Co chwilę do mediów przeciekają „rewelacje” o zmianach na listach wyborczych. Jak na razie w przedwyborczym marketingu góruje rządząca partia miłości. Jednak nie jest tak dobrze, jak by się wydawało. Wielu twierdzi, że PO skręca w lewo, a niepokorni działacze są usuwani z  list wyborczych. O tych partyjnych puzzlach publicysta „Rz” - Piotr Gursztyn pisze

Na listach wyborczych nie znaleźli się konserwatywni posłowie Jacek Żalek i Łukasz Gibała. Zaskoczeniem jest plan zesłania do Senatu pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Elżbiety Radziszewskiej. Jeden z najbardziej popularnych polityków PO Jarosław Gowin też miał stracić miejsce na liście do Sejmu. Skończyło się na tym, że nie będzie startował z dotychczasowego pierwszego miejsca. Wszystkie te osoby to przedstawiciele prawej strony PO. Trudno im też zarzucić nieprzydatność dla partii. Radziszewska jest posłanką czterech kadencji, współzakładała Platformę i jest ministrem. Gowin zdobył w 2007 r. 160 tys. głosów. Gibała 11 tys. z 12. miejsca i jest szefem struktur miejskich PO w Krakowie. Żalek uzyskał 10 tys. głosów z 15. miejsca.

Tekst w „Rz” odniósł swój skutek, gdyż sam poseł Żalek postanowił na blogu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie ma go na listach PO?

Na początku chciałbym podkreślić, że o ostatecznym kształcie list wyborczych zadecydują władze krajowe i nastąpi to 12 czerwca. Listy komentowane w mediach to tylko rekomendacje. A rekomendacja ma to do siebie, że jest tylko propozycją - asekuracyjnie zaznacza poseł. Zaraz jednak zdradza powody braku jego obecności na listach PO. Rekomendacje w formie listy wyborczej odzwierciedlają toczący się od dłuższego czasu ideowy i wizerunkowy spór, który z czasem przybrał formę sporu personalnego o to, jak ma wyglądać podlaska PO. Obecnie Rada Regionu tłumaczy, że zabrakło mnie na liście, bo „nie wykorzystałem swojej szansy” jako parlamentarzysta. Trudno nie nazwać tego swoistą „polityczną egzekucją” za to, że w wyborach szefa regionu poparłem kandydującego na to stanowisko młodego i dynamicznego posła Damiana Raczkowskiego, który, jak się okazało, nie miał problemów z pokonaniem swojego politycznego rywala. Miałem w tym swój spory udział. Regionalni działacze stwierdzili, że moje zaangażowanie i poparcie miało swoje znaczenie w ostatecznym zwycięstwie posła Raczkowskiego.

Na blogu Jacek Żalek przytacza długą listę swoich osiągnięć w budowaniu potęgi PO na Podlasiu. Odwołuje się do swoich wyborców.

Zdecydowanie wolę pracować dla wyborców niż tracić czas, by pieczołowicie pilnować miejsca na liście wyborczej. Tym bardziej, że jak pokazuje polityczne życie, to nie lokata na wyborczej liście jest w tym wszystkim najważniejsza (...) Moi rywale zapewne dostrzegli, że nie ma co przesuwać mnie na kolejne miejsca listy, gdyż wyborcy dostrzegają moją pracę. Dlatego postanowili, że można się ze mną rozprawić poprzez nie umieszczenie mnie na listach. Zapomnieli jednak o obywatelskim wymiarze polityki i swojej partii. Do moich wyborców należy ocena, czy podjęli dobrą decyzję i czy zechcą oddać na mnie swoje głosy ponownie.?

Odważne słowa posła Żalka. Po takim wystąpieniu nie wróżymy mu sukcesów w partii Donalda Tuska.