Jutro w wielu miastach Polski odbędą się protesty pod hasłem "Marsz dla Izy" - po śmierci ciężarnej 30-latki, która zmarła w wyniku sepsy spowodowanej obumarciem płodu.

Według rodziny zmarłej kobiety, lekarze nie zdecydowali się na usunięcie ciąży w obawie przed posądzeniem  o nielegalną aborcję.

Czytaj więcej

Śmierć ciężarnej w szpitalu. Minister zdrowia zlecił kontrolę

Udział w protestach deklarują politycy opozycji, którzy winą za dramat obarczają PiS i trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, który na wniosek rządzących orzekł, iż aborcja z przyczyn embriopatologicznych jest niezgodna z konstytucją.

Czytaj więcej

Barbara Nowacka: To początek dramatu kobiet. Na zlecenie fanatyków Kościoła katolickiego

Szymon Hołownia, gość "Wydarzeń" Polsat News, uważa, że politycy w jutrzejszych protestach nie powinni brać udziału.

- Obawiam się politycznego show - mówił Hołownia. Dodał, że marsz musi być oparty na sile obywatelek i obywateli, i to oni powinni zabierać głos, a nie być zasłaniani przez polityków.

-  Podzielając ten gniew i oburzenie na to, co dzieje się w Polsce, przez Jarosława Kaczyńskiego, który otworzył kolejną wojnę aborcyjną, której skutki widzimy, jako polityk chcę się powstrzymać od tego typu ruchów - powiedział lider Polski 2050.

Czytaj więcej

Godek: Dlaczego feministki opłakują tylko zmarłą kobietę?

Hołownia uważa, że przepisy dotyczące aborcji powinny ustalone w drodze referendum. Najpierw jednak, mówił polityk, trzeba wrócić do ustawy, która obowiązywała w Polsce przez 27 lat

-  A jak się te ustawę uchwali, jako swego rodzaju plaster na sytuację, która jest, to w następnym Sejmie należy  przeprowadzić uczciwie i rzetelnie proces referendalny, żebyśmy mieli na lata tę kwestię rozstrzygniętą przez większość społeczeństwa - uważa Hołownia.