Przypomnijmy, że artysta jest laureatem ubiegłorocznej edycji Nagrody Giedroycia przyznawanej przez „Rzeczpospolitą".
W 1984 roku dyplom Leona Tarasewicza był pokazywany we wrocławskim BWA, dziesięć lat temu jego okazałą instalację zaprezentowano w tutejszym Muzeum Narodowym. W Muzeum Architektury wystawia po raz pierwszy.
– Układ wystawy odzwierciedla kolejne etapy jego twórczości, od obrazów na płótnie, poprzez ich wychodzenie z ram, po rozlewanie się w przestrzeni – wyjaśnia Małgorzata Devosges-Cuber, kuratorka wystawy. – Ważny jest też kontekst architektoniczny oraz dawnej historii tego miejsca wiążącej się z postacią kontrowersyjnego świętego Jana Kapistrana. Przypisuje się mu odpowiedzialność za pogromy Żydów. Myślę, że to też artystę zainspirowało.
Muzeum Architektury od 1965 roku mieści się w byłym kościele i klasztorze Bernardynów, zbudowanym w drugiej połowie XV wieku. To jeden z nielicznych na Śląsku, a jedyny we Wrocławiu zespół architektoniczny, który zachował oryginalne gotyckie krużganki okalające wewnętrzny ogród-wirydarz. W tym właśnie wirydarzu znajdzie miejsce praca Tarasewicza, specjalnie przygotowana na tę wystawę.
– Wszystko po to, by przywrócić kontemplacyjny charakter miejsca nadany mu przed laty przez mnichów – wyjaśnia kuratorka.
Wystawa dzieli się na trzy części. W nawie głównej pokazane zostaną obrazy na płótnie i na papierze. W prezbiterium widzowie zobaczą monumentalną instalację malarską – cylinder z desek (5 na 5 metrów) pokryty farbą spływającą na podłogę. 12 paneli świetlnych wokół prezbiterium nawiązywać będzie do sakralnego charakteru miejsca – artysta specjalnie zaprojektował je do wnętrza Muzeum Architektury. Wirydarz jest ostatnią częścią ekspozycji.
12 wielkoformatowych prac sprowadzono z różnych instytucji (z Zachęty przyjechał największy obraz, składający się z sześciu części poliptyk, z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu – jeden z pierwszych tego twórcy), prywatnych kolekcjonerów, a także z pracowni Tarasewicza. Jeden z nich, który namalował w czasie podróży do USA w 1989 roku, nie był jeszcze nigdy w Polsce pokazywany.
– Z miejscowego Muzeum Narodowego pokażemy trzy prace, bo dzięki swemu wieloletniemu dyrektorowi Mariuszowi Hermansdorferowi szczyci się ono jedną z największych kolekcji Tarasewicza – dopowiada kuratorka.
W czasie wernisażu artysta otrzyma dyplom przyznający mu tytuł honorowego profesora wrocławskiej ASP za: „wielki wkład w rozwój polskiej i światowej sztuki z wyraźnie postawionym akcentem na malarstwo oraz za osobiste zaangażowanie w wielokulturowy dialog".
– Dopiero po raz drugi w historii uczelni przyznajemy ten tytuł – mówi rektor wrocławskiej ASP Piotr Kielan. – Nie udało się tego zrobić w ubiegłym roku, gdy Leon Tarasewicz świętował 60. urodziny, i dyplom wręczymy teraz.
Wystawa potrwa do 26 sierpnia.