Marek A. Cichocki: Friedrich Merz mówi, że Niemcy wracają. Pytanie, do czego?

Friedrich Merz, który z początkiem maja powinien zostać kanclerzem, oświadczył po zakończeniu rozmów koalicyjnych między chadekami i SPD, że Niemcy wracają. Nie ma jednak pewności, do czego wracają i jakie ten powrót przyniesie efekty.

Publikacja: 14.04.2025 04:30

Friedrich Merz, kandydat na kanclerza Niemiec.

Friedrich Merz, kandydat na kanclerza Niemiec.

Foto: REUTERS/Liesa Johannssen

Merz, polityk bardzo ambitny, chciałby, jak często deklaruje, by Niemcy powróciły do przywództwa. Jednak nie ma już świata, w którym Niemcy pod rządami Angeli Merkel takie przywództwo bez wątpienia sprawowali w Europie przez lata – dodajmy: z fatalnym skutkiem. Politycy w Berlinie z dużym trudem zaczynają dopiero dostrzegać tę nową sytuację. Czy więc stare i złe nawyki owego niemieckiego przywództwa z czasów Merkel Merz będzie potrafił teraz przezwyciężyć?

Friedrich Merz i CDU zgodzili się na daleko idące koncesje na rzecz SPD

Co ciekawe, w samych Niemczech owe ambitne zapowiedzi powrotu budzą spory sceptycyzm. Opasły jak zwykle dokument porozumienia koalicyjnego, czyli programowa podstawa przyszłego rządu, nie tylko nie wywołał entuzjazmu, ale wręcz w niektórych kręgach spotkał się ze złością. Niezadowolenie sprawiło, że opozycyjna AfD zaledwie w ciągu kilku tygodni od wyborów stała się najbardziej popularną partią w Niemczech.

Czytaj więcej

Umowa koalicyjna w Niemczech. Friedrich Merz jako zajączek wielkanocny

Najbardziej niezadowoleni zdają się być wyborcy samego Merza, a więc ci, którzy teraz powinni obdarzyć go największym kredytem zaufania. Jednak koncesje na rzecz koalicyjnego partnera, SPD, na które musiał się zgodzić, dla wielu poszły zbyt daleko. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy mieli nadzieję, że Merz rozpocznie zupełnie nową politykę gospodarczą i wyciągnie Niemcy ze stanu, który niedawno wpływowy komentator ekonomiczny Wolfgang Münchau nazwał w swojej książce jako „kaput”.

Największe wyzwanie stojące przed Niemcami: kryzys migracyjny

Likwidując tzw. hamulec zadłużenia w konstytucji, symbol oszczędnościowej polityki Merkel, Merz zdobył jednak potężny instrument, jakim jest możliwość finansowania inwestycji w niemiecki przemysł zbrojeniowy oraz w infrastrukturę. I jeśli wykorzysta go umiejętnie, ma szansę na gospodarcze ożywienie.

Jednak kwestia główna, od której może zależeć jego polityczna przyszłość, to kryzys migracyjny. Jeśli w tej sprawie odniesie szybki sukces, krytyka we własnej partii i presja ze strony rosnącej w siłę AfD ustąpią. Dlatego Merz będzie forsował kontrolę granic i odsyłanie nielegalnych migrantów poza terytorium Niemiec do krajów sąsiednich. Tylko że to nie wpłynie dobrze na atmosferę w relacjach polsko-niemieckich. 

Autor

Marek A. Cichocki

Współprowadzący podcast „Niemcy w ruinie?”

Publicystyka
Roman Kuźniar: 100 dni Donalda Trumpa – imperializm bez misji
Publicystyka
Weekend straconych szans – PiS przejmuje inicjatywę w kampanii prezydenckiej?
felietony
Marek A. Cichocki: Upadek Klausa Schwaba z Davos odkrywa prawdę o zachodnim liberalizmie
Publicystyka
Koniec kampanii wyborczej na kółkach? Dlaczego autobusy stoją w tym roku w garażach
Materiał Promocyjny
Tech trendy to zmiana rynku pracy
analizy
Jędrzej Bielecki: Radosław Sikorski nie ma już złudzeń w sprawie Donalda Trumpa