Gdyby wyborów nie udało się przeprowadzić 10 maja, co prawdopodobne, a marszałek Sejmu nie przesunęła ich na 17 lub 23 maja (wielu prawników odmawia jej tego prawa), pojawia się jeszcze termin w środku wakacji.

W tej procedurze brałby udział Sąd Najwyższy i jest ona prawnie uregulowana, nie wymaga wykładni ani wprowadzania któregoś ze stanów nadzwyczajnych. Na taki wariant postawili Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin.

Dowiedz się więcej: Jest porozumienie Kaczyńskiego z Gowinem. Wybory później

– To, że wybory nie odbędą się w wyznaczonym terminie, nie znaczy, że nie powinny być zbadane przez Sąd Najwyższy. I to da podstawę do nowych, pełnych wyborów – wskazuje sędzia SN Wojciech Kozielewicz, były członek Państwowej Komisji Wyborczej i przez pewien czas jej szef. – Wybory to cała procedura wyborcza, a głosowanie jest ważną, ale tylko jedną ich z czynności. Wymagają zatem orzeczenia ich nieważności, w razie gdyby nie było głosowania.

Stwierdzenie przez SN nieważności wyborów otwiera prostszą drogę do wyznaczenia ponownych wyborów, które już reguluje konstytucja. Otóż jej art. 129 ust. 3 stanowi, że w razie stwierdzenia nieważności wyboru prezydenta przez SN przeprowadza się nowe wybory, tak jak po opróżnieniu tego urzędu.

Marszałek Sejmu ma 14 dni na ich zarządzenie w dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od zarządzenia wyborów. Gdyby więc nawet SN zastosował wszystkie 30 dni, to marszałek mogłaby zarządzić wybory jeszcze przed zakończeniem kadencji prezydenta Andrzeja Dudy, która upływa 6 sierpnia. A gdyby SN się pospieszył i potrzebował tylko 20 dni, to na nowe wybory byłoby nawet więcej czasu, niż wymaga konstytucja.

Prawnicy są zgodni, że nowy termin oznaczałby pełne ponowne wybory, poczynając od zgłaszania kandydatów i zbierania podpisów poparcia, choć naturalne będą zastrzeżenia, że w czasie epidemii jest to mocno utrudnione.

Sędzia Wojciech Hermeliński, były szef PKW, i prof. Marek Chmaj uważają z kolei, że jest jeszcze prostsza ścieżka do wyborów, że SN nie ma co badać ich ważności w razie niedojścia do głosowania i wyboru prezydenta. I w tej sytuacji obowiązkiem marszałka Sejmu jest natychmiastowe zarządzenie ponownych wyborów, i to raczej w tym nieco szybszym trybie.

Na tę chwilę obowiązuje termin 10 maja, w ciągu najbliższych dni miało się rozstrzygnąć, czy PiS obroni korespondencyjne głosowanie i upoważnienie marszałek Sejmu do przesunięcia wyborów na 17 lub 23 maja. Większość konstytucjonalistów uważa jednak, że nawet z tą podkładką marszałek nie ma podstaw do przesuwania wyborów, ale prawnie wiążącą wykładnię dać może Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN.