Amerykanie nie mogą zrozumieć stosunku państw europejskich do wojny w Iranie. Nie chodzi o to, że nie chcą przyłączyć się do ataków, a o demonstracyjny brak zgody Hiszpanii, Francji i Austrii na przelot samolotów w ich przestrzeni powietrznej i ich lądowanie celem zatankowania paliwa w bazach na terytorium Włoch i Hiszpanii. Prezydent Donald Trump, sekretarz stanu Marco Rubio i sekretarz obrony Pete Hegseth postawili pytanie o przydatność NATO dla Amerykanów. Czy i tym razem rozejdzie się po kościach?
Czytaj więcej
Donald Trump w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Telegraph” powiedział, że poważnie rozważa wycofanie USA z NATO, po tym jak państwa Sojuszu n...
Opuszczenie przez USA wojskowych struktur NATO to gwóźdź do trumny sojuszu
Mike Pompeo, sekretarz stanu w czasie pierwszej kadencji Trumpa a zarazem architekt porozumienia z Polską o wzmocnionej współpracy wojskowej, postuluje przeprowadzenie gruntownej oceny, na których sojusznikach Stany Zjednoczone mogą jeszcze polegać. Generał Keith Kellogg idzie dalej, proponując zastąpienie NATO „nowym sojuszem obronnym” z państwami, które stałyby u boku USA. Kellogg wymienił Niemcy, Polskę i ewentualnie Ukrainę. Czy gdyby rzeczywiście doszło do erozji NATO jesteśmy na taki sojusz gotowi?
Stany Zjednoczone raczej nie wycofają się z NATO de iure, wymagałoby to bowiem uzyskania większości kwalifikowanej w Kongresie i rocznego okresu wypowiedzenia. Nie można natomiast wykluczyć wycofania gwarancji bezpieczeństwa de facto czy nawet opuszczenia wojskowych struktur sojuszu, jak to zrobiła swego czasu Francja. Nie trzeba mieć dużej wyobraźni, by zrozumieć, że byłby to gwóźdź do trumny NATO.
Również minister Radosław Sikorski nie wyklucza wycofania się Stanów Zjednoczonych z NATO. Czy jednak wyciąga właściwe wnioski, stawiając na współpracę z państwami europejskimi, a pomijając opcję, którą wskazał gen. Kellogg? Partie tworzące dziś rząd koalicyjny krytykowały Prawo i Sprawiedliwość za zbliżenie z Waszyngtonem, traktują jednak odziedziczoną obecność wojskową USA w naszym kraju jako oczywistą. Tymczasem współpraca w ramach sojuszu wymaga czegoś więcej niż kupowania broni, tak jakby Amerykanie nie mieli komu jej sprzedawać. Wymaga wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom partnera, by i on uznał, że sojusz służy realizacji także jego interesów.
Jak przekonać Amerykanów, by ich żołnierze zostali w Polsce
Załóżmy hipotetycznie, że Stany Zjednoczone wycofują się z NATO, wówczas 800 amerykańskich żołnierzy wchodzących w skład Wielonarodowej Batalionowej Grupy Bojowej w Orzyszu opuściłoby zapewne nasz kraj. Musieliby być zastąpieni przez żołnierzy z innych państw albo grupa zakończyłaby działanie. Nie stanowiłoby to natomiast bezpośredniego zagrożenia dla 10 tys. żołnierzy amerykańskich, którzy stacjonują w Polsce wraz ze sprzętem obejmującym czołgi Abrams, wozy bojowe Bradley, śmigłowce Apache, samoloty bojowe różnego przeznaczenia i statki bezzałogowe oraz dla Wysuniętego Dowództwa V Korpusu Wojsk Lądowych USA w Poznaniu, których funkcjonowanie reguluje umowa dwustronna, a nie dokumenty NATO.
