– Do tej pory przybywał rocznie 1 proc. pracowników, bo o tyle wzrastała liczba osób w wieku produkcyjnym, a teraz o 1 proc. rocznie będzie pracowników ubywało – zauważa Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. – To zmieni perspektywę wzrostu gospodarczego, poczucia dobrobytu. Demografia jest silnym silnikiem wzrostu gospodarczego i w Polce, tak jak w wielu innych krajach, jej potencjał już się wyczerpał. Dlatego tak ważne jest, jaką politykę migracyjną przyjmie rząd – dodaje ekonomista.

– Polityka migracyjna, zarobkowa, jest od dawna bolączką w Polsce – żaden rząd do tej pory nie przyjął jasnej strategii, a nie tylko budownictwo będzie potrzebowało rąk do pracy. Stworzenie polityki migracyjnej oczywiście wymaga pracy systemowej, ale potrzebne są także pilne działania, do których niezbędna jest wola polityczna – przekonuje z kolei Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Foto: rp.pl

Wykuwanie polityki migracyjnej

– Wobec wyzwań demografii powinniśmy wypracować strategię imigracyjno-asymilacyjną. Znane są doświadczenia krajów, które w różny sposób te strategie realizowały. Jednym się udało – jak w Kanadzie, innym wymknęło się to spod kontroli, jak w Szwecji. Musimy dokładnie przeanalizować te doświadczenia i ułożyć naszą strategię tak, aby przyciągać osoby chcące pracować i się osiedlić. Informacja dotycząca strategii będzie kluczowa dla przedsiębiorców – problem z dostępnością pracowników już teraz jest wymieniany jako najdotkliwszy, a demografia jasno mówi o tym, że będzie się on tylko pogłębiał – uważa Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton Polska. – Jeśli nie będziemy mieli jasnej strategii wzrostu podaży pracowników, to będzie to dodatkowym czynnikiem ograniczającym plany inwestycyjne przedsiębiorstw – zwraca uwagę ekonomista. Jego zdaniem strategia musi uwzględniać nie tylko sytuację na rynku pracy, ale także możliwości asymilizacyjne i integracyjne społeczności lokalnych, szkolnictwa czy sektora ochrony zdrowia.

Cudzoziemcy przestaną przyjeżdżać?

Ekonomiści Credit Agricole w najnowszej analizie uważają, że najprawdopodobniej przestrzeń do dalszego napływu pracowników z zagranicy jest już ograniczona. Zastanawiają się, na ile możliwe jest poprawienie wydajności, tak by zrekompensowała ubytki pracowników. Ich zdaniem jest to możliwe.

Powoli wyczerpuje się potencjał imigracji z krajów ze zbliżonego kręgu kulturowego (czyli z Ukrainy i Białorusi) i możliwe jest dodatkowo zaostrzenie polityki migracyjnej rządu. Ekonomiści napisali: „Wypowiedzi wiceministra M. Duszczyka, odpowiedzialnego za politykę migracyjną, sugerują, że liczba imigrantów w Polsce szybko zbliża się do granicy, jaką wyznaczają krajowe zdolności ich integracji. Dotyczą one zarówno odsetka imigrantów, jaki społeczeństwo jest w stanie zaabsorbować bez generowania napięć społecznych, jak i wyzwań infrastrukturalnych związanych m.in. z zapewnieniem nowoprzybyłym odpowiednich warunków mieszkaniowych, opieki medycznej czy edukacji dla ich dzieci”.

Przekonują, że istnieje przestrzeń do zwiększenia wydajności pracy w Polsce, a ważnymi czynnikami będą: nowoczesne technologie (wykorzystanie sztucznej inteligencji) oraz rosnące bezpośrednie inwestycje zagraniczne. „Sprzyjać będzie temu wysoka atrakcyjność Polski z punktu widzenia lokowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a także nearshoringu, czyli skracaniu łańcuchów dostaw w celu zwiększenia ich stabilności. Atrakcyjność ta jest potwierdzana m.in. w rankingach firm Reuters i Maersk” – napisali w opracowaniu.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG, zwraca uwagę, że nie ma jednego remedium na poprawienie sytuacji na rynku pracy. – Zatrudnianie cudzoziemców, automatyzacja, aktywizacja grup osób, które do tej pory są mniej aktywne (osób starszych, z niepełnosprawnościami, kobiety) – to elementy polityki społecznej, które powinny być realizowane spójnie i równocześnie – uważa. Jedną z opcji mogłoby być otwarcie się szkół wyższych na studentów z Europy Środkowej (i Bałkanów) i ze społeczności polonijnych z Ameryki Południowej i Środkowej.

