Ja generalnie jestem facetem od zadań i szczerze mówiąc przez kilkanaście poprzednich miesięcy towarzyszyło mi poczucie pewnej jałowości toczonych sporów, głównie personalnych. Dużo łatwiej być politykiem, który wyłącznie komentuje, o wiele trudniej politykiem, który musi wprowadzać zmiany. Kiedy tylko komentowałem, byłem czasem bardziej zmęczony niż teraz, kiedy więcej pracuję.
Na temat swojego miejsca w polityce:
Zająłem się polityką, żeby w końcu mieć wpływ na rzeczywistość, wprowadzać ważne i potrzebne zmiany. Jestem przyzwyczajony do dużej odpowiedzialności. Przez wiele lat moje decyzje wpływały na określonego pacjenta, jedno dziecko, rodzica, dzisiaj te decyzje wpływają na wielu.
Minister twierdzi, że czuje odpowiedzialność:
Czasem naprawdę długo nie mogę zasnąć myśląc o dokumencie, pod którym mam rano złożyć podpis. Odpowiedzialność w mojej pracy polega na tym, że znam i czuję ciężar tego podpisu...
Arłukowicz mówi o fali krytyki:
Fajnym - prawie dla każdego - jest się wtedy, kiedy się jest w opozycji. A kiedy się jest w rządzie, to czas „fajności” zawsze się kończy.
Jednak przyznaje się także do błędu w sprawie listy leków refundowanych:
Przy okazji ogłaszania listy zabrakło przełożenia tych trudnych informacji na prosty język i tłumaczenia ludziom, po co to robimy.
Czy człowiek, która tak bardzo odczuwa odpowiedzialność za swoje decyzje, może być dobrym politykiem? Czy rządzenie państwem nie polega właśnie na podejmowaniu decyzji?