Robert Jagielski odziedziczył po ojcu mieszkanie w Żarach. Mimo że od momentu, kiedy stał się właścicielem nieruchomości, minęło już ponad osiem lat, nigdy nawet nie był w środku. Wszystko dlatego, że lokal zajmuje dziki lokator.

Po długim procesie i okresie pandemii, kiedy nie można było przeprowadzać eksmisji, w końcu we wrześniu ubiegłego roku komornik zapukał do drzwi dzikiego lokatora. Odzyskał jednak tylko jedną trzecią mieszkania. Wszystko przez spryt mężczyzny zajmującego lokal, który nad każdym z pomieszczeń wchodzącym w jego skład przyczepił oddzielny numer. Można było przez to odnieść wrażenie, że lokal podzielony jest na kilka odrębnych mieszkań, do których prowadzi wspólny korytarz. Takiemu złudzeniu dał się również oszukać komornik sądowy. Widząc nad drzwiami jednego z pomieszczeń numer 2, uznał, że to właśnie ten lokal ujęty jest w tytule wykonawczym. Zajął więc tylko jedno pomieszczenie, zamiast – zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu – całego mieszkania.

Komornik twierdzi, że egzekucję już wykonał i potrzebna jest kolejna decyzja sądu w tej sprawie. Nie zmienia to faktu, że egzekucję przeprowadził bez zapoznania się z całością dokumentacji. Gdyby to zrobił, wiedziałby, z czego składa się lokal, który ma odzyskać i jaki ma metraż – brak tej wiedzy został wykorzystany przez osobę, która z mieszkania nie chce się wyprowadzić.

Teraz, od ponad roku, właściciel mieszkania czeka na doprecyzowanie wyroku i ponowną egzekucję, tym razem z całości lokalu.