Rosnące problemy na rynku pracy

Firmy coraz częściej mają kłopoty z pozyskaniem nowych pracowników. Z kwartału na kwartał wzrasta liczba wakatów, pod koniec marca (to najnowsze dane GUS) było to ponad 112 tys. miejsc pracy. W niektórych branżach braki kadrowe są problemem w połowie lub więcej firm. Dzieje się tak w budownictwie, firmach produkcyjnych, transporcie czy logistyce. Liczba pracowników przestała rosnąć, a poprzedni wzrost ubezpieczonych w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynikał od kilku kwartałów tylko ze wzrostu liczby cudzoziemców. Pod koniec czerwca było ich 1,16 mln – ponad 11 razy więcej niż dekadę temu. Z danych ZUS wynika, że tak jak w latach 2008–2014 cudzoziemcy stanowili niecały 1 proc. ubezpieczonych (w uproszczeniu pracujących), tak na koniec zeszłego roku prawie 7 proc. I choć najwięcej jest mieszkańców sąsiadujących krajów, to systematycznie rośnie liczba obywateli dalekich państw: Turkmenistanu, Gruzji, Wietnamu, Indonezji, Kolumbii, Filipin, Zimbabwe, Azerbejdżanu, Bangladeszu czy Nepalu. Dziesięć lat temu pracowało po kilkaset osób z tych krajów, teraz jest to od kilku do kilkunastu tysięcy.

W jakich branżach brakuje pracowników?

W wielu branżach pracownicy cudzoziemcy pomagali zrekompensować braki na rynku pracy spowodowane zmianami demograficznymi. Dzieje się tak w transporcie. Wśród kierowców ciężarówek w ruchu międzynarodowym na koniec ubiegłego roku pracowało 162,5 tys. cudzoziemców spoza UE. Najliczniejszymi grupami byli Ukraińcy i Białorusini – odpowiednio 89 i 57 tys. osób. Pozostali pochodzą przede wszystkim z Azji, a liczba wydanych im ważnych świadectw kierowcy nie przekracza 18 tys. – Zainteresowanie przedsiębiorców zatrudnieniem obcokrajowców wynika przede wszystkim z poszukiwania pracowników, którzy mają zdecydowanie niższe oczekiwania finansowe niż polscy kierowcy i wykazują większą elastyczność w zakresie dłuższego przebywania poza granicą siedziby firmy transportowej – mówi Piotr Mikiel, dyrektor Departamentu Transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce

Braki w zatrudnieniu boleśnie odczuwa również branża budowlana, nawet pomimo głębokiej dekoniunktury. – Wybuch wojny w Ukrainie przerwał swobodny przepływ ukraińskich pracowników do Polski, których na polskich budowach przed wojną pracowało około 300–350 tysięcy. Dziś jest to dziesięciokrotnie mniej. Firmy starają się uzupełniać braki kadrowe pracownikami z Białorusi, Kaukazu, Azji Centralnej i Południowej, ale brak polityki migracyjnej oraz niewydolny aparat państwa w zakresie pozyskiwania pracowników z zagranicy sprawiają, że polskim firmom nie jest łatwo zastąpić Ukraińców innymi pracownikami ze Wschodu – mówi Damian Kaźmierczak, członek zarządu i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. I dodaje: – Samą migracją problemu na rynku pracy w budownictwie jednak nie rozwiążemy. Państwo powinno jednocześnie położyć nacisk na odbudowę szkolnictwa zawodowego, całe środowisko budowlane powinno mocno wziąć się za kreowanie pozytywnego wizerunku inżyniera budownictwa, a firmy muszą zacząć w większym stopniu stawiać na wykorzystywanie nowych technologii, które pozwolą im pracować produktywniej w warunkach chronicznego braku rąk do pracy – uważa Kaźmierczak.