26-letni Andrea Papi zginął biegając po stokach góry Peller, w rejonie miasteczka Caldes, 5 kwietnia. Papi był pierwszym Włochem zabitym przez niedźwiedzia w ostatnich latach.
Jego śmierć wywołała we Włoszech debatę na temat koegzystencji między ludźmi a dzikimi zwierzętami w rejonie, do którego ponownie sprowadzono niedźwiedzie w 1999 roku, dzięki finansowanemu przez UE programowi.
Papi miał zginąć w wyniku ataku 17-letniej niedźwiedzicy znanej jako JJ4, która została schwytana przez strażników leśnych, po tym jak badania DNA wykazały, że to ona zaatakowała biegacza.
Czytaj więcej
W jednej z osad na Alasce niedźwiedź polarny zaatakował grupę ludzi. Zwierzę, które zabiło dwie osoby – kobietę i chłopca – zostało zastrzelone pr...
Lokalne władze nakazały uśpienie niedźwiedzicy, która przed zabiciem Papiego miała już zachowywać się agresywnie wobec ludzi. Przeciwko uśpieniu JJ4 zaprotestowali jednak obrońcy praw zwierząt.
Sąd administracyjny w Trydencie częściowo przychylił się do apeli tych ostatnich, zamrażając decyzję o uśpieniu zwierzęcia do 27 czerwca, dając obu stronom czas na zgromadzenie dowodów w tej sprawie.
Obrońcy praw zwierząt mają rozwinąć swoją propozycję przeniesienia niedźwiedzicy do rezerwatu we Włoszech lub za granicą jako alternatywy dla zabicia zwierzęcia. Kolejna rozprawa w tej sprawie ma się odbyć 14 grudnia więc - zdaniem obrońców praw człowieka - oznacza to, iż do tego czasu niedźwiedzica nie może być zabita.
Sędziowie zawiesili też na miesiąc decyzję o uśpieniu innego niedźwiedzia, MJ5, który nie został jeszcze schwytany. Ten niedźwiedź też ma być uśpiony, ponieważ w marcu zaatakował mężczyznę wyprowadzającego psa na spacer.
Lokalny rząd twierdzi, że w Trydencie na wolności żyło w 2021 r. ok. 100 niedźwiedzi, a ich liczba zwiększała się co roku o 10 proc. (poczynając od 2015 roku).
Zdaniem gubernatora Trydentu, Maurizio Fugattiego, optymalna liczba niedźwiedzi w prowincji powinna wynosić ok. 50, a w Trydencie - według jego szacunków - jest ok. 70 "nadliczbowych" niedźwiedzi.