W ostatnich latach opinią publiczną wstrząsnęło kilka takich apeli. Za każdym razem pobudzały do dyskusji, w której gdy jedni działali i realnie pomagali nieuleczalnie chorej osobie, drudzy optowali za wprowadzeniem prawa do eutanazji.
Zapewne i tym razem będą przytaczane wyniki sondaży, z których jakoby wynikało, że większość Polaków jest twardo "za" eutanazją, oraz będzie się wskazywać na rozwiązania, które istnieją w innych krajach.
Zwolennicy legalizacji eutanazji zwykle nie wspominają, że wynik sondażu zależy od tego, jak sformułowano pytanie. Gdy w sondażach pada empatycznie brzmiące pytanie o skrócenie cierpień osobie nieuleczalnie chorej na życzenie jej i jej rodziny – "tak" mówi ponad 60 proc. Polaków. Ale gdy zapytać wprost o eutanazję (bo to o nią przecież chodzi), czyli o skrócenie komuś życia – "za" jest już tylko jedna trzecia.
W dodatku zwolennikami eutanazji najczęściej są ci, których najrzadziej ona dotyczy – młodzi, do 24. roku życia, i zdrowi. Im ktoś starszy, tym bardziej nie chce słyszeć o eutanazji.
W tych krajach Europy, gdzie jest ona dozwolona, bardzo wiele starszych osób boi się, że wbrew ich woli, a z korzyścią dla firm ubezpieczeniowych, zostaną uśmierceni w hospicjum, domu opieki, szpitalu.
Eutanazja jest sprzeczna z naturalnym prawem człowieka – prawem do życia. To dlatego sprzeciw wobec niej istnieje we wszystkich kulturach i religiach (chrześcijaństwo, islam, judaizm, buddyzm czy hinduizm). A to, że jest zalegalizowana w kilku krajach (Szwajcarii, Niemczech, Holandii, Belgii, Luksemburgu, Albanii, Japonii, Indiach, Kolumbii, a także w czterech amerykańskich stanach i jednym z regionów Hiszpanii – Andaluzji), nie jest normą, ale odstępstwem od niej.
Apel o przyspieszenie własnej śmierci zawsze jest wielkim dramatem, przed którym trzeba stanąć z pokorą, by nie pomylić fałszywej litości z prawdziwą empatią. Tak było w przypadku Janusza Świtaja, który kilka lat temu wołał o śmierć, a dzisiaj przedstawia się na swojej stronie w sieci jako internetowy analityk rynku osób niepełnosprawnych. Matce Krzysztofa Jackiewicza, umęczonej opieką nad synem będącym od 25 lat w śpiączce, pomogło hospicjum. Przemek Kowalik, który na wózku dotarł do Belwederu, by walczyć o swoją śmierć, dzisiaj mówi, że wiedzie udane życie. I że człowiekowi w tak straszliwej sytuacji nie można powiedzieć: masz żyć i radź sobie sam.