Reklama

Prof. Roman Kuźniar: Jest jeden jedyny powód, dla którego Donald Trump z Beniaminem Netanjahu napadli na Iran

Wyjaśnienia wojny USA i Izraela z Iranem, które Donald Trump oferuje światu, są bałamutne i infantylne. Widać wyraźnie, że ta wojna go bawi, jakby była zaspokojeniem jego kompleksów czy niedojrzałych satysfakcji – pisze prof. Roman Kuźniar, politolog i dyplomata.
Donald Trump

Donald Trump

Foto: Jim Lo Scalzo/EPA/Bloomberg

Skoro obecna wojna Donalda Trumpa przeciwko Iranowi otrzymała kryptonim „Epicka Furia”, to wypada zacząć od przypomnienia medycznego znaczenia słowa „furia”. Otóż słownikowo to „ostre zaburzenie świadomości z gwałtownym podnieceniem, będące objawem niektórych chorób psychicznych”. Potocznie mówi się o ataku czy napadzie furii. Inaczej mówiąc, furia nie jest racjonalnym działaniem, a już z pewnością nie jest działaniem strategicznym. Patrząc na przebieg tej wojny od dnia jej rozpoczęcia, 28 lutego, można powiedzieć: to by się zgadzało. Ta wojna nie przypomina wojny w klasycznym rozumieniu – jako kontynuacji polityki, wojny regulowanej przez politykę.

Reklama
Reklama

Czy Donald Trump i Beniamin Netanjahu są wiarygodni?

Nieprawdziwe są już podane przez jej inicjatorów przyczyny tej wojny. Izrael w pierwszych godzinach operacji określał ją jako atak wyprzedzający (pre-emptive action). Ale przecież taki atak oznacza wcześniejszą, uprzedzającą reakcję na pewne i bliskie uderzenie przeciwnika. Wiadomo, że Izraelowi nic takiego ze strony Iranu nie groziło. Karta Narodów Zjednoczonych nakłada zresztą na państwo podejmujące działania zbrojne w samoobronie obowiązek przekazania informacji je usprawiedliwiających właśnie względami samoobrony. Izrael niczego takiego nie przedstawił. Biały Dom uzasadniał swoją akcję zbrojną rzekomym zagrożeniem ze strony irańskiego programu nuklearnego. Jak wiadomo, Iran nie prowadził w ostatnich latach prac zmierzających do wyprodukowania broni nuklearnej, co potwierdzała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.

Czytaj więcej

Czy Donald Trump naprawdę może wyprowadzić USA z NATO?

Nie tylko powody tej wojny są nieprawdziwe, niewiarygodni są także jej autorzy. Znany z wojowniczości i pogardy dla prawa premier Izraela jest wszak oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny o zbrodnie wojenne w Gazie. Prezydent USA uniknął odpowiedzialności za inspirowanie ataku tłumu na Kapitol 6 stycznia 2021 r. tylko dzięki temu, że został prezydentem. Otwarcie odrzuca jakiekolwiek ograniczenia ze strony prawa międzynarodowego, czego parokrotnie dawał przykłady od chwili objęcia urzędu. Politycy z takim dorobkiem nie są wiarygodni, gdy podejmują działania wojenne. Jeden potrzebuje wojny, aby utrzymać się przy władzy i uniknąć rozprawy sądowej (korupcja i inne oskarżenia), drugi, aby uwolnić się na chwilę od afery Epsteina. Co więcej, Trump zapowiedział niezależne od prawa posługiwanie się siłą militarną w strategii bezpieczeństwa, którą ogłosił 5 grudnia. Jak pisałem na łamach „Rzeczpospolitej”, ta strategia jest deklaracją logiki globalnego predatora. Podobnie nazwał ją później na łamach „Foreign Affairs” ceniony amerykański badacz Stephen Walt. Wojna przeciwko Iranowi jest w takim samym stopniu jej zastosowaniem, jak zastosowaniem strategii bezpieczeństwa USA z września 2002 r. była agresja na Irak w marcu 2003 r., która – jak wszyscy wiedzieli od początku – była oparta na fałszywych, zmyślonych przesłankach.

Iran nie zamierzał napaść na Izrael ani nie miał zdolności do wyprodukowania bomby atomowej

W tej wojnie na „dobry początek” uderzono rakietą w szkołę podstawową, zginęło ok. 150 dziewczynek. Tak samo zabito najwyższego przywódcę duchowego Iranu oraz część jego rodziny. Informację o ofiarach w szkole Donald Trump skomentował we właściwy sobie sposób: „Mogę z tym żyć”. Jednak tego typu praktyki cofają nas w sposobach prowadzenia wojny do wczesnego średniowiecza lub czasów starożytnych. Zarazem wiele mówią o intencjach i sposobie myślenia władz, które tę wojnę prowadzą. Od sądzenia przywódców, których oskarżamy o zbrodnie, są sądy międzynarodowe (przypadek Netanjahu). Czy zaakceptowalibyśmy iracki zamach na życie prezydenta G.W. Busha, odpowiedzialnego za wojnę, w której śmierć poniosło kilkaset tysięcy ludzi, głównie osób cywilnych?    

Reklama
Reklama

Owszem, w przypadku tej wojny Trump coś wspominał o „regime change” (w 2003 r. był to jeden z głównych celów wojny). Ale według niego zmiana władzy w Iranie miała się dokonać samoistnie, wyłącznie pod wpływem amerykańsko-izraelskich bombardowań. Pomijając legalność, bo tym sobie Trump głowy nie zaprząta, to czy można sobie wyobrazić bardziej prostackie myślenie o sposobie zmiany władzy w Teheranie? Jak wiadomo, amerykańska agresja stała się natychmiast dla irańskiego reżimu potężnym źródłem legitymizacji. Hołdu lennego Iranu wobec Trumpa nie będzie. To akurat łatwo było przewidzieć, ale nie w Białym Domu.      

Czytaj więcej

Cztery punkty kluczowe dla rozwoju ataku na Iran. Co przyniesie operacja Epicka Furia?

Ponieważ Iran nie zamierzał napaść na Izrael ani nie próbował (nie miał zdolności) wyprodukować bomby atomowej, a zarazem niemożliwe jest doprowadzenie do upadku reżimu przy pomocy „tylko” bombardowań, to trudno się dopatrzyć politycznego celu wojny. Cała jej „strategia” polega przecież na bombardowaniu Iranu, na dewastacji jego infrastruktury, na niszczeniu jego substancji urbanistycznej. To jest taki trochę współczesny militarny wandalizm. Rzymianie także zrównali z ziemią Kartaginę, gdy już dawno przestała być dla nich zagrożeniem. Pojawia się pytanie, dlaczego Stany Zjednoczone, które mielibyśmy prawo podejrzewać o strategiczną racjonalność, prowadzą taką bezmyślną wojnę, wyniszczającą duży kraj, który nie zagraża ich bezpieczeństwu. A przy tym wojna Trumpa, będąca wojną z wyboru, nie z konieczności, potężnie destabilizuje Bliski Wschód, stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa państw Zatoki, wstrząsa handlem międzynarodowym, przynosi korzyści innemu agresorowi, czyli Rosji. Została ona podjęta bez konsultacji z sojusznikami, bez ich uprzedzenia, choć wymagał tego Traktat Waszyngtoński. Sojusznicy zostali jeszcze raz potraktowani przez Trumpa jak wasale, którzy co najwyżej powinni „na pstryk” wspierać władcę w jego kaprysach. Wyjaśnienia, które Trump oferuje światu, są bałamutne i infantylne. Widać wyraźnie, że ta wojna go bawi, jakby była zaspokojeniem jego kompleksów czy niedojrzałych satysfakcji.

Jaki jest jedyny wiarygodny powód wojny USA i Izraela z Iranem?

