Kiedy za pośrednictwem Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS zapytaliśmy Polaków, kto ich zdaniem ma rację w sporze o Trybunał Konstytucyjny, największa część – 32,7 proc. Polaków stwierdziła, że ani prezydent, ani premier. 32 proc. jest skłonna przyznać rację prezydentowi, a 27,8 proc. premierowi. Czy konflikt wokół TK jest zrozumiały dla odbiorców? Czy też to, kto ma w nim rację, jest przypisywane raczej przez pryzmat poglądów politycznych?

Zanim odpowiem, chciałbym zwrócić uwagę na ograniczenia tych badań i konsekwencje sformułowania głównego pytania właśnie w ten sposób. Po pierwsze, spór na temat TK trwa już od 2015 r. Obecnie ten konflikt polityczny i prawny znajduje się w kolejnej fazie i ogniskuje się – choć nie tylko – wokół charakteru ślubowania składanego przez sędziów wobec prezydenta. Niektórzy respondenci mogą jednak rozumieć to pytanie szerzej niż tylko jako odniesienie do ostatnich tematów spornych. Odpowiadając, mogą mieć na uwadze spór trwający już ponad dekadę. Oczywiście prezydent Karol Nawrocki nie był twarzą tego sporu przed wyborem na urząd, ale dla części respondentów zadane pytanie może być interpretowane jako swoiste pytanie plebiscytowe o to, która strona polityczna ma rację w sporze o TK. 

Czytaj więcej

Kto ma rację w sporze o Trybunał Konstytucyjny? Przypominamy niedawny sondaż „Rz”

Po drugie, nawet ograniczając się do bieżącego kontekstu, trzeba zauważyć, że ten spór nie jest jednowymiarowy. Obecnie poruszane są kwestie charakteru ślubowania wybranych przez Sejm sędziów TK, roli prezydenta w procesie kreowania składu TK, spełniania wymogów formalnych przez sędziego Berka, działań i statusu prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz wielu innych zagadnień. Niektóre z tych kwestii mają charakter ogólny i dotyczą problemów ustrojowych. Przecież spór o TK jest zarazem sporem o wizję ustroju, konstytucyjne miejsce prezydenta oraz rozumienie trójpodziału władzy. Inne są natomiast związane z konkretnymi przypadkami, jak choćby pytanie o spełnienie wymogów formalnych przez sędziego Berka.

Oczywiście politycy przedstawiają swoje stanowiska w sposób zero-jedynkowy i całościowy, tj. „my mamy rację we wszystkich sprawach związanych z TK”. Nie można jednak wykluczyć, że oceny przynajmniej części społeczeństwa kierują się inną logiką. 

To znaczy?

Można przecież uznawać, że Konstytucja wyznacza mniej przestrzeni do władczych działań prezydenta, a jednocześnie krytycznie oceniać wybór Macieja Berka na sędziego TK. Gdy zatem pytamy o to, kto ma rację w sporze o Trybunał Konstytucyjny, sprowadzamy złożoną kwestię do czegoś bardzo prostego i wymuszamy na respondentach określone uproszczenia. Te dwie uwagi nie stanowią fundamentalnej krytyki tego typu badań sondażowych. Są jedynie próbą zwrócenia uwagi na to, że treść zadanego pytania spłaszcza złożoną problematykę oraz prowadzi do zredukowania wielu cząstkowych ocen respondentów i sprowadzenia ich do jednej deklaracji.

To prawda. Pytanie, na jakim poziomie te wszystkie niuanse i prawnicze zawiłości, w których gubią się prawnicy, nawet ci o tęgich głowach – są zrozumiałe. Albo w sposób klarowny komunikowane. Czy spór jest jeszcze zrozumiały dla odbiorców, czy też to, kto ma w nim rację, jest przypisywane raczej przez pryzmat poglądów politycznych?

Materia konstytucyjna jest wyjątkowo trudna do zrozumienia i komunikowania. Nie jest łatwo mówić o zasadach konstytucyjnych czy podstawach aksjologicznych konstytucji, na których nadbudowane są poszczególne postanowienia. Są to zagadnienia abstrakcyjne i wymagające wiedzy o prawie jako systemie.

Przez lata nie uczyliśmy się, jako wspólnota polityczna, myśleć w kategoriach celów naszych podstawowych instytucji. Na przykład: po co istnieje podział władzy albo dlaczego konstytucja ma charakter nadrzędny. Nie nauczyliśmy się również krytycznie, ale jednocześnie konstruktywnie, podchodzić do naszych instytucji i rozwiązań ustrojowych. Trudno się zatem dziwić, że debata na te tematy jest chaotyczna, przyczynkarska i w dużej mierze nastawiona na reprodukowanie politycznych sympatii. Tym bardziej że rozpoczęła się w kontekście ostrego sporu politycznego.

Czytaj więcej

Sędzia Stelina: Spór o Trybunał Konstytucyjny może trwać latami

Nawet niezależnie od tego historycznego i politycznego kontekstu dokonanie oceny charakteru ślubowania wobec prezydenta przez sędziów TK wymaga przynajmniej zrozumienia relacji między konstytucją a ustawą. Także ustrojowej roli sędziów TK, znaczenia zasady, zgodnie z którą podlegają oni wyłącznie konstytucji, ustalenia celu takiego ślubowania oraz porównania trybu wyboru sędziów TK z procedurą powoływania sędziów sądów powszechnych.

