Skąd te zmiany? Są efektem gruntownej konserwacji, której poddawana jest „Bitwa pod Grunwaldem". Nasączenie specjalistycznymi substancjami sprawiło, że płótno odzyskało dawną sprężystość.
Skurczone pod wpływem wysuszenia, a wcześniej narażone na wilgoć i mechaniczne uszkodzenia – m.in. gdy zrolowane ukrywano przed Niemcami – mogło przybrać dawny kształt.
Wczoraj w Muzeum Narodowym opowiedziano, na czym polegały dotychczasowe zabiegi. Konserwacja „Bitwy..." zaczęła się w czerwcu ubiegłego roku. Ze względu na dużą powierzchnię oraz stan dzieła obraz rozłożono na podłodze Sali Matejkowskiej, w której było eksponowane. Skonstruowano specjalne, przesuwane tuż nad jego powierzchnią platformy.
Ubrani na biało konserwatorzy pracują na nich, głównie leżąc na brzuchu. W takiej pozycji, najpierw przez siedem miesięcy usuwali z podobrazia wzmacniający je dublaż (płótno podklejane pod oryginalny obraz) oraz masę woskowo-żywiczną, którą był przyklejony. Później, przez dwa miesiące, oryginalne płótno wzmacniali, nasączając je specjalnym roztworem, a po jego odparowaniu kleili rozdarcia i uzupełniali ubytki.
Sprowadzony z Francji nowy dublaż został już przymocowany za pomocą elastycznych spoiw akrylowych. Gdy wysechł, przy użyciu gigantycznego wałka, obraz odwrócono.
I dyrektor Agnieszka Morawińska mogła ogłosić rozpoczęcie drugiego etapu prac.
Konserwatorzy uzbrojeni w miniaturowe narzędzia pochylą się teraz nad tzw. licem malarskim. Usuną efekty wcześniejszych konserwacji, czyli wtórne werniksy, retusze i kit wypełniający ubytki, później wyretuszują dzieło na nowo i położą werniks.
Publiczność zobaczy obraz na jubileusz 150-lecia MNW w maju 2012 r.