Zwykły trzyosobowy skład Sądu Najwyższego postanowił przekazać tę praktyczną kwestię do składu szerszego.
Sprawa ma doniosłe znaczenie, gdyż spraw nakazowych są każdego roku setki tysięcy, a będzie jeszcze więcej po likwidacji bankowego tytułu egzekucyjnego, która zmusiła banki do prowadzenia spraw w sądach.
Tańsza sprawiedliwość
Dokumenty bankowe, podobnie jak weksle, upoważniają właśnie do korzystania z tego prostszego, nakazowego postępowania.
Uproszczenie polega na tym, że sąd, mając taki pozew zaopatrzony w odpowiednie dokumenty, wydaje nakaz zapłaty określonej kwoty, którą pozwany ma w ciągu dwóch tygodni zapłacić wraz z kosztami procesu albo wnieść w tym terminie tzw. zarzuty, czyli dość sformalizowane i utrudnione odwołanie.
Jeśli sprawa nie kwalifikuje się do tej specścieżki, sąd kieruje pozew do postępowania zwykłego, ewentualnie upominawczego. Zachętą do korzystania z nakazowej ścieżki jest niższa opłata sądowa od pozwu, czyli zamiast 5 proc. wartości sporu tylko 1,25 proc.
Sąd Najwyższy ma rozstrzygnąć, czy w sytuacji, gdy pozew nie kwalifikuje się do rozpoznania w trybie nakazowym, wnoszący powinien wnieść pozostałe 3/4 opłaty, pod rygorem zwrotu pozwu, czy też sąd ma prowadzić sprawę bez wstrzymania postępowania, a kwestię opłaty rozliczyć na koniec, przy wydawaniu wyroku.
Kwestia ta wynikła w typowej sprawie o zapłatę 323 tys. zł, w której spółka wnosząca sprawę uiściła opłatę w wysokości 4 tys. zł, czyli niższą. Przewodniczący wydziału sądu okręgowego uznał jednak, że nie ma podstaw do zbadania jej w trybie nakazowym, i przekazał do postępowania upominawczego. Wezwał też do uiszczenia dodatkowej opłaty 12 tys. zł.
W uzasadnieniu wskazał, że dopuszczenie niższej opłaty umożliwiłoby prowadzenie procesu z minimalnym nakładem finansowym, a więc swoiste kredytowanie powoda.
Sąd Apelacyjny w Katowicach werdykt utrzymał, a kiedy spółka zaskarżyła postanowienie o zwrocie pozwu, zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem prawnym o rozstrzygnięcie tej kwestii.
W uzasadnieniu pytania wskazał na rozbieżności w orzecznictwie oraz literaturze prawniczej dotyczące tego, jak postępować w takich sytuacjach. Zaznaczył też, że w tzw. postępowaniu uproszczonym (stosowanym do spraw do 10 tys. zł) opłata jest niższa (od 30 do 300 zł) i po przekazaniu pozwu do zwykłego trybu nie uzupełnia się jej. Ale na to jest wyraźny przepis: art. 505[7] kodeksu postępowania cywilnego. I ten fakt, w ocenie sądu, przemawia za tym, by w sprawach nakazowych opłatę uzupełniać.
Trzyosobowy skład Sądu Najwyższego postanowił tę kwestię przekazać szerszemu składowi.
Sygn. akt: III CZP110/15
Kredytować czy nie
Jak powiedział w uzasadnieniu sędzia SN Jacek Gudowski, nie tylko ze względu na dużą liczbę takich spraw, ale też kolizję takich wartości, jak szybkość postępowania i prawo do sądu z jednej strony, a względy fiskalne i równość podsądnych z drugiej.
Marcin Łochowski, sędzia Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, komentuje:
– Uważam, że o wysokości opłaty sądowej powinna decydować obiektywna ocena, czy sprawa kwalifikuje się do postępowania nakazowego, a nie subiektywna ocena powodów, gdyż mogliby nadużywać tego postępowania do prowadzenia spraw. Niestety, nieraz ustalenie tej kwestii jest trudne, kiedy np. do pozwu załączono weksel, a sąd uznaje, że jest nieważny. Dlatego rozwiązaniem może być istotne poprawienie odpowiednich przepisów k.p.c. Tym bardziej że tych spraw jest dużo i zapewne będzie jeszcze więcej. Sam nierzadko spotykam się w prowadzonych sprawach z problemem wysokości opłaty.