Skąd, zdaniem Staniłki, bierze się brak „nawyku rozliczania”?
Po pierwsze większość istotnych sfer społecznego zaufania –
świat
lekarzy, prawników, polityków, wysoce profesjonalnych dziedzin związanych z państwem – zbudowana jest na mechanizmie strukturalnego konfliktu interesów. To znaczy ci, którzy mogą podlegać karze, są tymi samymi, którzy o tej karze decydują.
To w dużej mierze pochodna tego, jak przebiegała transformacja. A była ona procesem zinstytucjonalizowanego braku odpowiedzialności za to, co się stało w czasie
PRL
. Żeby w transformacji nie być poszkodowanym, trzeba było albo zachować w swoich kompetencjach narzędzia rozliczania, albo nawzajem sobie świadczyć "usługę ułaskawienia lub wybaczenia". To przeniosło się na inne wymiary życia, nam współczesne.
Staniłko dodaje:
Po drugiej stronie elit jest społeczeństwo, które uznając, że państwo jest marne, nie angażuje się w jego sprawy. Jednocześnie Polacy charakteryzują się niskim poziomem zaufania, co sprawia, że działania zbiorowe są dla zwykłych ludzi trudne, bardzo kosztowne i nienaturalne. Zainteresowanie sprawami państwa objawia się tylko w nadzwyczajnych okolicznościach – przy okazji wielkiego skandalu jak afera Rywina czy katastrofy jak ta w
Smoleńsku
. Z tych powodów społeczna kontrola jest na co dzień bardzo słaba, każdy pilnuje swoich spraw. A nawet jeśli do niej dochodzi, to instytucje są tak zbudowane, że i tak trudno kogokolwiek rozliczyć.
Staniłko podkreśla jednak, że nie tylko Polska ma taki problem:
Naszą sytuację można porównać do realiów Brazylii, Indii, Meksyku czy innych krajów postkolonialnych, gdzie problem odpowiedzialności jest tak samo strukturalny. Musi się wykształcić w społeczeństwie silna klasa ludzi ze średnią własnością, za którą idzie oczekiwanie
ochrony
tej własności. Takie społeczeństwo zaczyna zazwyczaj oczekiwać od władzy, że ona zacznie ponosić konsekwencje swoich działań.
Ale szczerze mówiąc, jeśli
katastrofa smoleńska
nie wyzwoliła w polskim społeczeństwie instynktu większej kontroli władzy, to żadna katastrofa kolejowa również tego nie wzbudzi. Już ten najwyższy szczyt upokorzenia publicznego przeżyliśmy. A to, jak ta sprawa - przynajmniej do tej pory - się toczy, pokazuje, że nie należy spodziewać się większych zmian.