[b]Rz: Pracownicy Urzędu Morskiego w Słupsku podejrzewali, że w działaniach ich szefa są nieprawidłowości. Wynajęli więc detektywów, aby go śledzili, a następnie nagrany materiał wrzucili na portal YouTube. Internet chyba bardzo pomaga osobom społecznie zaangażowanym?[/b]
[b]Martyna Majewska:[/b] Daje możliwość udostępnienia dużej liczbie odbiorców informacji o jakimś wydarzeniu. To może być nagranie albo prośba o podpisanie się pod jakąś petycją. Istnieją strony internetowe, takie jak petycje.pl, gdzie można złożyć wirtualny podpis w różnych sprawach.
[b]Na przykład?[/b]
Amnesty International skutecznie organizuje akcje przesyłania e-maili w obronie osób, których prawa są łamane. Jednak takie działania jak urzędników ze Słupska w Polsce chyba nie miały jeszcze miejsca. Ale można się spodziewać naśladowców.
[b]Dlaczego służy do tego akurat Internet, a nie media tradycyjne?[/b]
Dużo łatwiej jest zamieścić nagranie w sieci niż dotrzeć do dziennikarza. Ponadto reakcja jest natychmiastowa – w postaci chociażby komentarzy pod materiałem. Internauci przesyłają sobie link i informacja trafia do coraz większej liczby osób. Także do dziennikarzy.
[b]Dziennikarze powinni czuć się zagrożeni?[/b]
Dziennikarze nie mają się czego obawiać, bo wciąż jest jeszcze dużo osób, które nie korzystają z Internetu. Poza tym dziennikarze mają łatwiejszy dostęp do wielu informacji niż inni ludzie.
[b]Czy Internet buduje postawy obywatelskie?[/b]
Skłania ludzi do pojedynczych, łatwych akcji typu kliknięcie w brzuszek pajacyka albo podpisanie petycji. To jednak za mało, aby zbudować społeczeństwo obywatelskie. Do tego trzeba długofalowych działań edukacyjnych.