Nie wchodząc tu w drażliwe kwestie jak obecność mediów w strefie przygranicznej czy kwestie pomocy humanitarnej imigrantom, taka nowela, gdy już uznano, że jest potrzebna, powinna być uchwalona wartko. Bo to nie jest czas na znane nam parlamentarne utarczki, gdy nasza wschodnia granica jest brutalnie atakowana. Tak samo atakowana jest wytrzymałość państwa.

Nowela dotyka też kilku fundamentalnych kwestii konstytucyjnych: stan wyjątkowy w pasie granicznym kończy się na początku grudnia, i nie może być przedłużony, a wprowadzenie nowego budziłoby jeszcze większe emocje i tego rząd słusznie nie chce. W czasie jego obowiązywania władza i administracja nabrały doświadczenia, sprawdzono operacyjne możliwości służb mundurowych, a jeżeli można skorzystać dla ochrony granicy, obywateli i państwa z mniej nadzwyczajnych środków, zwykłej ustawy, to je należało wybrać.

W wielu krajach demokratycznych są na takie sytuacje, a nawet normalne codzienne zarządzanie państwem – dekrety. Obecna Konstytucja RP ich nie przewiduje, co jest najwyraźniej skutkiem nieufności autorów konstytucji do władzy i rządu w szczególności. Przewidziano na szczęście pilną ścieżkę legislacyjną.

Czytaj więcej

Ograniczenia na granicy mogą zostać bez stanu wyjątkowego

Polega ona na tym, że rząd może uznać swój projekt ustawy za pilny i wtedy termin jej rozpatrzenia przez Senat wynosi 14 dni (normalnie 30 dni), a termin jej podpisania przez prezydenta 7 dni (zamiast 21 dni), zresztą prezydent raczej natychmiast ją podpisze. A ustawa wejdzie dzień po jej ogłoszeniu, więc nie ma ryzyka, że nowe przepisy istotnie spóźnią się w stosunku do rygorów zakończonego stanu wyjątkowego.

Miejmy nadzieję, że Senat zdaje sobie sprawę z powagi chwili i nie skorzysta z wszystkich 14 dni, jakie posiada, i luki prawnej na granicy w ogóle nie będzie. Tym bardziej że za ustawą głosowała wyraźna większość, bo 245 posłów, przy 167 przeciw.

Tak czy inaczej, stosując pilną ścieżkę, rząd unika wrażenia legislacyjnej nieporadności, którego praca nad niektórymi ustawami w tej kadencji dostarczała, w szczególności za sprawą Senatu korzystającego wiele razy z 30-dniowego procedowania, by nie powiedzieć: odwlekania.