W środę na sesji plenarnej europarlamentu szefowa Komisji Europejskiej wygłosiła niemal 80-minutowe orędzie o stanie Unii Europejskiej. Ursula von der Leyen mówiła m.in. o odbudowie gospodarki po pandemii koronawirusa i zamiarze zbudowania nowego modelu, którego punktem centralnym ma być Zielony Europejski Ład.

- Misja Europejskiego Zielonego Ładu obejmuje znacznie więcej, niż tylko redukcję emisji. Chodzi o systemową modernizację całej naszej gospodarki, społeczeństwa i przemysłu. Musimy zmienić sposób, w jaki traktujemy przyrodę, jak produkujemy i konsumujemy, żyjemy i pracujemy, odżywiamy się i ogrzewamy, podróżujemy i transportujemy. Dlatego zajmiemy się wszystkim, od niebezpiecznych chemikaliów, przez wylesianie, po zanieczyszczenia – mówiła szefowa KE.

W ramach osiągania tzw. neutralności klimatycznej do 2030 roku UE ma obniżyć emisję CO2 o 55 proc., zamiast wcześniej planowanych 40 proc.

- Zdaję sobie sprawę, że to dla niektórych zbyt dużo, a dla innych - zbyt mało, lecz nasza gospodarka i przemysł mogą sobie z tym poradzić - oceniła.

Do tych słów krytycznie odniosła się aktywistka Greta Thunberg. "Rzeczywiście zbyt wiele dla niektórych, na przykład przedsiębiorstw z sektora paliw kopalnych i lobbystów, i zbyt mało dla innych, na przykład dla nauki - lub tych, którzy uważają, że powinniśmy wypełnić to, do czego zobowiązaliśmy się w Porozumieniu Paryskim" - napisała na Twitterze.

Znana ze "szkolnego strajku dla klimatu" aktywistka oceniła, że z planem szefowej KE gospodarka będzie w stanie dać sobie radę, ale ekosystemy - nie. "A z naturą nie możemy się targować" - dodała.