W pobliżu siedziby premiera Albanii Ediego Ramy w Tiranie doszło w sobotę i w niedzielną noc do starć policji z demonstrantami; służby użyły gumowych kul – podała agencja Reutera. Poinformowała, że policjanci trafili dwóch jej dziennikarzy oraz kilku demonstrantów. Gumowe kulki, które zostawiają okrągłe ślady, reporterzy znaleźli na ziemi. Z kolei agencja Associated Press poinformowała, że protestujący rzucali w stronę policji kamieniami, koktajlami Mołotowa, racami i fajerwerkami. Starcia rozprzestrzeniły się na całe centrum miasta. 

Portal Albanian Post poinformował, że po trwających ponad cztery godziny starciach niedaleko siedziby premiera, policja  usunęła protestujących i przywróciła kontrolę nad terenem. Uczestnicy protestu rozproszyli się po różnych częściach stolicy, natomiast służby rozpoczęły akcję mającą na celu ujęcie agresywnych demonstrantów.

Czytaj więcej

Koniec albańskich „fabryk dyplomów"

Albańska policja nie zaprzecza, że użyto gumowych kul

Szef albańskiej policji Skender Hita, pytany na konferencji prasowej o zamieszki, nie zaprzeczył, że użyto gumowych kul. „Wszystkie zastosowane środki zostały użyte w ograniczonym zakresie” – cytuje jego słowa Reuters. Hita poinformował, że siedmiu funkcjonariuszy policji zostało zawieszonych w obowiązkach i objętych postępowaniem dyscyplinarnym w związku z „przekroczeniem uprawnień” oraz „nieprzestrzeganiem zasady proporcjonalności” podczas działań wobec protestujących. Nie sprecyzował jednak, o jakie konkretnie incydenty chodzi.

Najnowsze protesty są kontynuacją trwających od miesięcy w Tiranie demonstracji, organizowanych przez ruch o nazwie „Flamingi”. Powstał on w sprzeciwie wobec budowy luksusowego kompleksu turystycznego na południowym wybrzeżu Albanii, powiązanego z firmą inwestycyjną założoną przez Jareda Kushnera – zięcia prezydenta USA Donalda Trumpa.

Przewodzący ostatnim demonstracjom studenci domagają się zmian w systemie edukacji w kraju oraz ustąpienia premiera Ramy. Hita przekazał, że w wyniki pięciodniowych starć aresztowano już 1067 osób, a przeciwko 388 wszczęto postępowania karne. W zamieszkach rannych zostało wielu policjantów oraz protestujących.

Czytaj więcej

Imperium Trumpa, mafia i „rewolucja flamingów”. Prawda o „turystycznym raju” w Albanii

Premier Rama: nie ustąpię

Zamieszki z udziałem studentów stanowią jak dotąd największe wyzwanie dla Ediego Ramy, który w zeszłym roku wygrał czwartą kadencję. Podsyca gniew z powodu domniemanej korupcji w rządzie, braku miejsc pracy i niskich standardów edukacji, a także poczucie ignorowania przez władze lipcowego, w większości pokojowego, protestu przeciwko przekazaniu prywatnych działek na cele luksusowego projektu nadmorskiego kurortu, wspieranego przez zięcia prezydenta USA Donalda Trumpa, Jareda Kushnera.

„Minęło 13 lat korupcji, 13 lat bezczynności i pustych obietnic. Słoik się napełnił i jesteśmy tu, by bronić swoich praw” – powiedział w sobotę Juri Taullahu, 22-letni student medycyny.

Czytaj więcej

Protesty w Albanii przeciwko projektowi zięcia Trumpa. „Nie są antyamerykańskie”

Premier Rama, który pełni urząd od 2013 r. wykluczył możliwość ustąpienia ze stanowiska oraz oskarżył przeciwników politycznych o podsycanie zamieszek.  Zapewnił, że nie pozwoli, by przemoc towarzysząca demonstracjom zagroziła staraniom Albanii o członkostwo w UE.

- Rządy zmienia się w demokratycznych wyborach. Wybory mieliśmy w ubiegłym roku, nie rewolucję - podkreślił Rama w pisemnych odpowiedziach na pytania Reutersa. Dodał, że jest gotów rozmawiać o rosnących kosztach edukacji, ale atakowanie instytucji i niszczenie mienia publicznego nie ma nic wspólnego z uzasadnionymi postulatami studentów. 

Rama zapewnił, że jego rząd walczy z korupcją i nie dopuści, by zamieszki zagroziły europejskiej przyszłości kraju. Albania, obok Czarnogóry, należy do państw bałkańskich najbardziej zaawansowanych w negocjacjach akcesyjnych z UE i dąży do członkostwa już w 2028 r.