– Wyrządziłem krzywdę Wandzie Nowickiej, mam nadzieję, że da się to naprawić – mówił w sobotę Janusz Palikot podczas konferencji prasowej, którą zorganizował w Łodzi. – Od konfliktu z Wandą Nowicką minęło już pół roku. Kiedy dziś o tym myślę, to mam wrażenie, że popełniłem błąd.
Trudno się nie zgodzić z lubelskim politykiem. Wojna z Nowicką była najgorszym posunięciem politycznym, jakie kiedykolwiek przyszło mu do głowy. Konflikt rozpoczął się od tego, że Nowicka przyjęła przyznaną przez marszałek Ewę Kopacz doroczną premię w wysokości 40 tys. złotych. A że Palikot przechodził akurat fazę zwalczania finansowego rozpasania polityków i stawiania swojej partii za przykład wstrzemięźliwości w tym względzie, zażądał, żeby popularna posłanka jego klubu ustąpiła ze stanowiska wicemarszałka Sejmu.
Ta jednak odmówiła i odeszła z klubu razem ze stanowiskiem, które po prawdzie należało się Ruchowi Palikota jako trzeciej co do wielkości partii w Sejmie.
Za kulisami tej sprawy można było usłyszeć, że Palikot chciał upiec dwie pieczenie – pokazać swoją formację jako partię zasad, której członkowie nie obławiają się dzięki lukratywnym posadom, i jednocześnie zwolnić miejsce w prezydium Sejmu dla kogo innego, bo Nowicka była zbyt niezależna.
Efekt jednak był odwrotny od zamierzonego – Palikot stracił i znaną posłankę, i funkcję wicemarszałka Sejmu, i poparcie środowisk feministycznych, które uznały, że Nowicka została potraktowana instrumentalnie – jej nazwisko posłużyło do zdobycia głosów poparcia przed wyborami, a później, gdy przestała być potrzebna, Palikot próbował zepchnąć ją w cień.
Nowicka pomoże Palikotowi? (wideo)
To przekonanie ani na jotę nie zmieniło się po sobotnich przeprosinach wygłoszonych przez Palikota. W środowisku pań zrzeszonych w Kongresie Kobiet lubelski polityk ma opinię politycznego fircyka, z którym nie warto współpracować, bo nigdy nie wiadomo, w którym miejscu na scenie politycznej znajdzie się następnego dnia. A same przeprosiny zostały uznane za sztuczne i cyniczne.
Ta niepochlebna opinia o Palikocie przekłada się także na ocenę nowej inicjatywy politycznej budowanej pod auspicjami Aleksandra Kwaśniewskiego z udziałem Ruchu Palikota.
Europa Plus mimo gorączkowych poszukiwań znanych kobiet i kuszenia ich zastosowaniem suwaka podczas układania list wyborczych nie może przestać być męskim teamem albo – jak sarkastycznie mówią niektóre feministki – klubem oldboyów.
Agnieszka Grzybek, liderka Partii Zielonych i zarazem działaczka Kongresu Kobiet, uważa, że żadna aktywna kobieta nie zaryzykuje swojego dorobku dla partii czy koalicji, która mimo miesięcy funkcjonowania na scenie politycznej nie jest w stanie określić się programowo. Grzybek podkreśla, że politycy formacji wysyłają sprzeczne sygnały. Z jednej strony przekonują, że chcą tworzyć formację centrolewicową, a z drugiej prof. Jan Hartman, który ma być jednym z liderów nowej partii Palikota, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” popiera odpłatność za usługi publiczne, takie jak opieka zdrowotna czy studia wyższe.
Sam Janusz Palikot zaś krytykuje protesty związków zawodowych, choć problemy, o których mówią związkowcy, dotkliwie dotykają kobiet. W takiej sytuacji – zdaniem Grzybek – środowiska feministyczne nie dadzą się przekonać do współpracy z Palikotem czy Europą Plus. A bez kobiet obie te formacje polityczne nie mają szans na przetrwanie