Reklama

Włosi nie chcą wyborczych porad z Brukseli

Wiceszef Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Joseph Daul stwierdził, że kandydatem jego europartii we włoskich wyborach jest Mario Monti. Włosi są oburzeni ingerencją Unii we włoską politykę

Daul, szef frakcji najliczniejszej partii Parlamentu Europejskiego, podczas konferencji prasowej w Strasburgu nie tylko wysunął kandydata EPL we włoskich lutowych wyborach, ale i przy okazji skrytykował Silvia Berlusconiego, szefa centroprawicowej koalicji wyborczej.

Co więcej, partia Berlusconiego Lud Wolności to drugie ugrupowanie w EPL po niemieckich europosłach z CDU i CSU. Daul zdezawuował więc potężne ugrupowanie z własnych szeregów, a poparł Montiego, który do jego europartii nie należy. Dał również do zrozumienia, że po wyborach Lud Wolności mogą czekać sankcje za to, że weszła we Włoszech w wyborczy sojusz z populistyczną i eurosceptyczną Ligą Północną.

Politycy związani z Berlusconim i prawicowe włoskie media uważają słowa Daula za niedopuszczalną ingerencję w proces demokratyczny suwerennego kraju i wybory jego obywateli. Podnoszą również, że Daul chce ze Strasburga dyktować włoskim partiom politycznym, w jakie wyborcze alianse wolno im wchodzić, a w jakie nie. Nawet kibicująca Montiemu w tych wyborach gazeta „Corriere della Sera" uznała wypowiedź Daula za gafę i mieszanie się we włoską politykę. Zaprotestował sam Mario Monti i zmusił Daula do złożenia oświadczenia: „Mario Monti powiedział mi, że nie czuje się kandydatem ani EPL, ani żadnej innej partii".

Problem jest jednak szerszy, bo dotyczy nie tylko Daula, ale najważniejszych ludzi w Unii, którzy z racji sprawowanych funkcji powinni być politycznie neutralni. Tymczasem przewodniczący  Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i szef eurogrupy Jean-Claude Juncker (podobnie jak kanclerz Merkel i prezydent Hollande) udzielili publicznego wsparcia Montiemu, a przy okazji mniej lub bardziej otwarcie atakowali Berlusconiego.

Włoska prawica podniosła larum, pytając: – To w końcu kto wybiera włoskiego premiera – my, Włosi, czy Unia? Czy Italia jest niezależnym krajem, czy kolonią Niemiec i Unii? Nawet lewica, początkowo zadowolona z ciosów, jakie spadły na Berlusconiego, zorientowała się, że Unia, wspierając Montiego, równocześnie dezawuuje ich kandydata i faworyta lutowych wyborów Pier Luigiego Bersaniego.

Reklama
Reklama

Większość włoskich komentatorów politycznych, jak choćby Massimo Franco w środowej „Corriere della Sera", podkreśla, że ingerencja Unii i europejskich przywódców we włoskie wybory może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Monti jako kandydat obcych sił i zagranicy może w oczach wyborców wiele stracić, a Berlusconi, tak ostro za granicą krytykowany – wiele wygrać. W 2001 r. zyskał wiele głosów, wymachując egzemplarzem „The Economist" z artykułem pt. „Berlusconi nie nadaje się do rządzenia Italią" i krzycząc: „Patrzcie, obrażają waszą inteligencję! Chcą wam dyktować, na kogo macie głosować!".

A Berlusconi po brawurowym występie w TV La 7 przed 9-milionową publicznością zyskał aż 3 punkty procentowe w sondażach. Strata do lewicowej koalicji, wynosząca jeszcze na początku grudnia 16 punktów, stopniała do 6–8 punktów.

Społeczeństwo
Obowiązkowy zestaw na 10 dni. To musi mieć każdy. Niemcy podali listę
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Społeczeństwo
Strajk paraliżuje Niemcy. Stanął transport publiczny
Społeczeństwo
Historyczna śnieżyca paraliżuje USA. Tysiące lotów odwołanych, miliony bez prądu
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Społeczeństwo
Anonimowy darczyńca przekazał miastu fortunę w złocie. Burmistrz: Odebrało mi mowę
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama