Brexit jest konieczny, aby powstrzymać masową imigrację. I żadna ze stron kampanii nie jest w stanie przyciągnąć na swoją stronę oponentów. Dlatego do dnia wyborów wynik będzie niepewny, rozstrzygnie niewielka liczba głosów, mobilizacja elektoratu, nawet pogoda – mówi „Rz" Richard Whitman, profesor politologii na University of Kent.
Panika w Brukseli
Brytyjskie MSW właśnie ujawniło, że w ub.r. w Wielkiej Brytanii osiedliło się aż o 330 tys. imigrantów więcej, niż wyjechało z Królestwa. To drugi najgorszy wynik w historii. Co więcej, aż 78 tys. nowych przybyszów to obywatele UE bez pracy, którzy żyją z brytyjskich zasiłków.
Ale i przeciwnicy Brexitu mają świeże paliwo dla swojej kampanii. Okazuje się bowiem, że czołowe brytyjskie banki uruchomiły plany awaryjne na wypadek wyjścia kraju z Unii. Aby zabezpieczyć się przed spodziewanym załamaniem funta i notowań londyńskiej giełdy, zaczęto gromadzić wielomiliardowe zabezpieczenia.