Ekspozycję otwierają zdjęcia okien domów w Chorzeli, małej miejscowości, w której Ebstein spędziła dzieciństwo.
W nich drewniane witryny, białe firanki i kwiaty. Niemal wszystkie otwarte na oścież.
Tuż obok domy w Tykocinie i Częstochowie, stare kamienice Warszawy i Krakowa.
W witrynie księgarni na krakowskim rynku papierowy Bruno Schulz w ręku trzyma jedną ze swoich książek. A w oknie drewnianej willi w Warszawie nad wejściem widać niebieską Gwiazdę Dawida.
Po przeciwnej stronie straszą okna z Jerozolimy, w której Ebstein się urodziła. Niektóre pozabijane deskami, inne zabudowane grubymi kratami.
– Tak, jakby cały czas żyły w histerycznym strachu – zwraca uwagę artystka.
– Te okna są tak do siebie podobne. Zarówno w polskich, jak i izraelskich domach. Tak podobny świat przez nie widać – przyznaje Ebstein. I dodaje:
– Okna muszą być otwarte. Gdy je zamykamy, zakładamy zasłony, nie dajemy szansy dialogowi. Mam nadzieję, że tę ideę udało mi się wyrazić na moich fotografiach. Wcześniej, wspólnie z Szewachem Weissem, artystka wyrażała ją w książce pod tym samym co wystawa tytułem.
„Okna tęsknoty, okna nadziei” można będzie oglądać do 17 września w Pałacu Kazimierzowskim w galerii Muzeum UW.