Nie chcę przez to powiedzieć, że obywatele nie są w stanie samodzielnie właściwie ocenić tego elementu sporu. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że jest to zadanie wymagające. W takich sytuacjach łatwiej jest polegać na sympatiach politycznych, przenosić oceny i traktować oceny politycznego ośrodka jako własne. Nie jest to zjawisko nieznane demokracjom, ale w swojej skrajnej postaci prowadzi do jednomyślenia, czyli sytuacji, w której partie polityczne rządzą swoimi zwolennikami, zamiast artykułować i walczyć o ich wartości oraz interesy.

Jak interpretować wynik, w którym ponad 1/3 respondentów twierdzi, że racji w sporze o TK nie ma ani premier, ani prezydent?

Istnieje kilka możliwych wyjaśnień takiego rozkładu odpowiedzi. Charakter zadanego pytania redukuje wiele odrębnych kwestii i kieruje respondentów w stronę spłaszczonej oceny. Niektórzy respondenci mogą z tym walczyć właśnie poprzez wybór odpowiedzi „szarej”, nie przyznając jednoznacznie i całościowo racji ani premierowi, ani prezydentowi. W takim przypadku odpowiedź ta byłaby ucieczką od logiki zaproponowanego pytania i wskazanych wariantów odpowiedzi.

W tej grupie mogą znajdować się również osoby, którym trudno dokonać jednoznacznej oceny wszystkiego, co dzieje się wokół TK. Mieszczą się tu przecież kwestie ustrojowe, prawne i polityczne. W takich sytuacjach wybierają odpowiedź, że „ani jeden, ani drugi” nie mają racji, choć faktycznie jest ona bliższa odpowiedzi „trudno powiedzieć”. W przypadku tak złożonej problematyki trudności w ocenie mogą właśnie przejawiać się wyborem odpowiedzi środkowej, czyli intuicyjnie bezpiecznej.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Istnieje jednak także inna możliwość interpretacji tych wyników. Być może wykształciła się już niemała grupa osób, która nie widzi sensu w dalszej polaryzacji stanowisk dotyczących TK, wyraża zmęczenie konfliktem i oczekuje jego zakończenia. Zapewne znajdują się w niej także zwolennicy różnego rodzaju resetu konstytucyjnego. Gdyby ta grupa rosła, byłby to istotny sygnał dla obu walczących ośrodków politycznych o konieczności przyjęcia innej strategii niż dalsze forsowanie własnej racji.

Co fakt, że jedynie 27,8 proc. Polaków uważa, iż rację ma premier, mówi o zaufaniu do pomysłu naprawy TK?

Jeszcze raz podkreślę, że samo pytanie o to, kto ma rację w sporze o Trybunał Konstytucyjny, obarczone jest wadą polegającą na redukowaniu i spłaszczaniu wielu różnych kwestii. Warto byłoby zapytać respondentów o ich stosunek do konkretnych działań względem TK oraz do poszczególnych stanowisk prezentowanych przez premiera. Sądzę, że dałoby to bardziej zróżnicowany obraz, zwłaszcza wśród osób identyfikujących się z koalicją rządzącą, ale niegłosujących na Koalicję Obywatelską.

Nie wiem również, w jakim zakresie osoby odpowiadające na pytanie w sondażu posiadały wiedzę o pomyśle premiera na naprawę TK. Sam ten projekt nie został przecież przedstawiony krok po kroku. Wydaje się, że obecnie nie opiera się on na opcji „resetu” konstytucyjnego ani na politycznym porozumieniu z opozycją. Jeżeli wolno spekulować, to jego dalszy kształt zależy również od reakcji Pałacu Prezydenckiego.

Czytaj więcej

Marek Kobylański: W sprawie TK politycy nie odpuszczają, a obywatele tracą

Czy możemy spodziewać się dalszego pogłębiania kryzysu zaufania do instytucji TK?

Zdecydowanie tak. Jesteśmy świadkami podejmowanych przez oba ośrodki polityczne partyzanckich batalii o TK. Nie ma w nich miejsca na cofnięcie się choćby o centymetr. Dominuje logika jawnego konfliktu, forsowania własnych stanowisk i poszukiwania politycznych i prawnych forteli. Niestety wszystko to odbywa się ze szkodą dla stabilności i bezpieczeństwa Polski. Trudno mówić o zaufaniu do TK, który stał się instytucją upadłą w sensie swojej legitymizacji. Nie jest moją rolą w tym miejscu wskazywanie, kto ponosi za ten stan odpowiedzialność. Ale fakty są takie, że TK rozpatruje niewiele spraw, jego orzeczenia nie są publikowane, nie ma pełnego składu sędziów dopuszczonych do orzekania, a dodatkowo pojawiają się wątpliwości dotyczące jego finansowania w przyszłym roku. Łącznie daje to obraz instytucji znajdującej się w głębokim kryzysie.