Jedyny wiarygodny powód tej wojny, jaki wyłania się z jej strategicznej niezborności, choć niosącej innym realne i potężne straty, to bezkarność. Stany Zjednoczone Trumpa prowadzą tę wojnę, ponieważ mają pewność swojej bezkarności, ponieważ na koszt innych mogą zademonstrować swoją potęgę oraz prawo predatora do używania siły wobec innych bez ograniczeń, bez dostatecznych powodów. Chodzi o demonstrację bezkarnej dowolności: „Mogę i co mi zrobicie” – ujawnia Trump światu powody tej wojny. „I będę tak długo bombardował, jak mi się będzie podobało”. A wyraźnie bombardowanie mu się podoba, jest efektowne, ma dużą oglądalność, co Trump lubi – o czym pisał niedawno Francis Fukuyama. Można próbować, ale w tej wojnie nie da się doszukać żadnego innego sensu poza efektem demonstracji, którego podłożem jest świadomość bezkarności, a której cenę poniosą inni.

Nie jest to jednak dobra informacja dla świata. Brutalizacja życia międzynarodowego w logice power politics à la Donald Trump wysyła wszystkim sygnał, że nieludzki reżim Korei Północnej miał rację: tylko posiadanie broni nuklearnej może nas ochronić przed samowolą Ameryki. Ale też kolejny sygnał jest taki, że skoro Ameryka może bezkarnie gwałcić prawo międzynarodowe, dlaczego inni mieliby się krępować? 20 lat temu Putin powoływał się na przykład agresji USA na Irak („Mnie też wolno”). Teraz można byłoby ironicznie powiedzieć, że to Trump wziął przykład z Putina, skoro wojnę przeciwko Iranowi nazwał „specjalną operacją wojskową”. Jednak rozwiązaniem nie jest powszechna proliferacja broni nuklearnej, jak się nierzadko także w Polsce uważa. Zwolennikom takiej fantastyki polecam „Wesele w Atomicach” Sławomira Mrożka. Odpowiedzią musi być powrót do cywilizacji, z której próbują nas wypchnąć Trump, Putin i inni lokalni predatorzy. To jest możliwe, choć wymaga determinacji, obronnej odporności i zdolności do współpracy międzynarodowej. Na szczęście to leży nie tylko w interesie Polski, ale dużej grupy państw na całym świecie. Rząd Donalda Tuska to rozumie i miejmy nadzieję, że nie da Polski zepchnąć ku groźnej dla nas autarkii strategicznej, za czym opowiada się prezydent Karol Nawrocki i prawicowa opozycja z PiS na czele.

Reklama
Reklama

Europie nie wystarczy już autonomia strategiczna, konieczna jest strategiczna niezależność

Odpowiedzią na dewastującą porządek międzynarodowy bezkarność Trumpa musi być także zjednoczona, a przy tym strategicznie samodzielna Europa. Czas przestać mówić o jej autonomii strategicznej, to już nie wystarcza. Konieczna jest strategiczna niezależność: aby stawić czoła strategicznej dezynwolturze USA, zagrożeniu ze strony Rosji, globalnej zawierusze towarzyszącej obecnej odmianie power politics. Ktoś może powiedzieć, że to zupełny brak realizmu, naiwne marzenie. Przypomnijmy zatem realistom, że 50 lat temu powstało Polskie Porozumienie Niepodległościowe (PPN). Niepodległość wydawała się wtedy, w 1976 r., hasłem kosmicznie nierealnym, a jednak kilkanaście lat później przyszła. Jednak trzeba dodać, że sama nie przyszła…

Autor

Prof. Roman Kuźniar

Politolog i dyplomata. Był doradcą ds. międzynarodowych prezydenta Bronisława Komorowskiego w latach 2010–2015

Publicystyka
Marek Migalski: Nie ma już wyborców centrowych
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Publicystyka
Włodzimierz Czarzasty dla „Rzeczpospolitej”: Socjaldemokracja zaczyna się od domu
Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama