Monika Małkowska Diez, kurator działu XIX-wiecznego malarstwa, podał do wiadomości publicznej rewelacyjne odkrycie: podczas szczegółowych badań obrazu zauważył inicjały A.J. umieszczone w górnym rogu, ponad zaciśniętą pięścią lewej ręki, którą olbrzym unosi złowieszczo ku górze. Na tej podstawie ekspert sądzi, że autorem malowidła mógł być Asensio Juli, przyjaciel Goi i asystent z jego pracowni, artysta dziś znany tylko specjalistom.

 

 

Wiadomo, że współpracował z mistrzem przy freskach w kościele San Antonio de Florida w Madrycie i że sygnował swoje prace pierwszymi literami imienia oraz nazwiska. Podobnego zdania jest Manueala Mena, także historyk sztuki z Prado, specjalizująca się w twórczości Goi. Uważa „Kolosa” za pastisz stylistycznie odbiegający od rozwiązań stosowanych przez mistrza. Na potwierdzenie tezy wskazuje… przyrodzenie olbrzyma. Goya, świetny anatom, nie mógłby tak nieudolnie przedstawić tej części ciała!

Jednak nie wszyscy znawcy dokonań Goi podzielają opinie Díeza i Meny. Nigel Glendinning, brytyjski historyk sztuki, jest przekonany, że rzekome inicjały to rzymska cyfra XVIII. Ta wersja zgadzałaby się z zapis-kami Goi, który prowadził rejestrację swych dokonań: w 1812 roku pod numerem 18. figuruje „Kolos”.

Obraz od lat prowokował dyskusje – lecz nie autorstwo było ich przedmiotem, lecz przesłanie. Pochodzi z czasów wojen napoleońskich, kiedy przez Hiszpanię przetaczały się na przemian wojska francuskie, angielskie i hiszpańskie, a także oddziały powstańców i zwykłych bandytów. Najbardziej ucierpiała ludność cywilna, bestialsko mordowana, gwałcona, ograbiana.

Historycy uważają, że „Kolos” odbiega stylistycznie od rozwiązań typowych dla Goi

„Kolos” datowany był na lata 1810 – 1812. Równolegle Goya pracował nad słynnym cyklem grafik „Okropności wojny” (zakończonym dopiero w 1820 roku) i wojennymi obrazami „reporterskimi”.

 

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

 

Odmiennie niż te prace „Gigant” nie jest realistycznym przedstawieniem. To symboliczna postać. Ponadnaturalnej wielkości osiłek „ulepiony” z chmur, wyrastający z ziemi, po której miotają się w panice ludzkie drobiny. Kompozycję interpretowano jako wyobrażenie bezwzględnego najeźdźcy, lub przeciwnie – jako metaforę siły, bohaterstwa hiszpańskiej ludności. Jedno jest pewne: olbrzym jest wizją kataklizmu, jego ponadludzkiej skali. Warto też porównać obraz z wcześniejszą o kilka lat akwatintą „Gigant siedzący” (datowaną na lata 1800 – 1808). Grafika przedstawia bliźniaczą postać nagiego demona o mięśniach ze stali siedzącego na horyzoncie pejzażu lilipuciej wielkości. Uosobienie potęgi i grozy. W lewym dolnym rogu kompozycji wyraźnie widać podpis „Goya”. Ten sam czas, ta sama metafora.

Czy wątpliwości co do „Kolosa” są uzasadnione? Nadworny malarz Karola IV żył długo – 82 lata. Zmarł w 1828 roku. Jak każdy wzięty mistrz tamtej (i nie tylko tamtej) epoki, zatrudniał pomocników. Manuela Mena ma jeszcze wątpliwości dotyczące trzech innych obrazów, w tym słynnej „Mleczarki z Bordeaux”. Uchodziła za ostatnie arcydzieło Goi wykonane na francuskiej emigracji w 1827 roku. Siedem lat temu pojawiła się sugestia, że płótno namalowała Maria del Rosario Weiss, nieślubna córka malarza i Leokadii, jego młodszej o pokolenie partnerki z ostatnich lat jego życia. Gdyby istotnie autorką „Mleczarki” była Maria, namalowałaby obraz, mając 12 lat. Czyżby geniusz odziedziczony po ojcu?…

 

 

1939 r. – „Chrystus w Emaus” Hansa van Meegerena

uznany za dzieło Vermeera van Delft przez Abrahama Brediusa.

W 1945 r. fałszerz, oskarżony o kolaborację z Niemcami, przyznał się do przestępstwa.

Lata 1990 – 2006 – ok. 300 obrazów uważanych za prace Rembrandta van Rijn

(wiszących m.in. w Luwrze i Rijksmuseum) okazało się pracami uczniów lub naśla-dowców – ogłosili eksperci z Rembrandt Research Project.

2006 r. – „Samson i Dali-la” oraz dziewięć innych płócien uważanych za dzieła Petera Paula Rubensa

okazało się pracami z jego warsztatu. Fałszywe ekspertyzy sprzedawał historyk Ludwig Burchard (zm. w 1960 r.).

2007 r. – w muzeum na Malcie wystawiono 12 malowideł Caravaggia

wypożyczonych z kolekcji amerykańskich i europejskich; tylko trzy okazały się autentykami.

 

 

podyskutuj z autorką

m.malkowska@rp.pl