Ponad 1800 osób zatrzymano we Francji po sobotnich zamieszkach – poinformował w niedzielę szef MSW Laurent Nunez. Prokuratura Paryża przekazała, że w stolicy zatrzymanych pozostaje 517 osób. Nunez dodał, że rannych zostało ponad 500 policjantów, żandarmów i strażaków, a straty materialne są znaczne.
Wcześniej premier Francji Sebastien Lecornu informował, że do późnego wieczoru w sobotę 1200 osób zostało aresztowanych, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia.
Czytaj więcej
W sobotę w Paryżu i innych francuskich miastach doszło do gwałtownych starć policji z demonstrantami podczas ogólnokrajowych protestów przeciwko ro...
Zamieszki we Francji. Spłonął zabytkowy ratusz w Limoges
Większość zatrzymanych w Paryżu – 346 osób – stanowią osoby pełnoletnie, a 171 osób to niepełnoletni. Zatrzymania trwały całą noc, aż do godz. 6 rano – podała prokuratura. Zapewniła, że powodem zatrzymań są głównie akty wandalizmu i paserstwa.
Premier Sebastien Lecornu zwołał na niedzielę wieczorem kolejne spotkanie rządowej grupy antykryzysowej. Będzie ono dotyczyć skutków sobotnich wydarzeń dla gospodarki i handlu.
Podczas ogólnofrancuskich zamieszek podpalony został zabytkowy ratusz w miejscowości Limoges.
Przed wtargnięciem do ratusza sprawcy podpalili samochód straży miejskiej stojący przed budynkiem. Następnie wybili szyby i dostali się do środka. Ogień rozprzestrzenił się na jedno ze skrzydeł obiektu, po czym dotarł do dachu. Płomienie objęły konstrukcję, a stan jej drewnianych elementów stwarzał ryzyko zawalenia.
Jak informowała AFP, około godziny 20 strażacy nadal prowadzili działania gaśnicze. Ich zadaniem było powstrzymanie ognia przed objęciem kolejnych części budynku.
Szef departamentu Haute-Vienne, na którego terenie leży Limoges, ocenił, że straty są bardzo poważne. „W dużej mierze jest stracony” – powiedział.
Czytaj więcej
W Limoges we Francji zamaskowani sprawcy podpalili ratusz po wtargnięciu do budynku podczas zamieszek, które wybuchły po manifestacji przeciw wysok...
Budynek ma również znaczenie historyczne. Został otwarty w 1883 r., a jego architektura nawiązuje do paryskiego ratusza.
Francois Hollande mówi o negocjacjach z młodzieżą, partia Marine Le Pen – o winie lewicy i Emmanuela Macrona
Były prezydent Francji Francois Hollande zaapelował w niedzielę o „poważne negocjacje z organizacjami młodzieży” i związkami zawodowymi na temat problemów, które były powodem sobotnich demonstracji. Wezwał też rząd, by zebrał siły polityczne „zdeterminowane, by działać razem przeciwko przemocy i aby znaleźć wspólne odpowiedzi w kwestii utrzymania porządku”.
Uważa się, że Hollande, polityk Partii Socjalistycznej, nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich wiosną 2027 r.
Tymczasem prawicowe Zjednoczenie Narodowe na portalach społecznościowych opublikowało nagranie zmontowane ze scen sobotnich wydarzeń, dodając komentarz: „winna jest lewica, wspólnikami są macroniści (centrowy obóz polityczny prezydenta Emmanuela Macrona – przyp. PAP). Głosuj!”.
– Ekstremiści, lewica, anarchiści, bandyci: to oni dziś zaprowadzili nieporządek i chaos. Trzeba przywrócić porządek i ustanowić władzę, by chronić naród francuski: Marine to zrobi! – czytamy w innym wpisie Zjednoczenia Narodowego w serwisie X.
– Uzasadnione żądania społeczne ponownie zostały przejęte przez skrajną lewicę i retorykę posłów Jeana-Luca Mélenchona, którzy legitymizując przemoc, postrzegając porządek jako ucisk, a nieporządek jako prawo, dążą do pogrążenia kraju w chaosie – napisała na swoim koncie w serwisie X Marine Le Pen.
Wiosną 2027 r. odbędą się we Francji wybory prezydenckie, a w sondażach prowadzi obecnie Marine Le Pen, liderka prawicy i grupy parlamentarnej Zjednoczenia Narodowego.
– W naszej Republice nie ma miejsca na przemoc. Ci, którzy dewastowali i atakowali budynki rządowe i przedsiębiorstwa, a nawet rabowali nasze ratusze, zostaną oskarżeni i ukarani. Policji, strażnikom prawa do protestu, składam wyrazy poparcia ze strony całego Narodu – napisał z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron.
