Ursula von der Leyen doszła do takiego wniosku zdecydowanie za późno. Przewodnicząca Komisji Europejskiej, przedstawiając w środę w Brukseli plan ograniczenia zużycia gazu w Unii z powodu wstrzymania dostaw przez Gazprom, uznała, że „Rosja nas szantażuje. Rosja używa energii jako broni”. Niemka jako prominentna minister w ekipie kanclerz Angeli Merkel przez lata firmowała politykę zwiększenia zależności energetycznej Republiki Federalnej Niemiec od Rosji i gdyby nie wyjechała do Brukseli, najpewniej jak pani kanclerz byłaby już na politycznej emeryturze.

Ale na komfort życia z dala od oceny wyborców nie mogą liczyć przywódcy samych państw członkowskich Unii. W środę ważyły się w Rzymie losy Mario Draghiego, z którego rządu z powodu załamania poziomu życia społeczeństwa wycofali się lewicowcy. W Wielkiej Brytanii torysi szukają następcy odsuniętego właśnie Borisa Johnsona, bo wiedzą, że tylko tak mogą uniknąć trwałej marginalizacji po najbliższych wyborach. We Francji Emmanuel Macron musiał pogodzić się w czerwcu z utratą większości parlamentarnej z powodu spektakularnego wzrostu poparcia dla ugrupowań jawnie sprzyjających Rosji, w tym Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. W Niemczech, gdzie wybory do Bundestagu odbyły się pół roku przed inwazją na Ukrainę, problem zmiany władzy nie staje tak ostro. Ale i tu Olaf Scholz może tylko marzyć o uzyskaniu w Unii takiej pozycji, jaką przez lata cieszyła się Angela Merkel.

Czytaj więcej

Mario Draghi z wotum zaufania, ale bez szerokiej aprobaty. Premier Włoch poda się do dymisji?

Na tym najpewniej nie skończą się czystki spowodowane przez Putina. Sondaże wskazują na utratę przez amerykańskich demokratów większości w obu izbach Kongresu. Beneficjentem będą republikanie, których przywódca Donald Trump wciąż marzy o „dealu z Putinem” i uważa, że ważniejsza od „obrony ukraińskich granic jest obrona granic Ameryki” (przed nielegalną imigracją). Trudno też się spodziewać, że w tę ogólną tendencję nie wpisze się Polska, gdzie kryzys przypuszczalnie uderzy najmocniej tuż przed wyborami parlamentarnymi. Równie pechowy jest kalendarz polityczny dla lewicowego rządu Hiszpanii, gdzie sondaże prognozują przejęcie władzy przez konserwatywną Partię Ludową i postfrankistowski VOX.

Sankcje nałożone na Rosję mogły mieć piorunujący efekt w pierwszych miesiącach wojny, kiedy zszokowana okrucieństwem Kremla zachodnia opinia publiczna była gotowa do radykalnych kroków. Nie doszło jednak wówczas do odcięcia głównego źródła dewiz dla Kremla: eksportu gazu. Nie udało się też zbudować światowej koalicji przeciw Moskwie, przez co Putin znalazł alternatywnych odbiorców nośników energii w Chinach, Indiach czy Brazylii. Dziś rubel, któremu przepowiadano załamanie, jest z tego powodu silniejszy o 26 proc. wobec dolara, niż to było rok temu. Rekordy słabości bije za to euro.

Rosyjska gospodarka co prawda poniosła na skutek wojny w Ukrainie znacznie dotkliwsze straty z powodu sankcji, niż to się stało w krajach Unii. Jednak podlegające autorytarnemu reżimowi rosyjskie społeczeństwo jest gotowe na poważniejsze poświęcenia, tym bardziej że zdecydowana większość Rosjan identyfikuje się z imperialnymi ambicjami Putina, podczas gdy sprawa ukraińska pozostaje dla przeciętnego Niemca, Francuza czy Polaka bardziej abstrakcyjna. Czas zdaje się grać na korzyść Kremla.