Fala zamieszek nastąpiła po kilku tygodniach protestów uczniów i studentów, pogłębiając niepewność polityczną we Francji. Kraj przygotowuje się do wyborów prezydenckich, które odbędą się za sześć miesięcy i wyłonią następcę Emmanuela Macrona.
Prezydent i jego rząd znaleźli się w ogniu krytyki demonstrantów. Według centrali związkowej CGT w protestach w całym kraju uczestniczyło około 500 tys. osób. Władze nie przedstawiły dotąd własnych szacunków dotyczących frekwencji.
Czytaj więcej
Na centralnym placu przed katedrą w Mediolanie doszło do gwałtownych starć manifestantów z policją. Funkcjonariusze odparli atak grup demonstrantów...
Francja w ogniu protestów. Starcia z policją
W Paryżu i innych miastach policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych przeciwko zamaskowanym demonstrantom, którzy obrzucali funkcjonariuszy różnymi przedmiotami i odpalali w ich kierunku fajerwerki. W stolicy podpalono kilka zaparkowanych samochodów. Zatrzymano ponad 130 osób.
W położonym w środkowej Francji Limoges pożar poważnie uszkodził budynek ratusza, który wcześniej stał się celem ataku protestujących.
To zdjęcie przedstawia pożar płonący i niszczący ratusz po tym, jak grupa osób wdarła się do budynku podczas trwającej akcji protestacyjnej przeciwko „wysokim kosztom życia” w Limoges w środkowej Francji
W Saint-Étienne na południu kraju jeden z demonstrantów stracił dłoń w wyniku eksplozji granatu użytego przez policję do rozpędzania tłumu – informuje AFP, powołując się na źródło policyjne.
Do podobnego zdarzenia doszło 5 października w Lens, gdzie podczas wcześniejszej demonstracji 15-latek stracił dłoń wskutek wybuchu policyjnego granatu hukowego.
W Lyonie protestujący podpalili biuro informacji turystycznej w centrum miasta. Z kolei w Marsylii i Lille demonstranci siłą wtargnęli do budynków władz miejskich, zdewastowali pomieszczenia, a następnie je opuścili.
Czytaj więcej
Piotr W., zatrzymany w piątek w pobliżu Trybunału Konstytucyjnego, ma w najbliższych godzinach trafić do prokuratury – poinformował PAP rzecznik Pr...
Jak podaje AFP, splądrowano dziesiątki sklepów. Szczególnie wiele grabieży odnotowano w Marsylii, gdzie jednym z celów był butik luksusowej marki Hermès. W Lille splądrowano sklep Apple, a do podobnych incydentów doszło w kilku punktach handlowych w Nicei oraz co najmniej jednym salonie telefonii komórkowej w Paryżu. Świadkami tych wydarzeń byli dziennikarze AFP.
Zamieszki w Paryżu. Policja użyła gazu
Ponad 300 demonstrantów próbowało przedostać się na paryską aleję Champs-Élysées, przy której znajdują się flagowe sklepy luksusowych marek. Policja zablokowała im drogę, używając gazu łzawiącego. Protestujący skandowali w odpowiedzi: „Wszyscy gliniarze to dranie”.
Za grabieże i starcia z funkcjonariuszami odpowiadały przede wszystkim grupy zamaskowanych młodych ludzi działających na obrzeżach manifestacji, które w większości przebiegały spokojnie. W marszach uczestniczyły osoby w różnym wieku, w tym rodziny z dziećmi.
Czytaj więcej
Lider radykalnej lewicy liczy, że bunt licealistów podpali Francję. I zaprowadzi go za pół roku do Pałacu Elizejskiego.
Mer Paryża Emmanuel Grégoire podkreślił, że „zdecydowana większość demonstrantów” chciała „maszerować w spokoju”, jednak akty wandalizmu rzuciły cień na protesty.
W stolicy Francji dziesiątki tysięcy osób przeszły ulicami wschodnich i północnych dzielnic w ramach jednej z głównych manifestacji. Część uczestników skandowała hasła: „Wszyscy nienawidzą policji” oraz „Macron, podaj się do dymisji”.
Niektórzy demonstranci relacjonowali dziennikarzom, że początkowo panowała spokojna atmosfera, jednak sytuacja zaostrzyła się, gdy policja użyła gazu łzawiącego. Ich zdaniem interwencja funkcjonariuszy sprowokowała najbardziej radykalnych uczestników protestu do agresywnych zachowań. Wielu skarżyło się również na nadmierne stosowanie środków przymusu przez policję.
Żółte Kamizelki wracają na ulice
Do sobotnich demonstracji pod hasłem „Żółci i młodzi” wezwał ruch Żółtych Kamizelek, który osiem lat wcześniej organizował masowe protesty przeciwko rządowi Macrona w związku z planowanymi podwyżkami podatków od paliw.
Czytaj więcej
W już co trzeciej francuskiej szkole średniej doszło do protestów, które z każdym dniem przybierają na sile i przeradzają się w zamieszki. Od ponie...
Głównym powodem obecnych manifestacji były rosnące koszty życia, napędzane częściowo przez wojnę na Bliskim Wschodzie, która przyczyniła się do wzrostu inflacji zarówno w Europie, jak i w innych częściach świata.
Protestujący zgłaszali jednak również inne postulaty, dotyczące między innymi sytuacji gospodarczej, zmian klimatycznych i pogłębiających się nierówności społecznych. Część uczestników podkreślała, że wyszła na ulice, ponieważ nie widzi dla siebie stabilnej i bezpiecznej przyszłości.
Protesty we Francji zaostrzają spór polityczny
Manifestacje stały się również elementem politycznej rywalizacji między przedstawicielami opozycji, którzy zamierzają ubiegać się o urząd prezydenta po zakończeniu kadencji Macrona.
Marine Le Pen, przedstawicielka skrajnej prawicy, która opowiedziała się po stronie policji, napisała na platformie X: – Grabieże, plądrowanie sklepów, ataki na policję – uczestnicy zamieszek po raz kolejny splamili demonstracje z 17 października przeciwko wysokim kosztom życia. Le Pen stwierdziła również, że postulaty protestujących zostały „zawłaszczone przez skrajną lewicę”.
Jej polityczny rywal, reprezentujący radykalną lewicę Jean-Luc Mélenchon, przekonywał natomiast w sobotę rano, że „wszystko przebiega spokojnie”. Jednocześnie zarzucił telewizyjnym serwisom informacyjnym „zalewanie nas obrazami przemocy z dziesiątek miast”.
Niektórzy uczestnicy manifestacji nawiązywali wprost do rewolucji francuskiej z 1789 r. – To rewolucja! Zdobywamy Bastylię! – krzyczeli demonstranci w Marsylii podczas wtargnięcia do budynku władz miejskich. W La Rochelle, na zachodzie Francji, uczestnicy marszu nieśli transparent z napisem: „Rewolucja albo śmierć”. Z kolei w Montpellier, na południu kraju, nad centralnym placem rozwinięto ogromny niebieski transparent z hasłem: „Lud zwycięży”.