Zagadnienie prawne w tej sprawie skierował Sąd Okręgowy w Rzeszowie podczas rozpatrywania apelacji mężczyzny oskarżonego o uporczywe naruszanie praw pracowniczych i narażenie pracownika na utratę życia. W tej sprawie toczyła się wieloletnia batalia prawna, a orzeczenia sądu rejonowego były dwukrotnie uchylane. Tym razem mężczyzna został nieprawomocnie skazany na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnę. Rzeszowski sąd okręgowy nie zamknął jednak prawomocnie tej sprawy uznając, że wcześniej Sąd Najwyższy powinien rozstrzygnąć zagadnienie prawne dotyczące delegowania sędziów do sądów wyższej instancji przez ministra sprawiedliwości.

Minister deleguje sędziego do orzekania w innym sądzie. Czy to powód do uchylenia wyroku?

A właśnie taki sędzia – delegowany z sądu rejonowego przez szefa resortu – znalazł się w składzie, który rozpoznaje apelację w tej sprawie. Oskarżony domagał się przeprowadzenia tzw. testu bezstronności tego sędziego, jednak żądanie to zostało odrzucone jako spóźnione. W konsekwencji mężczyzna złożył wniosek o wyłączenie delegowanego orzecznika, ale został on pozostawiony bez rozpoznania. W obu przypadkach oskarżony twierdził, że sędzia ten jest zależny od szefa resortu sprawiedliwości.

Czytaj więcej

Marek Celej: Zmiany w delegacjach sędziowskich są konieczne

Mowa o zapisanej w art. 77 Prawa o ustroju sądów powszechnych możliwość delegowania przez ministra sprawiedliwości sędziego za jego zgodą do pełnienia obowiązków w innym sądzie równorzędnym, niższym, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach – także w sądzie wyższym. Sędzia może trafić w ten sposób do innego sądu na czas określony nie dłuższy niż dwa lata albo na czas nieokreślony, a za jego delegowaniem powinny przemawiać potrzeby danego sądu.

Jak się okazuje, rzeszowski sąd okręgowy ma wątpliwości co do prawidłowości tego rozwiązania. Pyta bowiem Sąd Najwyższy , czy udział sędziego sądu rejonowego delegowanego przez ministra sprawiedliwości do sądu okręgowego w składzie rozpoznającym środek odwoławczy narusza prawo i skutkuje tym, że obsada sądu jest nienależyta i tworzy bezwzględną przyczynę odwoławczą? Innymi słowy chodzi o to, czy orzeczenie wydane przez sędziego delegowanego przez ministra sprawiedliwości należy uchylić z uwagi na wadliwy skład sędziowski.

Czy prokurator generalny ma wpływ na delegowanych sędziów? Wątpliwe dodatki za delegację

W obszernym uzasadnieniu tego zagadnienia rzeszowski sąd wskazał szereg orzeczeń Sądu Najwyższego w sprawach tzw. testów bezstronności sędziego, w których zaliczono delegowanie przez ministra sprawiedliwości do okoliczności będących potencjalną przyczyną „obalenia domniemania niezawisłości sędziego”. Mimo to, w orzecznictwie SN dominuje pogląd, zgodnie z którym nie można a priori przyjmować, że sędzia delegowany przez ministra nie spełnia wymogu niezawisłości, a okoliczność ta nie powinna być samodzielną podstawą do stwierdzenia nienależytej obsady sądu.

Rzeszowski sąd przywołuje też orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 2021 r. Chodzi o wyrok, w którym TSUE orzekł, że obowiązujący w Polsce system delegowania sędziów do wyższej instancji i odwoływania ich z delegacji w każdym czasie i bez uzasadnienia przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, w jednej osobie, jest niezgodny z obowiązującym w UE wymogiem niezawisłości sędziowskiej. Powołując się na to orzeczenie sąd pytający wskazuje, że kształt delegacji sędziowskiej powoduje możliwość wywierania wpływu na sędziego przez ministra sprawiedliwości. Świadczyć o tym ma możliwość odwołania sędziego z delegacji w każdym czasie, brak konieczności uzasadnienia decyzji o odwołaniu, czy brak możliwości zaskarżenia tej decyzji.

Czytaj więcej

TSUE: delegowanie sędziów w Polsce niezgodne z prawem UE

Uzasadniając pytanie prawne zwrócono też uwagę, że minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. – W praktyce sędziowie, zwłaszcza wydziałów karnych, są przez cały czas delegowania istotnie uzależnieni od naczelnego organu prokuratury, jakim jest prokurator generalny. Orzekając niezgodnie z zasadą domniemania niewinności na korzyść oskarżonego będzie sędzia działał niekiedy wbrew oczekiwaniom organów ścigania, licząc się z ryzykiem utraty stanowiska – argumentuje sąd.

Wątpliwe dodatki za delegację sędziów. „Gratyfikacja może skłaniać do zachowań konformistycznych”

Zwraca przy tym uwagę także na zależność finansową, bowiem za delegację do innego sądu sędziowie otrzymują dodatkowe uposażenia w wysokości 12,5 proc. podstawy wynagrodzenia zasadniczego albo 20 proc. tej podstawy. Według rzeszowskiego sądu ten sposób gratyfikacji wzmacnia więź delegowanego sędziego z władzą wykonawczą i jest podobny do rozwiązań funkcjonujących w nieistniejącej już Izbie Dyscyplinarnej, której sędziowie otrzymywali 40 proc. dodatkowego wynagrodzenia.

