Jak twierdzi Onet, były już wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak i jego współpracownicy z Ministerstwa Sprawiedliwości, zorganizowali i koordynowali akcję dykredytowania sędziów - przeciwników tzw. dobrej zmiany w sądownictwie. W tym celu mieli przekazywać kobiecie hejterce Emilii  dane osobowe sędziów, m.in. adresy, numery telefonów.

Czytaj też:

"W przestępczy proceder zamieszani są kolejni sędziowie"

Kto stoi za @kastawatch - tło afery z wicemistrem Piebiakiem

Łukasz Piebiak rozczarował Emilię S.

Szef KRS o aferze z trollowaniem sędziów: zdumiewające

- Dochodzi do ujawnienia danych osobowych i sięgania po argumenty z życia prywatnego. To przekroczenie wszystkich możliwych granic - podkreślał w TVN24 Adam Bodnar. - To są rzeczy, które ocierają się o odpowiedzialność karną - dodał.

Jego zdaniem przekazywania takich danych jak numer telefonu komórkowego, adres, jest "dymiącym rewolwerem" tej sprawy, a zamieszane w nią  osoby to "urzędnicy ministerstwa, ale też sędziowie, którzy mają określone zadania związane z etyką".

Adam Bodnar powiedział też, że "nie spodziewał się" takiego zachowania po Łukaszu Piebiaku, którego znał jeszcze jako jednego z liderów Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" .

- Ujawnienie informacji dotyczących korespondencji z internautką i aranżowanie wszystkich sytuacji hejterskich, to było bardzo duże zaskoczenie - mówił Bodnar.