Rafał Ziemkiewicz postanawia odświeżyć pamięć pierwszemu niekomunistycznemu premierowi RP i przypomina, co on sam i jego środowisko robili w latach 2005-2007:
Odmówili oni wtedy uznania demokratycznej decyzji wyborczej większości Polaków, wypowiedzieli posłuszeństwo rządowi, prawu i w ogóle państwu polskiemu – tejże III RP, dla której o zasługach Mazowieckiego było z okazji jubileuszu tak głośno. Wedle zasady znanej z filmu „Sami swoi”: demokracja demokracją, ale rządzić musimy my albo siły przez nas zaakceptowane.
Jak wyborcy wybierają Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha, to nie są już wyborcami, tylko „homo sovieticus”, który do demokracji nie dorósł. I trzeba się przeciwko niemu odwołać do instancji wyższej.
Tą instancją – kontynuuje Ziemkiewicz – okazała się dla Mazowieckiego zachodnia opinia publiczna:
Do niej to odwoływał się ramię w ramię z Wałęsą, Geremkiem i innymi tzw. autorytetami, alarmując, że w Polsce panuje reżim, że łamane są prawa człowieka, zniszczona została wolność słowa etc. Nie było w tych donosach na Polskę ani odrobiny prawdy – żadnego z zarzutów, z którymi biegały rzeczone autorytety do zachodnich mediów, nie udało się potwierdzić ani prokuraturom, ani sądom, ani dwóm powołanym wyłącznie w tym celu sejmowym komisjom.
Publicysta przypomina także „ukoronowanie” tamtych wydarzeń:
W atmosferze histerii, którą zatroskany dziś „pełzającym puczem” autorytet współtworzył, doszło do spektakularnej akcji postawienia się przez część elit ponad prawem. Symbolem i ukoronowaniem tego „puczu” było zachowanie Bronisława Geremka, który odmówił podporządkowania się ustawie lustracyjnej. Geremek uznał, że skoro on jest Geremek, to jakiś tam Sejm wybrany przez jakichś tam niedojrzałych do demokracji oszołomów nie będzie mu rozkazywał.
Ziemkiewicz podsumowuje:
Tadeusz Mazowiecki nie dostrzegł w tym psucia państwa. Nie zaprotestował też, gdy PO zapowiadała odwoływanie rządu, dla ominięcia Konstytucji – „po jednym ministrze”, bez powoływania nowego, ani gdy jej lider chciał obalać parlament protestami ulicznymi i zwoływał konkurencyjny na Politechnice Warszawskiej.
Zatroskanie puczem wyraził Mazowiecki dopiero teraz, po pięciu latach. Uprzejmie wyrażam nadzieję, że to tylko zaburzenia pamięci, względnie jego sławny spóźniony refleks, a nie najzwyklejsza w świecie obłuda.