Kiedy Róża wróciła do domu, kuchnia została oklejona kartkami. Wiszą na lodówce, nad zlewem, na drzwiach szafki. A na nich wielkimi literami: „Przed zabawą z siostrzyczką umyj ręce”, „Po przyjściu z dworu umyj ręce”, „Przed jedzeniem umyj ręce”. Do tego po trzy wykrzykniki i uśmiechnięta buźka.

– To my napisałyśmy. Żeby dzieciaki na każdym kroku pamiętały, że w domu jest niemowlak – mówi jedna z opiekunek z ośrodka pomocy. Pisze też matka dziewczynki Wioletta Woźna. Na stole przed nią leży zeszyt. Przewracam strony. „10.30 – Piła mleko. 13.30 – Mleko, herbatka koprowa, pieluchy, sikanie”. Życie Róży, niemal godzina po godzinie. – Różyczka jest taka cichutka. Aż trudno uwierzyć, że znów ją mamy – mówi Władysław Szwak, ojciec dziewczynki.

Latem sąd postanowił odebrać rodzicom nowo narodzoną Różę. Chciał tego kurator, który tłumaczył, że w domu panuje bałagan, matka jest niezaradna, a ojciec stary. Los dziewczynki miało podzielić troje jej rodzeństwa. Po medialnej burzy sąd warunkowo zmienił decyzję. Na razie nie rozstrzygnął ostatecznie, czy dzieci zostaną z biologicznymi rodzicami na stałe.

Teraz w domu Szwaków z kaflowego pieca ustawionego w dziecięcym pokoju bije żar. Stoi łóżeczko, trójkołowy wózek, na stoliku butelka z mlekiem, pieluchy i nawilżane chusteczki. Stosy chusteczek.

– To prezent – cieszy się Wioletta Woźna. Niejedyny. Pracownicy okolicznych firm m.in. wybudowali w domu Szwaków łazienkę, założyli centralne ogrzewanie, załatali dach. Szwakowie dostali nową pralkę. – Wszystko dzięki ofiarności mieszkańców – mówi Marcin Michalak z Urzędu Miasta i Gminy we Wronkach.

Przez pierwsze tygodnie po powrocie Róży drzwi w domu Szwaków praktycznie się nie zamykały. Teraz jest już trochę spokojniej. Przychodzą głównie pracownicy opieki społecznej – codziennie na dwie godziny. Pomagają starszym dzieciom w odrabianiu lekcji. Doglądają Róży. – Ale tak naprawdę to przy Różyczce pani Wioletta sama wszystko robi – przyznaje opiekunka.

Do sielanki jednak daleko. U Szwaków była kontrola. Z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Sprawdzali, czy pola są uprawiane, jak należy. I doszli do wniosku, że nie. – Ale jak mieć do tego głowę, skoro mi dziecko odbierali? – pyta pan Władysław. Zastanawia się, czy będzie musiał zwrócić unijne dopłaty: – Najwyżej kawał pola sprzedam, może trochę złomu, co leży za domem, albo traktor?