– Zbliża taka „gratyfikacja zadaniowa” sędziów delegowanych do sposobu wynagradzania prokuratorów hierarchicznie podporządkowanych i podległych prokuratorowi generalnemu(…) Bodziec w postaci gratyfikacji, której przyznanie w wyższej wysokości zależne jest od przedłużenia okresu delegowania, a z odwołaniem z delegacji wiąże się jej utrata, skłaniać mogą do zachowań konformistycznych – twierdzi rzeszowski sąd.

Według tego sądu delegowanie sędziów przez ministra może bardziej uderzać w niezawisłość sędziów niż powołanie przez tzw. neoKRS. – Trudno powstrzymać się i od tej refleksji, że jeśli zestawić sytuację sędziego delegowanego przez ministra sprawiedliwości i sędziego powołanego na wniosek KRS, ukształtowanej w trybie ustawy z grudnia 2017 r., to obecny kształt instytucji delegowania sędziego zdaje się prowadzić do większego ryzyka dla bezstronności i niezawisłości sędziego (oceniając jedynie w aspekcie zależności od organu władzy wykonawczej). Stan swoistej zależności sędziego utrzymywany jest bowiem nie tylko na etapie jego wyboru i delegowania (powołania), ale przez cały okres delegacji – stwierdza sąd.

Opinia dla "Rzeczpospolitej"
Jacek Tylewicz, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Themis

ciażby poprzez wprowadzenie uprawnienia do odwołania się od decyzji ministra o odwołaniu z delegacji.

Uważam, że sam fakt delegowania sędziego przez ministra sprawiedliwości do sądu wyższego rzędu nie jest i nie powinien prowadzić do bezwzględnej przyczyny odwoławczej, czyli w rezultacie uchylenia wyroku wydanego z udziałem takiego sędziego. Gdyby uznano, że można skutecznie podważać orzeczenia delegowanych sędziów, to wymiar sprawiedliwości miałby ogromny kłopot, niewykluczone, że nie mniejszy niż ten związany z tzw. neosędziami. Uprawnienie ministra sprawiedliwości do delegowania sędziego zostało ograniczone i jest całkiem zobiektywizowane. Nie podzielam zatem wątpliwości sądu z Rzeszowa, który skierował do SN zagadnienie prawne w tej sprawie. Za absurdalny uważam zarzut dotyczący swoistej zależności delegowanych sędziów od prokuratora generalnego, który jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości. Takie obawy w sytuacji funkcjonującego państwa prawnego są bezprzedmiotowe. Nie zgadzam się też z krytyką dodatków do uposażenia dla delegowanych sędziów. Dlaczego praca w sądzie wyższej instancji ma być wynagradzana jak praca w sądzie niższej instancji? Widzę jednak możliwość poprawy systemu delegowania sędziów, cho

Delegacje sędziowskie do zmiany. Ministerstwo chce uniezależnić delegowanych sędziów od ministra

Wątpliwości rzeszowskiego sądu, co do zasady, podziela sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. – Jestem przeciwnikiem opierania systemu sądownictwa na delegacjach sędziowskich, w tym kształcie, w jakim funkcjonują one dzisiaj. Delegowanie sędziów może budzić słuszną wątpliwość stron postępowania co do bezstronności i niezawisłości sędziego. Dlaczego? Choćby dlatego, że minister jest jednocześnie prokuratorem generalnym, który może zarówno podpisać każde pismo procesowe prokuratury, jak i odwołać sędziego z delegacji z dnia na dzień. Co prawda musi to uzasadnić, ale może to być bardzo lakoniczna argumentacja, której sędzia nie może nigdzie zaskarżyć. Przypomnijmy sobie czasy tzw. dobrej zmiany. Minister Zbigniew Ziobro odwoływał z delegacji sędziów, których rozstrzygnięcia mu się nie podobały – mówi sędzia Mgłosiek.

Wskazuje, że od tamtej pory w przepisach niewiele się zmieniło i należałoby je zreformować. – Warto wprowadzić możliwość odwołania się sędziego od decyzji ministra o odwołaniu go z delegacji. Taką skargę powinien rozpatrywać niezależny sąd kontrolując, czy szef resortu miał podstawę do podjęcia takiej decyzji. To zdecydowanie wpłynęłoby na zwiększenie niezależności takiego sędziego od ministra. Poza tym delegacje zawsze powinny być określone czasowo i należałoby ustalić jakiś maksymalny termin ich trwania – wskazuje wrocławski sędzia.

Podkreśla przy tym, że waga delegacji w ostatnim czasie niezwykle wzrosła z uwagi na zablokowane konkursy sędziowskie i dopływ nowej kadry orzeczniczej do sądów. – Takie swoiste oparcie systemu na delegacjach sędziowskich jest niekorzystne. Póki jednak nie ma innej możliwości prowadzenia polityki kadrowej, to warto byłoby tę instytucję maksymalnie uniezależnić – konkluduje sędzia Mgłosiek.

Prace nad zmianami w delegacjach sędziowskich już trwają. Resort sprawiedliwości przygotowuje reformę Prawa o ustroju sądów powszechnych, która m.in. ogranicza możliwość arbitralnego odwołania sędziego z delegacji orzeczniczej. Odwołanie takie będzie możliwe w przypadku orzeczenia wobec sędziego kary dyscyplinarnej albo ustąpienia sędziego. Co ważne, najnowsza propozycja ministerstwa przewiduje także konieczność uzasadnienia każdego odwołania z delegacji oraz możliwość złożenia skargi na taką decyzję do sądu apelacyjnego.

Czytaj więcej

Wyższe wynagrodzenia i konkursy na delegacje. Szykuje się rewolucja dla sędziów

Sygnatura akt: I KZP 1/26