Każdy Polak bezsprzecznie zna się na dwóch rzeczach: piłce nożnej i polityce. Dyskusje na ten temat w gronie przyjaciół, znajomych, na portalach społecznościowych i forach dyskusyjnych to nasza wręcz ulubiona dyscyplina.

Gdy politycy nie pytają  Polaków o zdanie na temat projektów ustaw i podejmowanych działań, podnosi się rwetes. Jednym z podstawowych zarzutów osób protestujących przeciwko podpisaniu przez Polskę umowy ACTA był brak przeprowadzenia przez rząd wcześniejszych konsultacji społecznych.

Urzędy ignorują pytania obywateli, choć mają obowiązek na nie odpowiadać

Jednak gdy Polacy, a przynajmniej użytkownicy Internetu, dostali – choć na razie szczątkową – możliwość udziału w konsultacjach społecznych nad rządowymi projektami ustaw, korzystają z niej bardzo sporadycznie.

Masz zdanie? To powiedz

Już prawie rok funkcjonuje w sieci serwis MamZdanie.org.pl. To pozarządowy serwis dedykowany konsultacjom społecznym przygotowany przez Pracownie Badań i Innowacji Społecznych Stocznia oraz firmę Pretius. Powstał w odpowiedzi na potrzebę większej przejrzystości tworzenia aktów prawa i innych dokumentów określających polityki publiczne. Umożliwia komentowanie (imienne) projektów ustaw i rozporządzeń. Wszystkie opinie i uwagi do projektów zmian prawa są dostępne dla instytucji, która projekt legislacyjny przygotowała. Co więcej, ma ona obowiązek ustosunkowania się do komentarzy i opinii.

– Po stronie środowisk pozarządowych od dawna było przekonanie, że proces konsultacji stanowionego prawa powinien być otwarty i dostępny dla jak najszerszej liczby obywateli. Stąd powstał nasz projekt, realizowany własnymi siłami i z własnych środków, to znaczy Fundacji Stoczni oraz firmy Pretius – mówi „Rz" Jakub Wygnański ze Stoczni.

Na stronie projektu umieszczono w ostatnich miesiącach łącznie kilkadziesiąt projektów ustaw przesłanych m.in. przez poszczególne ministerstwa, Kancelarię Prezydenta RP czy parlamentarny zespół ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi.

– To dobrze, gdy pojawiają się inicjatywy, które angażują obywateli i namawiają do uczestnictwa w życiu publicznym. To przybliża nas do społeczeństwa obywatelskiego – komentuje dla „Rz" istnienie portalu minister Paweł Graś, rzecznik rządu.

Nic o nas bez nas? Niekoniecznie

Ale z tym zaangażowaniem w życie obywatelskie jest problem. Bo, przynajmniej na razie, powodzenie takiej formy konsultacji społecznej  jest wśród  internautów niewielkie.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

– Największym problemem, który wpływa na to, że liczba komentarzy osób, które korzystają z tej formy konsultacji społecznych, wciąż jeszcze nie jest duża, jest brak dobrej informacji na stronach rządowych – komentuje Piotr Mączyński z CEO Pretius.

I dodaje: – Długi czas instytucje państwowe miały dylemat, czy w ogóle warto z takiej formy konsultacji korzystać. Bardzo życzliwym partnerem był resort administracji i cyfryzacji, który od samego początku był otwarty na współpracę, pozostałe resorty dopiero powoli się do tego przekonują.

Obecnie społecznym konsultacjom internetowym podane są trzy projekty – wszystkie przedstawione przez MAC. To projekty: ustawy o zmianie ustawy o informatyzacji realizatorów zadań publicznych, tekst traktatu Międzynarodowe Regulacje Telekomunikacyjne w wersji przyjętej w Dubaju oraz projekt programu „Fundusz Inicjatyw Obywatelskich na lata 2014 – 2020". Ale tylko ten pierwszy doczekał się dwóch opinii – propozycji zmian.

Wcześniej z kilkudziesięciu projektów internauci komentowali burzliwie tylko:  założenia ustawy o otwartych zasobach publicznych (189 opinii) i projekt ustawy o poprawie warunków świadczenia usług przez JST (56 opinii). W przypadku olbrzymiej większości projektów internauci praktycznie nie skorzystali z możliwości ich zaopiniowania.

I tak np. projekt założeń ustawy o zmianie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej doczekał się tylko pięciu komentarzy, a wiele innych zera lub jednego.

Jak urzędnik z obywatelem

Dlaczego Polacy nie korzystają z możliwości i nie próbują zmieniać w ten sposób prawa, które za chwilę będzie ich obowiązywać? Niewielkie nagłośnienie takiej opcji to tylko jedna z przyczyn.

– Pewien problem stwarza też forma przekazywania projektów ustaw. Często są one pisane językiem urzędowym, technicznym, pełnym żargonu, niedostępnym dla zwykłych obywateli – ocenia Wygnański. – W naszym przekonaniu konsultacjom społecznym powinny  towarzyszyć  wprost sformułowane pytania – dylematy a złożona materia ustaw powinna być uzupełniana omówieniem,  np. wskazywać istotne zmiany, jakie wprowadza ustawa – proponuje.

Internautów może zniechęcać też pewne lekceważenie ze strony ustawodawców. Internauci powinni bowiem w ustalonym terminie doczekać się odpowiedzi ze strony urzędników na zgłaszane postulaty. Na tym bowiem polega charakter konsultacji.  Ale tego brakuje. Na podsumowanie przez MEN dyskusji w sprawie realizacji strategii UE dotyczącej młodzieży dyskutanci czekają już 119 dni. Na postulat dotyczący  projektu krajowego Programu Rozwoju Ekonomii Społecznej resort pracy powinien odpowiedzieć 133 dni temu. Nie odpowiedział. Kancelaria Prezydenta Bronisława Komorowskiego powinna 147 dni temu ustosunkować się do propozycji internautów dotyczących zmian sposobu rozliczania zadań przez organizacje pozarządowe. Wygląda na to, że Kancelaria konsultantów zlekceważyła, bo podsumowania dyskusji wciąż nie ma.

Ale nasi eksperci uważają, że nie bez winy są sami Polacy, którzy chcą mieć prawo głosu, ale kiedy je dostają, niechętnie z niego korzystają.

– Wiele osób nie wierzy, że ich zdanie w ogóle zostanie wzięte pod uwagę. Pokutuje przekonanie, że nie ma sensu się wypowiadać, bo to i tak niczego nie zmieni, że to tylko gra pozorów, a politycy, co chcą, i tak przepchną – mówi „Rz" Katarzyna Sadło, prezes Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.

Dodaje jednak, że takie podejście bardzo często również wynika z pewnego „społecznego lenistwa".

– W dobie popularności portali społecznościowych i internetowej komunikacji część osób uważa, że jak będzie problem, to ktoś ich zaalarmuje. A jak nie ma na Facebooku wydarzenia „Protestujemy", to sądzą, że problemu nie ma – ocenia ekspertka.