Jak informuje „The Guardian”, w stolicy Chile, Santiago, policja brutalnie stłumiła demonstracje przeciwko nierównościom społecznym i niesprawiedliwościom systemowym. Doszło do nich zaledwie miesiąc przed referendum w sprawie zmiany konstytucji odziedziczonej po dyktaturze Augusto Pinocheta

Podczas demonstracji jeden z mundurowych złapał protestującego 16-latka i zrzucił go do betonowego kanału rzeki Mapocho. Chłopiec trafił do szpitala, a nagranie ze zdarzenia obiegło cały świat.

- Gdy protestujący uciekali przed policją, zauważyliśmy moment, w którym jeden z funkcjonariuszy złapał chłopca i zrzucił go z mostu - powiedział Pavel Pavelic Jofre, jeden z wolontariuszy, którzy pomagają protestującym.

Na nagraniach z miejsca zdarzenia widać, 16-latek leżał nieruchomo twarzą w wodzie i mocno krwawił. Jofre powiedział także, że dwóch innych wolontariuszy zeszło na dół, aby udzielił nastolatkowi pomocy. Gdy jego stan się ustabilizował, strażacy wyciągnęli go z wody, został przetransportowany do szpitala.

"The Guardian" informuje, że stan chłopca jest obecnie stabilny. 

Głos w sprawie zajął rzecznik policji, generał Enrique Monrás. Choć w rozmowie z mediami nie wykluczył, że za incydent odpowiedzialni są mundurowi, podkreślił jednocześnie, że 16-latek „stracił równowagę”, gdy go aresztowano, a nie został zepchnięty. 

Od miesięcy chilijska opozycja domaga się dymisji szefa Carabineros generała Mario Rozasa.

25 października w Chile odbędzie się referendum w sprawie zmiany konstytucji odziedziczonej po dyktaturze Augusto Pinocheta.