– To świetny ruch dla utrzymania ciągłości produkcji w Polsce – komentuje decyzje rządu Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan, przypominając, że wydłużenie terminów oświadczeń oraz zezwoleń na pobyt i pracę na czas obowiązywania tzw. specustawy było jednym z przekazanych rządowi postulatów Lewiatana.

Przez kilka ostatnich dni praktycznie wszystkie organizacje pracodawców – zarówno te ogólne, jak i branżowe – bombardowały rząd apelami nie tylko o finansowe wsparcie dla firm, ale także o okresowe uproszczenia w zatrudnianiu pracowników z zagranicy. – Nie możemy teraz liczyć na legalne przyjazdy pracowników z Ukrainy, więc musimy postarać się zatrzymać tych, którzy już tutaj są i chcą nadal u nas pracować – podkreśla Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service, który już w minionym tygodniu na łamach „Rzeczpospolitej" apelował, by w obecnej sytuacji Ukraińcom zatrudnionym w Polsce automatycznie przedłużać prawo pobytu i pracy.

Czytaj także: Tarcza antykryzysowa: Szczegóły rządowego programu

Blokada na granicy

Andrzej Korkus, prezes agencji zatrudnienia EWL, która ma teraz w Polsce ponad 5 tys. pracowników z Ukrainy, przypomina, że większość z liczącej około 1,2 mln osób imigracji zarobkowej z Ukrainy ma charakter krótkookresowy. Ukraińscy pracownicy po kilku miesiącach, gdy kończy się im termin ważności dokumentów pobytowych i dokumentów pozwalających na legalne zatrudnienie, wyjeżdżają więc do kraju, a na ich miejsce przyjeżdżają nowi.

Teraz mogą przyjechać tylko cudzoziemcy z kartą Polaka, z prawem do pracy czy pobytu w Polsce, ale przed podjęciem pracy muszą przejść 14-dniową kwarantannę. Zdaniem Cezarego Maciołka, prezesa Grupy Progres, trzeba się też liczyć z tym, że obecnie więcej pracowników ukraińskich będzie chciało wrócić do kraju ze względu na pandemię koronawirusa. – Bez wprowadzenia przepisów zapewniających ciągłość pobytu Ukraińców z każdym tygodniem ubywałoby w Polsce pracowników, bo legalnych przyjazdów do pracy już praktycznie nie będzie. Pozostają więc transfery pracowników w ramach kraju i branż – twierdzi Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający agencji zatrudnienia Otto Work Force Polska. Dodaje, że w minioną niedzielę na polsko-ukraińskiej granicy utknęło ponad 300 pracowników z Ukrainy, których jego agencja zamierzała w tym tygodniu skierować do pracy w różnych firmach, głównie spożywczych. Mieli wymagane dokumenty, ale nie zdążyli wjechać do Polski przed wprowadzoną nagle, z soboty na niedzielę, blokadą granic.

Teraz przed podjęciem pracy muszą przejść 14-dniową kwarantannę. To oznacza dodatkowe koszty, nie wspominając o dodatkowych trudnościach – bo jak zaznacza Cezary Maciołek – właściciele kwater pracowniczych nie godzą się na organizowanie kwarantanny. Część agencji sama się więc na to decyduje. – Otwieramy teraz w Wielkopolsce 100-osobowy ośrodek do kwarantanny – informuje Krzysztof Inglot z Personnel Service, dodając, że problemem są też kolejki na granicy i wprowadzony teraz na Ukrainie zakaz kursowania rejsowych autobusów i pociągów.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Ratunek dla żywności

Nawet Ukraińcom, którzy mają w obecnych warunkach prawo przyjazdu do naszego kraju i mają już zapewnioną pracę na podstawie procedury oświadczeń, trudno jest teraz wjechać do Polski. – Są zawracani z granicy, jeśli nie mają kompletu oryginalnych dokumentów, w tym oświadczenia, bo nie wystarcza już, jak dotychczas, skan – dodaje szef Grupy Progres, która teraz zatrudnia w Polsce prawie 6 tys. pracowników z zagranicy, z czego 5,5 tys. z Ukrainy.Większość z nich pracuje w branżach, które teraz pilnie potrzebują rąk do pracy – w przetwórstwie żywności, w hurtowniach i w sklepach spożywczych czy w centrach dystrybucyjnych.

