Reklama

Prezydent nie będzie mieć problemu z desygnowaniem premiera

Prezydent powierzy tworzenie rządu PO – PSL Donaldowi Tuskowi. Czy będzie próbował przyciągnąć do niego Janusza Palikota

Publikacja: 10.10.2011 03:44

Gdy tylko liczydła Państwowej Komisji Wyborczej zakończą pracę, przeliczywszy głosy wyborców na poselskie mandaty, do gry wkroczy prezydent Bronisław Komorowski. To on zgodnie z konstytucją desygnuje premiera, który przedstawi skład nowej Rady Ministrów.

Wyniki wyborów wskazują, że prezydent z tą decyzją nie będzie miał większych problemów. Desygnuje na premiera rządu PO – PSL Donalda Tuska, lidera zwycięskiej PO. Wcześniejsze spekulacje, komu powierzy misję tworzenia rządu, odchodzą do lamusa.

Bronisław Komorowski wiele tygodni temu powiedział w wywiadzie dla „Newsweeka", że nie musi powierzyć misji tworzenia rządu liderowi zwycięskiej partii. Uruchomiło to falę spekulacji pod hasłem, co prezydent miał na myśli. W największym skrócie brzmiały one tak.

Jeśli wygra PiS, to nie Jarosław Kaczyński zostanie desygnowany, tylko polityk z Platformy. Albo inna wersja: jeśli zwycięży PO, Tusk wcale nie musi być pewny nominacji. Bo może ją dostać Grzegorz Schetyna, pierwszy wiceprzewodniczący tej partii. Dlatego, że ma lepsze stosunki z Grzegorzem Napieralskim, szefem SLD i potencjalnym koalicjantem. A również dlatego, iż Komorowskiemu podobno do Schetyny bliżej niż do Tuska. Bliżej, bo Schetyna mógłby prezydentowi Komorowskiemu dać wyższą pozycję w polskiej polityce jako słabszy od Tuska polityk. Ten drugi argument to jednak w dużym stopniu kreacja i manipulacją sfrustrowanych żołnierzy marszałka.

Tusk potwierdził w niedzielę przy urnach, że nadal ma poparcie ok. 40 proc. wyborców. Także jego dotychczasowy koalicyjny partner Waldemar Pawlak bez problemu przekroczył próg wyborczy pozwalający mu wejść do Sejmu. Mimo niedowartościowujących go sondaży. Ma nawet lepszy wynik niż cztery lata temu. Choć liczbę sejmowych szabel nieco mniejszą (bazując na prognozie wyborczej TNS OBOP, której wyniki mogą nieco odbiegać od rzeczywistych, ale tylko nieco).

Reklama
Reklama

By powołanie rządu odbyło się w tzw. pierwszym konstytucyjnym kroku, Sejm musi powołać nowy gabinet bezwzględną większością głosów. – Prezydent zaproponuje misję tworzenia rządu temu, kto przyniesie większość – twierdzi Jan Lityński, prezydencki doradca. Tak bywało zazwyczaj dotychczas w polskiej historii po 1989 r.

Większość, choć mało porażającą, przyniesie Tusk. Razem z PSL PO ma mieć (według danych TNS OBOP) 239 mandatów. Czyli tyle, ile w końcówce odchodzącego właśnie Sejmu.

Środowisko platformiano-prezydenckie przy tych wynikach wyborów o wiele więc walczyć nie może. PiS ma mniejszość blokującą wszelkie zmiany w konstytucji (ponad 154 mandaty).

Z punktu widzenia prezydenta jedynym problemem jest Janusz Palikot. Były czy aktualny przyjaciel? Który może sporo namącić. Może lepiej mieć go po swojej stronie?

Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Najważniejsze pytanie dotyczące programu SAFE i bezpieczeństwa Polski
Publicystyka
Estera Flieger: Pierwsza dama idzie sama. Czy Marta Nawrocka ma obowiązek podobać się feministkom?
Publicystyka
Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama