Drugą ofiarą jest 40-letnia pracownica ośrodka. Kobieta zmarła w warszawskim szpitalu, gdzie została przewieziona jeszcze w poniedziałek.
- Wcześniejsze dane, przekazane przez warszawski szpital wskazywały, że kobieta doznała bardzo rozległych poparzeń z powodu polania jej substancją łatwopalną najprawdopodobniej benzyną i podpaleniem – tłumaczy Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Dodaje, że śmierć drugiej kobiety powoduje konieczność zmiany zarzutów, które do tej pory usłyszał 62 – letni Jerzy G. Teraz mężczyzna będzie odpowiadał za dwa zabójstwa e szczególnym okrucieństwem.
Wczoraj postawiono mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz spowodowania pożaru, który zagrażał życiu wielu osób. Mężczyzna nie przyznawał się do niego. Mówił,że nie pamięta, by był w GOPS w Makowie.
Dzisiaj w Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi odbyła się sądowo- lekarska sekcja zwłok kobiety, która zmarła w poniedziałek. – Jej wstępne ustalenia wskazują, że pierwsza ofiara Leszka G. poniosła śmierć w płomieniach. Zmarła na skutek działania ognia – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury. \
Do zbrodni w Makowie pod Skierniewicami doszło w poniedziałek. Wówczas Leszek G. wszedł do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej rozlał łatwopalną ciecz i podpalił. Pożar bardzo szybko się rozprzestrzenił, bo ciecz wsiąkła w wykładziny podłogowe.
W wyniku pożaru ucierpiało pięć osób, jedną z nich z płonącego budynku wynieśli strażacy. Kobietav nie przeżyła, a dziś zmarła druga ofiara.Przyczyną zachowania Leszka G. jak wynika z ustaleń prokuratury była odmowa GOPS dotycząca umieszczenia mężczyzny w domu pomocy społecznej.
Od wczoraj Leszek G. siedzi w areszcie. Grozi mu od 12 lat do dożywocia.