Dziennikarze telewizji Republika ujawnili stenogramy rozmów oraz esemesy między sędzią SN z Izby Cywilnej Henrykiem P. a sędzią NSA w stanie spoczynku Bogusławem M. Wynika z nich, że M. prosił P. o pomoc w poprawieniu skargi kasacyjnej.

Według stenogramów sędzia SN instruuje kolegę, co należy w skardze zmienić, jakie kwestie formalne poprawić, aby mogła być przyjęta na tzw. przedsądzie, czyli niejawnym posiedzeniu, na którym sędzia jednoosobowo dopuszcza sprawę do dalszego rozpoznania bądź ją odrzuca.

Sędzia SN pisze w esemesie do kolegi: „Przedsąd 19 bm. S[ędzia] Jan prosiłem o życzliwość". Sprawę rzeczywiście rozpatruje sędzia o takim imieniu, skarga została przyjęta.

Czy mamy do czynienia z przestępstwem? Najbliższa wydaje się tu kwalifikacja płatnej protekcji – po stronie sędziego SN – i przestępstwo obietnicy korzyści w zamian za załatwienie sprawy – po stronie sędziego NSA. Brak jednak wyraźnej korzyści, chyba że jest zawoalowana w tych fragmentach, w których sędziowie mówią o wspólnej rozrywce i planach w tym zakresie. Być może łatwiejsze byłoby udowodnienie sędziemu SN nadużycia władzy, gdyby było prawdą, że interweniował u sędziego orzekającego na przedsądzie.

Więcej argumentów przemawia za postępowaniem dyscyplinarnym dla obu sędziów. Wprawdzie Wiesław Kozielewicz, sędzia SN, autor książki „Odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych i notariuszy", wskazuje, że pewne elementy doradzania zdarzają się czy to podczas wykładów sędziów, czy w relacjach rodzinnych. Tu jednak sprawy zaszły znacznie dalej. Sędzia SN doradzał w konkretnej sprawie, która zaraz miała trafić do SN, wpływać miał też na kolegę orzekającego.

Oczywiście przy ewentualnym wyroku czy to karanym, czy dyscyplinarnym sądy będą badały wszystkie okoliczności i będą dokonywały wykładni nagrań oraz wyjaśnień zainteresowanych. Jedno jest już chyba pewne – jeśli nagrania są autentyczne, to wizerunek SN i sądownictwa na tym cierpi.