Przedstawiciele agencji zatrudnienia i organizacje pracodawców apelują też, by umożliwić składanie wniosków o legalizację pobytu i pracy dla cudzoziemców przez internet – bez konieczności dostarczania wersji papierowych do czasu zniesienia stanu zagrożenia epidemicznego. Jak przypomina Cezary Maciołek, sklepy, centra logistyczne czy zakłady, które w tych dniach zwiększają produkcję, potrzebują pilnie pracowników teraz, a nie za kilka tygodni.

Tymczasem czas oczekiwania na rejestrację oświadczeń, które umożliwiały szybkie podjęcie dorywczej pracy (albo zmianę pracodawcy w Polsce), wydłużył się do dziesięciu dni, a do tego dochodzi dwutygodniowa kwarantanna. Pracodawcy nie mogą i nie chcą tyle czekać, bo nie wiadomo, co się będzie działo za dwa–trzy tygodnie.

Okresowe uproszczenia w zakresie zatrudniania pracowników zagranicznych, szczególnie tych z Ukrainy, znalazły się wśród postulatów, które w środę we wspólnym liście przekazały premierowi i ministrowi rolnictwa branżowe organizacje zrzeszające producentów mięsa. Jak podkreśla Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso, bardzo wiele zakładów po prostu nie zdołałoby utrzymać produkcji bez pracowników z zagranicy. – Andrzej Korkus, prezes agencji zatrudnienia EWL, ocenia, że np. w handlu cudzoziemcy, w tym głównie Ukraińcy, stanowią ok. 20–30 proc. pracujących, w przemyśle spożywczym ok. 30–40 proc., zaś w rolnictwie i w przetwórstwie rolnym ich udział sięga nawet 70 proc.

Nic więc dziwnego, że w tym tygodniu dramatyczny apel do premiera Morawieckiego skierował OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, domagając się, by zezwolił pozostać w Polsce Ukraińcom, którym kończy się możliwość pobytu. Sławomir Izdebski, szef związku ostrzegał, że brak pracowników zza wschodniej granicy może doprowadzić do paraliżu produkcji rolno-spożywczej.

Jedni chcą zwalniać, inni szukają ludzi

Podczas gdy w branży motoryzacyjnej czy hotelarsko-restauracyjnej koronawirus zagroził tysiącom miejsc pracy, to w handlu, dystrybucji, w przemyśle rolno-spożywczym brakuje rąk do pracy. Problem pogłębiło zamknięcie żłobków, przedszkoli i szkół, bo część pracowników musi teraz opiekować się dziećmi. Zastrzegający sobie anonimowość szef firmy, która teraz pracuje na trzy zmiany, przyznaje, że utrudnieniem są publiczne apele o pozostawanie w domach, które zwiększają obawy pracowników przed przychodzeniem do pracy. A zakłady produkcyjne nie mogą przecież przejść na pracę zdalną. Część z nich potrzebuje teraz dodatkowych pracowników albo ludzi na zastępstwo, o których wcale nie jest łatwo. Iwona Szmitkowska, prezes Work Service, podkreśla, że jednym z największych wyzwań stały się obowiązkowe badania lekarskie.

Koronawirus sparaliżował medycynę pracy – w całym kraju wiele przychodni, zwłaszcza tych mniejszych, jest pozamykanych, brakuje lekarzy, a pracownicy też boją się teraz chodzić do przychodni. Tymczasem nie mając obowiązkowych badań lekarskich, nie mogą podjąć pracy. Jak dodaje prezes Work Service, problemy z obowiązkowymi badaniami utrudniają też przeniesienie pracowników tymczasowych do innych zadań – np. z produkcji do logistyki – bo zmiana charakteru pracy wymaga nowych badań. – Może przynajmniej przy prostych zajęciach, np. na produkcji, wprowadzić przejściową możliwość oświadczeń, w którym pracownik deklaruje, że nie ma przeciwwskazań do pracy, i dać firmom czas na uzupełnienie badań – apeluje Tomasz Dudek, szef Otto Work Force Polska, dodając, że trudności z dostępem do badań (także w prywatnych przychodniach) są też dodatkową barierą przy zatrudnieniu pracowników z zagranicy.