Choć trudno bezpośrednio obciążać Donalda Tuska odpowiedzialnością za skandal z odwołaniem wtorkowego meczu, wizerunkowo i tak uderza on w rząd i premiera.
Po pierwsze, wybuchł w momencie, gdy PO ruszyła z ofensywą mającą pokazać, że rząd ma pomysły i inicjatywę. Exposé Tuska miało dowieść, że działania PiS są fikcyjne, podobnie jak fikcyjny ma być jej premier. Teraz zamiast kontynuować ofensywę, Tusk musiał się schować, by się nie tłumaczyć ze stadionu, który miał być dumą rządu (profil Basen Narodowy miał dzisiaj już przed południem na Facebooku więcej fanów niż prawdziwy stadion). Tym bardziej że – i to drugi powód kłopotów PO – opozycja natychmiast przypomniała słowa Tuska z marca tego roku, gdy porównał on swój rząd do Stadionu Narodowego. Po wpadce z zalaną murawą słowa te brzmią jak ponury żart.