W czwartek, 1 października, wieczorem francuski rząd poinformował, że protesty objęły 1027 liceów; w całej Francji jest około 3,7 tys. szkół tego typu. Ponad 300 policjantów i żandarmów zostało rannych.

Źródło powiedziało agencji AFP, że do różnego rodzaju akcji w liceach doszło we wszystkich departamentach kraju, we wszystkich wielkich miastach, i że nastąpiło wzmożenie zjawiska. Według tego źródła w protestach zachodzi także „zmiana narracji”, która jest teraz „bardziej radykalna”.

Francja: nasilają się ataki na instytucje państwa

W czwartek szczególnie było widoczne nasilenie aktów przemocy wobec sił porządku publicznego, pracowników szkół, atakowanie straży pożarnej, autobusów i wszystkiego, co jest „państwowe” – powiedział rozmówca AFP. W miejscach, gdzie organizuje się blokady, są zarówno ogółem licealiści, jak i młodzi ludzie zaangażowani politycznie oraz sprawcy celowo wywołujący incydenty. Policjanci są obrzucani racami, wandale niszczą i kradną, podkładają też ogień.

Czytaj więcej

Francja tonie w długach. Druga gospodarka strefy euro stała się „słabym ogniwem”

Również telewizja BFMTV podała, powołując się na źródło we władzach, że ich zdaniem jest to już kwestia nie blokad liceów, ale „zamieszek ulicznych”. Rozmówca BFMTV był uczestnikiem narady grupy antykryzysowej zwołanej przez premiera Sébastiena Lecornu.

Źródło BFMTV oceniło, że blokady liceów są organizowane przez skrajnie lewicową Francję Nieujarzmiona (LFI) i jej partnerów ze skrajnej lewicy.

Minister edukacji Edouard Geffray zapowiedział, że spotka się w piątek ze związkami zawodowymi reprezentującymi pracowników szkół, a także z organizacjami uczniów i rodziców. Minister chce, by podczas tych rozmów doszło do  „konkretnych postępów” na rzecz uczniów.

Władze jednak oceniają, że protesty będą kontynuowane w piątek i obawiają się, że nastąpią także w przyszłym tygodniu.