Natomiast szef skrajnie lewicowej i antysemickiej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Jean-Luc Melenchon skrytykował sposób kierowania działaniami policji, który – jego zdaniem – umożliwił chaos. LFI oskarżana była w ostatnich tygodniach o instrumentalizowanie protestów prowadzonych przez licealistów.
Demonstracje we Francji, które przerodziły się w brutalne zamieszki
Setki tysięcy ludzi wzięły udział w sobotę w wielotysięcznych demonstracjach we Francji pod hasłami protestu przeciwko rosnącym kosztom życia. Manifestacje zostały przyćmione przez ataki na budynki publiczne i akty grabieży, do których doszło w większych miastach, w tym w Paryżu.
Związek zawodowy CGT poinformował wieczorem, że w demonstracjach w całym kraju wzięło udział 800 tys. osób. Natomiast szef MSW Laurent Nunez na konferencji prasowej podał liczbę 500 tys. uczestników zgromadzeń.
Jednak przy okazji demonstracji od popołudnia w dużych miastach, jak Marsylia, Lyon i Tuluza, ale też średnich - jak Besanson - doszło do bardzo gwałtownych ataków grup wandali. W niektórych miejscach takie sceny trwały do wieczora.
Czytaj więcej
Przedstawiamy przegląd najważniejszych wydarzeń mijającej nocy: Donald Trump pochwalił własną decyzję o zniesieniu części sankcji wobec Rosji; na p...
Minister Nunez na konferencji prasowej oskarżył grupy skrajnej lewicy o to, że sprawiły, iż demonstracje wymknęły się spod kontroli. Opisywał, że ataków dokonywały „grupy kilkuset czy kilku tysięcy wandali, podżeganych w sposób bardzo wyraźny przez skrajną lewicę”. Wyliczał starcia z siłami policji, ataki bądź próby ataków na budynki publiczne, plądrowanie sklepów.
Doniesienia o takich zajściach napłynęły najpierw z Marsylii, gdzie w pierwszej połowie dnia do budynku merostwa wdarła się na krótko grupa ludzi. Później pojawiły się informacje o kolejnych takich aktach, a dzień demonstracji zakończył się chaotycznymi scenami przemocy i wandalizmu.
W Lille demonstranci sforsowali kilka wejść do merostwa i zdewastowali niektóre pomieszczenia. W Bordeaux celem ataku była siedziba prefektury departamentu Żyronda, doszło tam również do rabowania sklepów. W Lyonie splądrowano i podpalono oddział biura turystyki. Wieczorem poinformowano o pożarze w ratuszu w Limoges, wcześniej zaatakowanego przez grupę ludzi. Nunez poinformował o atakach również w Calais i Angers. Media przekazały informacje o grabieżach sklepów w Besancon i Tuluzie.
Francja: zamieszki w Paryżu
W Paryżu w demonstracji na placu Republiki, która rozpoczęła się po południu, wzięło udział - według MSW – 110 tys. osób. Krótko po tym, gdy demonstranci opuścili plac, pojawiły się doniesienia o wandalach, którzy systematycznie atakowali i plądrowali sklepy i punkty usługowe w tym rejonie. Do takich samych aktów wandalizmu i grabieży doszło na dalszej trasie pochodu, przy bulwarze Magenta.
Jak poinformował mer Paryża Emmanuel Gregoire, doszło także do prób podpalania sklepów znajdujących się na parterze budynków, czyli pod mieszkaniami na wyższych kondygnacjach. Gregoire wyraził obawę, że bilans grabieży, do jakich doszło w stolicy, będzie bardzo wysoki.
Relacjonujący wydarzenia w Paryżu dziennikarze telewizji BFMTV czy dziennika „Le Monde” oceniają, że nie widzieli takich sytuacji podczas wcześniejszych manifestacji. Podkreśla się, że akty przemocy nie słabły przez kilka godzin.
Czytaj więcej
Na centralnym placu przed katedrą w Mediolanie doszło do gwałtownych starć manifestantów z policją. Funkcjonariusze odparli atak grup demonstrantów...
Premier Sebastien Lecornu oskarżył niektóre siły, że chcą, by te akty przemocy stały się „rozgrzewką” przed wyborami prezydenckimi, i zapewnił, że władze nie dadzą się zastraszyć.
17 października ma być dniem połączonych protestów różnych grup zawodowych i społecznych przeciwko rosnącym kosztom życia. Od tygodni na portalach społecznościowych pojawiały się wezwania do zorganizowania demonstracji, nawiązujących do ruchu „żółtych kamizelek” z lat 2018–2019. Apele te narastały na fali wystąpień licealistów i demonstracje prezentowano jako połączenie postulatów różnych grup.
Związek zawodowy CGT oświadczył w sobotę wieczorem, że rząd „ponosi odpowiedzialność polityczną za widoczny dzisiaj wzrost przemocy”. Zaapelował o pokojowe protesty i strajki 3 listopada.