Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wielokrotnie krytykował europejskich sojuszników swego państwa oraz członków NATO za niedołączenie do wojny z Iranem, którą USA i Izrael rozpoczęły 28 lutego. W jednym z wpisów w serwisie Truth Social nazwał sojuszników z NATO tchórzami. „Bez USA NATO jest papierowym tygrysem!” – przekonywał.
W piątek amerykański ambasador w Polsce w mediach społecznościowych odniósł się do sprawy relacji między Stanami Zjednoczonymi i krajami Europy w kontekście wojny z Iranem. „Jeżeli Europa nie jest w stanie uznać Iranu za bezpośrednie zagrożenie, to dlaczego Amerykanie mieliby traktować go w ten sposób w imieniu Europy?” – napisał Rose w serwisie X.
Czytaj więcej
Należący do francuskiej grupy kontenerowiec CMA CGM Kribi przepłynął przez Cieśninę Ormuz – podał Bloomberg. To pierwszy znany przypadek udanego tr...
Dodał, że Europa umie „szybko wypowiadać się w ostrym tonie, ale opieszale przechodzi do działania”. Europejczycy, przekonywał Rose, wiedzą, czym jest Iran i jakie zagrożenie uosabia, jednak „brakuje im odwagi, nie wspominając już o zdolności do bronienia się”.
Ambasador USA w Polsce: Donald Trump nie prosił Europy o wspólną walkę
Według amerykańskiego dyplomaty, państwa Europy wiedzą, że Iran to kraj „kontrolowany przez fanatyczny reżim islamistyczny, który ma za sobą pół wieku apokaliptycznego terroru”. Rose napisał też, że irańskie władze „mordują dziesiątki tysięcy własnych obywateli i otwarcie nawołują do zniszczenia Izraela”. Według niego, Irańczycy budują rakiety balistyczne w celu ochrony swego programu jądrowego (Teheran wielokrotnie deklarował, że irański program nuklearny ma charakter pokojowy).
„Powiedzmy sobie jasno: prezydent Stanów Zjednoczonych nigdy nie prosił Europy o wspólną walkę. Donald Trump chciał jedynie zgody na korzystanie z lotnisk i baz, za które zapłaciliśmy, które obsadziliśmy i utrzymywaliśmy, by bronić Europy. Nie żądał wojsk, nie żądał eskalacji. Chciał jedynie dostępu. Nawet to okazało się zbyt wiele” – napisał Thomas Rose. „Sojusze nie trwają, gdy jedna ze stron odmawia pomocy drugiej” – oświadczył dyplomata.
Amerykańskie samoloty startujące z lotniskowców bombardują Iran
Wojna USA i Izraela z Iranem. Europejczycy odmawiają Trumpowi
Wcześniej pojawiły się doniesienia, że Austria, powołując się na wieloletnią politykę neutralności, odmówiła Stanom Zjednoczonym zgody na korzystanie ze swojej przestrzeni powietrznej do operacji wojskowych związanych z konfliktem z Iranem. Rzecznik austriackiego ministerstwa obrony podkreślił, że kraj nie zezwala na przeloty ani transport wojsk, jeśli miałyby one wspierać którąkolwiek ze stron konfliktu. W praktyce oznacza to, że każdy lot mający bezpośredni lub pośredni związek z działaniami zbrojnymi jest odrzucany po konsultacji z resortem spraw zagranicznych.
Decyzja Austriaków wpisuje się w szerszy trend w Europie – coraz więcej państw ogranicza dostęp do swojej infrastruktury wojskowej dla USA w kontekście wojny z Iranem. Swoją przestrzeń powietrzną dla lotów wojskowych związanych z atakiem na Iran zamknęła Hiszpania. Z kolei Włochy odmówiły zgody na lądowanie amerykańskich samolotów wojskowych udających się na Bliski Wschód w bazie Sigonella na Sycylii. Francja nie zgodziła się na przelot nad swoim terytorium samolotu transportującego amerykańską amunicję do Izraela.
Atak USA i Izraela na Iran
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran 28 lutego. Od tamtej pory Teheran w odpowiedzi przeprowadza uderzenia odwetowe na Izrael oraz państwa regionu sprzymierzone ze Stanami Zjednoczonymi, w tym na bazy amerykańskich żołnierzy. Iran zablokował także kluczową dla transportu ropy Cieśninę Ormuz, co doprowadziło do skokowego wzrostu cen. Przed wojną przez Ormuz przepływało ok. 20 proc. ropy transportowanej drogą morską.
W Iranie zginęło ok. 2 tys. osób. Pierwszego dnia wojny w nalocie zabity został m.in. najwyższy przywódca duchowy państwa ajatollah Ali Chamenei. Tego samego dnia Amerykanie zbombardowali również szkołę podstawową w Minab, zabijając ok. 175 osób, w większości dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że wojsko USA błędnie rozpoznało cel (szkoła, w którą uderzyły pociski Tomahawk, mieściła się w pobliżu bazy irańskiej marynarki).