Należy więc odpowiedzieć na pytania, czy chcemy stacjonowania wojsk amerykańskich także po ewentualnej erozji NATO oraz w jaki sposób zamierzamy przekonać Amerykanów, że leżałoby to także w ich interesie. Takie pytania będą stawiać także inne państwa regionu, które są żywotnie zainteresowane amerykańskim odstraszaniem, a więc państwa Budapesztańskiej „9”, państwa nordyckie oraz Ukraina.
Czytaj więcej
Kilkadziesiąt państw wzięło udział w konferencji zorganizowanej przez Wielką Brytanię na temat odblokowania Cieśniny Ormuz. W ostatniej chwili dołą...
Czy Polska da sobie radę bez amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa?
Odmowa wysyłania baterii rakiet Patriot na Bliski Wschód jest negatywnym sygnałem wobec Amerykanów. W interesie Polski leży też obrona tego obszaru, bo przecież Katar jest ważnym dostawcą LNG, a Arabia Saudyjska ropy, którą po przerobieniu na benzynę kupujemy na stacjach Orlenu. Skoro grecka bateria Patriotów w Arabii Saudyjskiej mogła zestrzelić dwie irańskie rakiety balistyczne, dlaczego nie mogłaby tego zrobić bateria polska?
Propozycja Amerykanów jest o tyle bezpieczna, że baterie Patriot nie służą do ataku, a jedynie do obrony. Wykazalibyśmy solidarność z Amerykanami, a polscy żołnierze nabyliby doświadczenie operowania w środowisku wielostronnym. W przypadku pogorszenia się sytuacji bezpieczeństwa Polski bateria mogłaby oczywiście powrócić. Nietrudno też zgadnąć, które państwa będą dla Amerykanów priorytetem w dostarczaniu kolejnych baterii Patriot.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz jednak odmówił prośbie Amerykanów, wskazując, że baterie Patriot służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nikt tego jednak nie kwestionuje, gdyby były konieczne, Amerykanie nie proponowaliby nam ich czasowej relokacji. Także minister obrony w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak uznał, że Polska nie powinna zgadzać się na udostępnienie Patriotów na prośbę innych krajów.
Czytaj więcej
Stany Zjednoczone miały naciskać na Polskę, by oddała baterię systemu Patriot na Bliski Wschód. Problem w tym, że jedna bateria to połowa całego na...
Natomiast przedstawiciel Kancelarii Prezydenta niczym „Wujek Dobra Rada” podkreślił, że Polska w sprawie wojny w Iranie nie była konsultowana, więc teraz umywa ręce. Czy jednak gdybyśmy byli konsultowani, to przyłączylibyśmy się do Amerykanów? Sojusz wymaga nie pouczania, lecz wspierania partnera nawet wtedy, gdy popełnia on błędy i podejmuje działania ryzykowne. Amerykanie bez polskiej baterii Patriotów dadzą sobie radę, ale czy my damy sobie radę bez ich gwarancji bezpieczeństwa?
W sprawie bezpieczeństwa decydują narodowe interesy
Ambasador USA w Warszawie Tom Rose przypomniał, że sojusze nie trwają wiecznie. Zachęcamy państwa zachodnie do włączenia się w działania na Bliskim Wschodzie, zapominając, że to nie bezpieczeństwo Hiszpanii, Włoch, Francji czy nawet Niemiec zależy od sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, lecz bezpieczeństwo Polski. Choć podzielanie wartości konserwatywnych ma znaczenie w relacjach z administracją Donalda Trumpa, jednak decydują narodowe interesy. Prezydent Karol Nawrocki może znaleźć się wkrótce w sytuacji Giorgii Meloni, która po odmówieniu wsparcia Amerykanom przestała być uważana za sojuszniczkę Donalda Trumpa. Mówienie dziś o Kościuszce i Pułaskim nie wystarczy, trzeba przekonywać społeczeństwo, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi wymaga zaangażowania, poświęcenia i ponoszenia ryzyka.